Ciągle nie wiadomo, co dalej ze Strefą Czystego Transportu (SCT) w Krakowie. Nowy prezydent stolicy Małopolski chce poznać opinie samych mieszkańców. Ale prawnicy zwracają uwagę, że może w ten sposób złamać prawo.

Łukasz Gibała, nowy prezydent Krakowa, opowiada się za polityką otwartych drzwi. To urząd ma być dla mieszkańców, a nie odwrotnie. Dowodem ma być m.in. zapowiedziane referendum w sprawie Strefy Czystego Transportu w Krakowie. Miałoby być przeprowadzone jak najszybciej, w pierwszej połowie przyszłego roku. Krakowianie mieliby zdecydować, czy chcą SCT w obecnej formie, czy opowiadają się za ograniczeniem jej wyłącznie do ścisłego centrum miasta.
Moim zdaniem ta strefa, która została wprowadzona, jest fatalna. Dlatego jej nie popierałem. Uważam, że mieszkańcy samodzielnie powinni podejmować takie decyzje - twierdził Gibała jeszcze w trakcie debaty kandydatów na prezydenta Krakowa w „Śniadaniu Rymanowskiego”.
Ale prawnicy z Fundacji Frank Bold twierdzą, że ogłaszając referendum w sprawie SCT, Łukasz Gibała złamałby prawo. Zadaliśmy w tej sprawie pytania krakowskiemu magistratowi i czekamy na odpowiedzi.
Strefy Czystego Transportu i referendum
Skąd taka odważna opinia? Przedstawiciele Fundacji Frank Bold tłumaczą, że niedopuszczalność referendum w sprawie likwidacji lub zmniejszenia strefy czystego transportu wynika z orzecznictwa NSA. Wskazuje ono, że nie rozstrzyga się w drodze referendum spraw uregulowanych w uchwale, w stosunku do której ustawa przewiduje obligatoryjne konsultacje.
Takie stanowisko jest ugruntowane zarówno w doktrynie, jak i w orzecznictwie sądów administracyjnych. Z tego samego powodu za niedopuszczalne uznaje się m.in. przeprowadzanie referendów dotyczących miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.
Organizacja referendum lokalnego dotyczącego uchylenia lub zmiany uchwały o SCT byłaby niezgodna z prawem - stawia sprawę jasno Miłosz Jakubowski, radca prawny Fundacji Frank Bold.
W sprzeczności z wojewódzkim programem ochrony powietrza
Prawnicy przypominają też, że prezydent miasta nie ma inicjatywy referendalnej. Zgodnie z ustawą o referendum lokalnym taka inicjatywa przysługuje wyłącznie dwóm podmiotom: organowi stanowiącemu danej jednostki samorządu terytorialnego (czyli, w przypadku Krakowa tamtejszej Radzie Miasta) oraz grupie mieszkańców.
Przedstawiciele Fundacji Frank Bold zwracają też uwagę, że referendum nie może też prowadzić do rozstrzygnięć sprzecznych z przepisami prawa. Tymczasem, jak przekonują, likwidacja lub znaczące ograniczenie obszaru SCT byłoby niezgodne z ustawą o elektromobilności i paliwach alternatywnych oraz z wojewódzkim programem ochrony powietrza.
To w tym dokumencie zarekomendowano wytyczenie granic strefy wzdłuż IV obwodnicy miasta. Brak realizacji tego obowiązku naraziłby Kraków na wysokie kary administracyjne wymierzane przez Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska - przypomina Fundacja Frank Bold.
Prawnicy przypominają też, że utworzenie w Krakowie SCT było konieczne ze względu na przekroczenia poziomu dopuszczalnego dwutlenku azotu. Stąd ich zdaniem taka strefa może zostać zniesiona dopiero jeżeli roczna ocena jakości powietrza wykaże brak przekroczeń w trzech kolejnych latach. W Krakowie po raz pierwszy nie stwierdzono ich w 2025 r. Dopiero jeżeli przekroczenia nie wystąpią w 2026 i 2027 roku, będzie można rozważyć likwidację SCT.
Nie chodzi o pieniądze, tylko o zdrowie mieszkańców
Reprezentanci Fundacji Frank Bold podkreślają, że w ostatnich latach Kraków prowadził pomiary stężeń dwutlenku azotu, które wykazały występowanie wielu obszarów z wysokimi poziomami zanieczyszczenia powietrza, również poza centrum. W ten sposób życie i zdrowie setek tysięcy Krakowian jest narażone na szkodliwe następstwa oddychania spalinami.
Kampania wyborcza już za nami. Najwyższy czas, aby populistyczne, sprzeczne z prawem postulaty zastąpić odpowiedzialną, merytoryczną dyskusją na temat jakości powietrza w Krakowie i poprawy efektywności strefy czystego transportu - uważa Miłosz Jakubowski.
Więcej o Strefach Czystego Transportu przeczytasz w Bizblog Spider’s Web
Z kolei Andrzej Guła, lider i współtwórca Polskiego Alarmu Smogowego, w rozmowie z Bizblog.pl przekonuje, że przez ostatnie miesiące kwestia ochrony zdrowia mieszkańców była całkowicie marginalizowana, a wokół SCT narosło wiele mitów. Jak chociażby ten, że strefy czystego transportu są maszynką dla miast do zarabiania pieniędzy. W ten sposób SCT stała się obiektem polaryzującej kampanii, która nie przybliżyła w żaden sposób do rozwiązywania problemu zanieczyszczenia powietrza.
Będziemy apelować do prezydenta i radnych, żeby nie zapominali o fundamentalnej kwestii. SCT jest wdrażana po to, żeby chronić zdrowie i życie mieszkańców Krakowa przed zanieczyszczeniami pochodzącymi ze spalin samochodowych - twierdzi Andrzej Guła.
fot. Longfin Media/Shutterstock
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.