60 tys. zgonów rocznie wywołanych smogiem na nikim nie robi wrażenia. Politycy głównego nurtu interesują się jakością powietrza tylko wtedy, kiedy ich się zmusi. Teraz wiem, że ta choroba przeszła do Polski lokalnej.

W dosyć dużym uproszczeniu fundamentem obecnej polityki klimatycznej UE jest walka o mniejsze emisje i tym samym lepszą jakość powietrza. W skali przemysłowej służy temu m.in. system handlu uprawnieniami do emisji CO2 ETS. Gospodarstwa domowe zaś są pod coraz większą presję dyrektywy budynkowej EPBD, która w 2040 r. ma całkowicie zakazać używania kotłów na paliwa kopalne (gaz, węgiel).
Dotyczy to także zanieczyszczeń komunikacyjnych, bo też transport drogowy odpowiada w UE za nawet 20 proc. emisji CO2. Stąd pomysł na strefy czystego transportu, które w Polsce napotykają na wyjątkowy opór. Wyczuli to już samorządowi politycy, którzy albo się z realizacją takich pomysłów po prostu celowo ociągają, albo starają się, żeby i wilk był syty i owca cała. Tak jak w Katowicach.
To Bruksela przypomniała Katowicom o jakości powietrza
Najpierw sprostowanie. Bo to nie jest tak, że w Katowicach sami sobie wymyślili strefę czystego transportu i ten sposób postanowiono w stolicy Górnego Śląska walczyć o lepszą jakość powietrza. Gdzie tam. Od początku tamtejsi włodarze zdawali sobie sprawę, że to jest temat mocno ryzykowny i śliski. I postanowili dla świętego spokoju go nie ruszać.
Niestety, wtrąciła się do tego Bruksela. Komisji Europejskiej w ubiegłym roku wniosła do Trybunału Europejskiego UE sprawę przeciwko Polsce za przekroczenia norm dla dwutlenku azotu (NO2) w powietrzu, które wynoszą 40 μg na metr sześcienny. Zwrócono szczególną uwagę na wieloletnie przekroczenia w aglomeracji górnośląskiej i krakowskiej. Właśnie w ten sposób Katowice zobligowano do wprowadzenia strefy czystego transportu.
Ale wcześniejsze przykłady Krakowa i Warszawy pokazały, że organizując strefę czystego transportu można sobie bardziej zaszkodzić, zwłaszcza politycznie. No bo przecież wiadomo: w ten sposób ogranicza się naszą wolność i przy okazji przymusza się nas do wydatków na nowe samochody, ku uciesze bliżej nie określonej grupy ciągnącej za wszystkie sznurki. Rzecz jasna najwygodniej w Polsce oskarżyć o to duet Tusk - von der Leyen. Oni są wszak za wszystko winni, wiec pewnie za to też.
Kalendarz wyborczy priorytetem
Władze Katowic stanęły przed nie lada zadaniem. Z jednej strony trzeba było wykonać brukselski nakaz i stworzyć strefę czystego transportu, ale z drugiej zbytnio tym nie rozjuszyć mieszkańców, żeby ci w trakcie kolejnych wyborów samorządowych nie byli zbytnio obrażeni i postawili krzyżyk w odpowiedniej rubryce. Jakość powietrze i walka ze smogiem nie miała i nie ma żadnego znacznie.
Tu chodziło o decyzje strategiczną, która nie będzie przeszkadzać w przyszłej reelekcji. Bo to ona jest tętnem samorządowego życia. Wcześniej w rytmie 4-letnim, teraz 5-letnim. W samorządzie spędziłem kilka dobrych lat, w miejskim i tym wojewódzkim też. I widziałem to nieraz na własne oczy. Im bliżej wyborów tym odwaga samorządowców maleje i całkowicie znika. Zastępuje ją strach.
Nie chodzi tak naprawdę o stołki i tytuły. Liczy się kasa. Bo jak na początku kadencji z wiatrem w żagle wzięło się kilka kredytów, to potem trzeba je spłacać. I wybory nie mogą w tym potem przeszkodzić. Przyszłe samorządowe premie, wakacje pod gruszą i inne benefity - tylko pomogą. Więc co jest priorytetem? Żadna jakość powietrza tylko odpowiednie wynagrodzenie miesięczne. Proste jak konstrukcja cepa.
Biurokratyczny żart
I włodarzom Katowic ta sztuka udała się znakomicie. Cała Polska słyszała awantury o strefy czystego transportu w Krakowie i Warszawie. A w stolicy Górnego Śląska jakoś to przeszło bez echa. W jaki sposób? Granicę katowickiej strefy czystego transportu wyznaczono wzdłuż głównych ulic, takich jak ks. Piotra Skargi, Moniuszki, Warszawska, Francuska czy Juliusza Słowackiego. To ścisłe centrum miasta.
Odwiedzam te rejony średnio 3–4 razy w tygodniu. Bo syna trzeba na trening zawieźć, bo tam jest moja ulubiona piekarnia i z wielu innych powodów. Strefa oficjalnie zaczęła funkcjonować 29 czerwca. Ale nie dotyczy ani mieszkańców Katowic ani całej Metropolii Górnośląsko-Zagłębiowskiej. Tym samym na samym starcie strefa czystego transportu w Katowicach nie działa w sumie dla jakiś 2,5 mln ludzi i to tych, którzy Katowice odwiedzających najczęściej.
Więcej o jakości powietrza przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
SCT w Katowicach o powierzchni pół kilometra kwadratowego traktujemy w kategoriach biurokratycznego żartu – niby jest, a jakby jej nie było - komentuje Filip Jarmakowski z Polskiego Alarmu Smogowego.
I trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Widać to bardzo dobrze już teraz, kiedy katowicka SCT działa. Nie wiadomo jak do końca, ale odpowiednie oznakowanie jest. Czyli Bruksela powinna być zadowolona. Mieszkańcy Katowic (i nie tylko) też - bo strefa ich praktycznie nie dotyczy. A co z jakością powietrza?
Fot. Robson90/Shutterstock
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.