REKLAMA

Pojechałem do Krakowa autostradą A4. Czuję się okradziony

Znacie to uczucie, jak przed chwilą was ktoś tyrpnął niby przypadkiem, a zaraz po tym w waszych kieszeniach zrobiło się jakby nieco luźniej? Takie emocje towarzyszyły mi w trakcie podróży między Katowicami i Krakowem. Doszła jeszcze irytacja i gniew.

krakow-pojechalem-autostrada-a4-i-czuje-sie-jakby-mnie-okradli

To nie jest wcale tak, że jechałem z Katowic do Krakowa autostradą A4 pierwszy raz w życiu. Na przestrzeni ostatnich prawie 30 lat pokonywałem ten odcinek w ten sposób wielokrotnie. Ale tak poirytowany chyba nie byłem nigdy. Bo w tym przypadku zasada „klient płaci - klient żąda” nie działa w ogóle. Do autostrady łączącej stolice województw Małopolskiego i Śląskiego pasuje całkiem inne hasło: „płać i nie patrz za co, bo to i tak nie ma żadnego sensu”. 

Na szczęście ta dewiza będzie przyświecać kierowcom pokonującym ten odcinek tylko do 15 marca 2027 r., kiedy raz na zawsze wygaśnie koncesja spółki Stalexport. Kontrolę nad autostradą A4 w pełni przejmie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) i przejechanie tego odcinka wreszcie będzie dla samochodów osobowych i motocykli bezpłatne. Do tej pory nie ma innego wyjścia i trzeba się z tym - nie bójmy się słów - złodziejstwem po prostu pogodzić. 

Autostrada, czyli płacisz za usług, której nie ma

Za płatny odcinek autostrady A4 między Katowicami a Krakowem płacimy już od 1997 r. Stalexport zaczął wtedy kosić od razu dwukrotnie: na początku płatnego odcinka i na jego końcu. Wtedy, te blisko 30 lat temu, taki przejazd w sumie kosztował w jedną stronę 8 zł: po 4 zł na każdej bramce. Czyli jeżeli zależało nam na szybszej jeździe, trzeba były wysupłać z kiszeni w tym celu w sumie 16 zł w dwie strony. 

I takie, umówmy się, że jednak symboliczne koszty byłyby dla mnie dzisiaj do przełknięcia. Ale są zdecydowanie wyższe i trudno mi się z nimi najzwyczajniej w świecie pogodzić. Teraz wjeżdżając na płatny odcinek autostrady A4 i z niego wyjeżdżając płacimy za każdy razem po 18 zł. Czyli wychodzi 36 zł w jedną stronę i 72 zł w drugą stronę. Dużo, prawda? 

Zwłaszcza, jak uzmysłowimy sobie, że pociągiem będzie i szybciej i taniej. Kolej podaje czas przejazdu z Katowic do Krakowa między 54 a 64 minuty. Autostradą A4 jest dłużej. Muszę do niej dojechać, a mam dalej niż dworzec PKP w Katowicach, płatny odcinek też nie startuje od razu, to także kolejne kilometry. No i jest też taniej. Jeden bilet dla dorosłej osoby na pociąg do Krakowa kosztuje od 16 do 45 zł. 

Ale krew mnie zalała ostatnio z innego powodu. Jedziemy do Krakowa, jesteśmy umówieni na oglądanie pokojów do wynajęcia dla syna, który zaraz zacznie studiować biologię na UJ. Zależy nam na czasie, więc już pal licho te horrendalne opłaty, jedziemy A4. Płatny odcinek ma raptem 61 kilometrów, więc przy prędkości 120 km/h pokonuje się go w ok. pół godziny.

O ile wszystko z autostradą A4 jest w porządku. A nie jest. Na tym krótkim, 60-kilometrowym odcinku, były aż trzy, ciągnące się po horyzont zwężenia. Efekt? Wolniejsza jazda i tym samym wydłużony czas przejazdu autostradą A4. Ale czy z tego powodu pobierająca opłaty spółka poszła może kierowcom na rękę i na przykład zaproponowała promocję obniżając opłatę na każdej bramce dajmy na to o 3 zł?

Oczywiście nic takiego nie miało i nie będzie mieć miejsca. Ty płacisz za usługę, ale tej w pełni nie dostajesz. Bo przecież 36 zł jest za szybką jazdę w jedną stronę, której nie ma. I co zrobisz? Zawrócisz?

Lepiej pokój wynająć, niż tyle płacić za dojazd do Krakowa

W ten sposób odcinek między naszym zamieszkaniem a miejscem spotkania w Krakowie, liczący niecałe 90 km, pokonujemy w godzinę i 40 minut w jedną stronę, ponad 3 godziny w dwie. A mój portfel jest szczuplejszy dodatkowo o 72 zł. I z jednego powodu bardzo się cieszę z tego doświadczenia. Bo teraz wiem, że namawianie syna, żeby codziennie sam dojeżdżał samochodem do grodu Kraka po prostu nie ma sensu. 

Bo po pierwsze czas: ponad 3 godziny każdego dnia w drodze. Przecież roboty drogowe na autostradzie A4 mogą jeszcze przyspieszyć i ten czas przejazdu może przedłużyć się nawet do 4 godzin. To już zdecydowanie za dużo. W skali jednego tygodnia można przecież tracić w ten sposób nawet do 20 godzin. To chyba nie ma najmniejszego sensu. Resztę wątpliwości przelały finanse

Więcej o Krakowie przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:

Załóżmy, że syn w ten sposób dostaje się do Krakowa pięć dni w tygodni: od poniedziałku do piątku. Codziennie więc wydaje na nie-szybką autostradę A4 72 zł. Za tydzień wychodzi więc 360 zł. Pomnóżmy to razy cztery i wyjdzie nam - szacunkowy rzecz jasna - wynik miesięczny. To 1440 zł, nie licząc ceny paliw, tylko za sam przejazd płatnym odcinkiem autostrady A4. Razem będzie spokojnie w okolicach 2000 zł.

Bardzo kiepski interes. Bo koniec końców udało nam się wynająć pokój w Krakowie za ok. 1500 zł miesięcznie, już licząc z mediami. Syn będzie na miejscu, rzut beretem od swojego wydziału, nie będzie też musiał codziennie podziwiać drogowców, których ulubionym zajęciem wydaje się codzienne zamykanie przynajmniej jednego pasa na autostradzie A4. A jak się zdarzy, że będzie musiał jednak jeździć na uczelnie z domu, to zawsze zostanie mu miesięczny bilet kolejowy. Dla studentów to jakieś 144 zł, czyli dwa przejazdy autostradą A4 w dwie strony między Katowicami a Krakowem. 

Fot. Siekier.photo/Shutterstock

Michał Tabaka
Redaktor

Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.