Gaz o 100 proc. droższy niż rok temu. A co robi Polska?
Kolejny raz ceny gazu ziemnego znalazły się pod presją. W jaki sposób w Polsce możemy się zabezpieczyć przez tego typu zawirowaniami? Eksperci pokazują scenariusze.

Jak zwraca uwagę w swoim najnowszym opracowaniu Fundacja Instrat: jesteśmy właśnie świadkami już drugiego szoku cenowego gazu ziemnego w ciągu ostatnich 5 lat. W wyniku wojny na Bliskim Wschodzie, zablokowania Cieśniny Ormuz, a także uszkodzeń katarskiej infrastruktury - ceny gazu w Polsce przekraczają znowu 300 zł za jedną megawatogodzinę i są dwukrotnie wyższe niż rok temu. A przecież w najbliższych 10 latach, w momentach szczytowego zapotrzebowania na energię elektryczną, będziemy mocno polegać właśnie na szybko rosnącej flocie jednostek gazowych.
W 2030 r. Polska będzie bardziej narażona na szoki gazowe niż dzisiaj. Wzrost bazowego popytu na energię elektryczną oraz elektryfikacja ogrzewania podnoszą zapotrzebowanie w zimowych godzinach szczytu. Zaś wiatr, najważniejsze zimowe źródło OZE, rozwija się ze względów regulacyjnych zbyt wolno, by pokryć to rosnące zapotrzebowanie w chłodne wieczory - twierdzą analitycy Fundacji Instrat.
Gaz ziemny i rozwój OZE
Skoro więc kryzysy związane z gazem ziemnym mogą nas ciągle zaskakiwać, to może warto się przed nimi ubezpieczyć? Fundacja Instrat, za pomocą autorskiego narzędzia PyPSA-PL, sprawdziła, jak będą się kształtowały koszty systemu energetycznego z rosnącą liczbą elektrowni i elektrociepłowni gazowych oraz malejącą rolą tych na węgiel kamienny i brunatny.
W ten sposób w perspektywie do 2035 r. zbadano dwie polisy ubezpieczeniowe – główne dźwignie ograniczenia roli gazu ziemnego: rozwój OZE i magazynów oraz utrzymanie bloków węglowych.
OZE to polisa z darmową składką, a im poważniejszy kryzys, tym większa oszczędność z rozwoju wiatru, fotowoltaiki i magazynów. Podczas gdy w spokojnych czasach roczna oszczędność z przyspieszonego rozwoju OZE jest na poziomie ok. 0,6 mld zł, to w czasie ekstremalnego kryzysu wzrasta do niemal 14 mld zł - czytamy w analizie Instrat.
Przyspieszony rozwój OZE pozwolić ma też w perspektywie do 2035 r. na ograniczenie importu gazu o około 1,8 mld m sześc., czyli nieco mniej niż Polska importowała z Kataru w 2025 r.
Trzeba zacząć myśleć o innej roli węgla
A może zamiast na OZE lepiej jednak w perspektywie zmniejszenia uzależnienia od gazu ziemnego stawiać na węgiel? Zdaniem Instrat rozbudowana rezerwa oparta o węgiel kamienny i brunatny opłaca się tylko i wyłącznie w przypadku powracających często poważnych kryzysów.
Utrzymywanie bloków na węgiel kamienny i brunatny do końca ich technicznego życia byłoby opłacalne tylko gdyby ekstremalny kryzys, taki jak wojna w Ukrainie zdarzał się 2–3 razy na dekadę - przekonują autorzy opracowania.
Więcej o gazie ziemnym w Bizblog Spider’s Web:
Ale jak zaznacza Fundacja Instrat: nie oznacza to, że należy zamykać najnowsze bloki węglowe. Trzeba tylko inaczej myśleć o ich roli. Pewien poziom rezerwy po 2028 r. może być uzasadniony. Zapewnieniem mocy, dywersyfikacją paliwową czy świadczeniem usług systemowych. Sama pojemność rezerwy węglowej będzie jednak zależeć od tempa elektryfikacji i rozwoju innych mocy wytwórczych.
Ograniczenie kosztów jest prostsze dla węgla kamiennego niż brunatnego. Elektrownie węglowe w roli rezerwy zużyją kilkukrotnie mniej surowca niż obecnie. Węgiel kamienny łatwiej zapewnić z rentownych kopalń lub budując jego zapasy. W przypadku węgla brunatnego, gdzie konieczne jest ponoszenie wysokich kosztów stałych odkrywki, nie ma takiej możliwości - czytamy w raporcie Instrat.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.