Planuję wakacje nad Bałtykiem w Malborku. Zmiany klimatu mi w tym pomogą
W tym roku zmiany klimatu dają nam nieźle popalić. Ale to dopiero początek naszych kłopotów. Dopełnieniem katastrofy, jaka nas czeka, jest gwałtowny wzrost poziomu mórz i oceanów. Ratunek jest tylko jeden: emisja z paliw kopalnych musi być na bardzo krótkiej smyczy.

To jest wyjątkowo trudny rok dla przeciwników zmian klimatu, bo chyba nigdy wcześniej konsekwencje niszczycielskiego wpływu człowieka na naszą planetę nie były aż tak bardzo odczuwalne. W Polsce padł historyczny rekord ciepła, a słupki rtęci nigdy wcześniej nie szybowały tak często powyżej poziomu 40 st. C. To rzecz jasna wiąże się z pogłębiająca się już od lat suszą hydrologiczną.
Do tego dochodzą bardzo ciepłe morza i oceany, których średnia dobowa temperatura przekroczyła 21 st. C. Wyjątkowo gorące lato wpłynęła także na lodowce i zmarzliny. Właśnie dlatego pod koniec sierpnia ogromna fala powodziowa uderzyła w Tybet i Nepal. Teraz zaś światło dzienne ujrzał specjalny raport Sekretarza Generalnego ONZ pt. „Wyzwania związane ze wzrostem poziomu mórz oraz sposoby i podejścia do tego problemu”.
Wzrost poziomu mórz nie jest już odległym zagrożeniem: dzieje się to teraz, szybciej niż kiedykolwiek w historii, a tempo tego procesu przyspiesza, sprawiając, że wzrost poziomu mórz jest jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla populacji na całym świecie, zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się - tak zaczyna się to opracowanie.
Zmiany klimatu: niebezpieczny wzrost poziomu mórz i oceanów
Przez tylko przyspieszające zmiany klimatu ten wzrost poziomu mórz i oceanów ma być już nieodwracalny. Jeszcze w latach 2014–2023 globalny poziom mórz wzrastał o 4,7 mm rocznie. Tymczasem tylko w 2024 r. poziom mórz spuchł o 5,9 mm, co rzecz jasna jest nowym rekordem rocznym. A wszystko dlatego, że morza i oceany są wyjątkowo ciepłe. Za co odpowiedzialność biorą paliwa kopalne.
Z powodu licznych niepowodzeń w ograniczaniu zużycia paliw kopalnych przez najbogatsze i najbardziej emitujące kraje świata, wszystkie kraje nadmorskie, a w szczególności małe rozwijające się państwa wyspiarskie, stoją w obliczu stale rosnącego wpływu na klimat, do którego w większości przypadków nie przyczyniły się w niewielkim stopniu - zwraca uwagę Bill Hare, dyrektor generalny Climate Analytics.
Liczby nie kłamią: roczne tempo wzrostu poziomu mórz spuchło ponad dwukrotnie w ostatnich dekadach, przyspieszając z 2,1 mm rocznie w 1992 r. do 4,5 mm w 2024 r. Prognozy zaś wskazują, że do końca stulecia przekroczy ono 10 mm rocznie. A przez emisje gazów cieplarnianych ekstremalne zjawiska związane z poziomem morza są czterokrotnie częstsze od 1900 r.
Brak działań stwarza poważne zagrożenia na przyszłość, obok skutków, które już obserwujemy wokół nas. Ale kiedy te skutki są tak namacalne, jak ostatnio – setki, jeśli nie tysiące ofiar śmiertelnych powodzi w Nepalu, dziesiątki tysięcy ofiar fal upałów w Europie, szkody gospodarcze szacowane już na setki miliardów dolarów – sygnał ostrzegawczy jest ogłuszający - uważa Bill Hare.
Polska też jest zagrożona
Ale już zdążyliśmy się przyzwyczaić, że powodowany przez zmiany klimatu wzrost poziomu mórz i oceanów nie do końca dotyczy Polski. To jednak błąd. Wcześniejsze wszak analizy jednoznacznie wskazują, że do końca XXI wieku poziom Morza Bałtyckiego może wzrosnąć nawet o 70 cm, co byłoby bardzo niebezpieczne na przykład dla depresyjnych Żuław Wiślanych.
Ale wzrost poziomu mórz i oceanów jest jak najbardziej zagrożeniem globalnym. Obecnie ok. 770 mln ludzi, co odpowiada co dziesiątej osobie na Ziemi, żyje na obszarach przybrzeżnych położonych mniej niż pięć metrów nad linią przypływu i jest już narażonych na znaczne ryzyko. Na przykład w Niemczech ok. 70 proc. linii brzegowej jest narażone na cofanie się wybrzeża z powodu erozji.
Więcej o zmianach klimatu przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
Z kolei we Francji, jak wylicza Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody, znikają małe piaszczyste plaże na Lazurowym Wybrzeżu, które tracą ok. 50 proc. swojej powierzchni od końca XIX wieku. W Anglii przewiduje się, że do połowy wieku co czwarta nieruchomość będzie znajdować się na obszarach zagrożonych powodzią z rzek i morza lub wodami powierzchniowymi.
A do 2100 r. poziom mórz w Wielkiej Brytanii może wzrosnąć o metr. Dlatego ONZ ostrzega, że bez pilnych działań adaptacyjnych, do 2050 r. przesiedleń może ulec nawet 1,2 mld ludzi. Do tego dochodzą konsekwencje finansowe. Obecnie zniszczenia infrastruktury szacuje się na więcej niż 1,8 bln dol. Roczne straty w ujęciu globalnym mogą sięgnąć od 1,2 do 4 bln dol, do końca stulecia.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.