Grad strzaskał szyby w autach. „Jak żyję 80 lat, czegoś takiego nie widziałem”
Po poniedziałkowym gradobiciu, jakiego wcześniej jeszcze nie przeżyłem, obiecałem sobie jedno: przeciwników zmian klimatu zaczynam traktować jak wyznawców teorii spiskowych. I najzwyczajniej w świecie zaczynam ich ignorować. Wolę oszczędzać energię do walki z coraz mniej przewidywalną i przy okazji coraz bardziej uciążliwa pogodą.

Tak, wiem, takie temperatury dobijające do nawet 40 st. C w cieniu to w naszym kraju norma. Tak było już nawet w latach 70. ubiegłego wieku, więc po cholerę ten raban teraz? A intensywne burze i gradobicia? Bez przesady, tak właśnie Unia Europejska filtruje nasze umysły. Przecież pogoda zmienia się gwałtownie od zawsze.
Właśnie taką narrację podjęli ostatnio przeciwnicy zmian klimatu i globalnego ocieplenia. Dla nich narzekanie na bezprecedensowe upały to wymysł Brukseli, pod którym ci co głupsi się podpisują. A tak naprawdę chodzi o to, żeby dać zarobić. Komu? Nie mam pojęcia. Pewnie Tuskowi i Niemcom. Jaka to zresztą różnica?
Sam wiem jedno: żyję już ponad pół wieku, ale takiej pogody, która dosłownie zapiera dech w piersi - i to nie w tym pozytywnym znaczeniu - najzwyczajniej w świecie nie pamiętam. Podobnie mam z wczorajszą nawałnicą, która przeszła przez moje miasto. Jak myślę o skali zniszczeń, jaką zostawiła, to dochodzę do jednego wniosku: mieliśmy całą rodziną po prostu sporo szczęścia.
Jak żyję czegoś takiego nie widziałem
Owszem, były ostrzeżenia o gwałtownych burzach, jakie mają przejść przez Śląsk. Coś ktoś o możliwym gradobiciu też wspominał. Ale to pierwszy raz? Wcześniej też nieraz nieźle błyskało, lało, wiało i jakoś przeżyliśmy, to i przeżyjemy teraz, co nie? Tak myślałem do wczoraj. Teraz już jest inaczej i obiecuję sobie, że jak jeszcze raz ktoś będzie mnie przestrzegał przed gradem, to zabezpieczę się tak, jak tylko będę mógł.
Zaczęło się w okolicach godz. 18. Niewinnie, większy wiatr i duże krople deszczu. Chwilę później było już źle. Bardzo źle. W domu mamy psa lękliwego, który przy okazji każdej burzy (nie wspominając o na przykład odpustach, czy Sylwestrze) mocno się boi. Natomiast nasze pozostałe zwierzęta domowe: dwa koty, jak się pewnie domyślacie, śpią wtedy w najlepsze, nie zdając sobie sprawy z tego, co się dzieje.

Wczoraj było inaczej. Jak zaczęły z nieba zlatywać kulki lodu o średnicy nawet kilku centymetrów w nasz dach nad pokojami synów, to nawet koty zbiegły wystraszone. Hałas rzeczywiście był niewiarygodny. A co za oknami? Armagedon, na serio. Po chwili zauważyłem, że odpada nam antena z samochodu, nie wiem, czy od uderzenia gradu, czy pod naporem silnego wiatru.
Ulice i chodniki dosłownie zbielały. Wszędzie były sporej wielkości kulki gradu. Do tego doszedł rwisty potok wody. Całość uzupełniał szum i dźwięk odbijającego się od wszystkiego, co możliwe lodu. Trwało to niedługo, może z 10, może z 15 minut. Zaraz potem wyszedłem, żeby sprawdzić szkody. W aucie, oprócz anteny, była strzaskana tylna lampa.
Ale szybko w domu dochodzimy do wniosku, że tak po prawdzie, to mieliśmy mnóstwo szczęścia. Niektórzy sąsiedzi i znajomi przeszli to znacznie gorzej - strzaskana przednia szyba w aucie, zniszczona elewacja budynku. Dzwonimy do teścia z pytaniem, jak u nich sytuacja.
Jak żyję czegoś takiego nie widziałem - mówi ponad 80-letni ojciec mojej żony.
Zmiany klimatu to już nasze tu i teraz
Ale prawdziwą skalę zniszczeń widzimy na osiedlu dopiero późnym wieczorem i wczesnym rankiem - przy okazji spaceru z psem. Chodniki zniknęły, dosłownie. Jak okiem sięgnąć wszędzie leżą liście i gałęzie. Jest ich tyle, że skutecznie zasłaniają każdy metr chodnika. Człowiek ma wrażenie, jakby szedł lasem, a nie przez osiedle.
Co drugi, trzeci samochód jest zniszczony. Mniej lub bardziej, zależy od szczęścia. Tam tylko jedna lampa, tutaj skończyło się tylko na kilku wgniotkach w masce, ale gdzieniegdzie jest gorzej, brakuje szyby przedniej, widoczne są zniszczenia też w środku auta. Idę, patrzę na to wszystko i dochodzę do jednego wniosku: w życiu czegoś takiego nie przeżyłem.

I mogą się teraz skrzyknąć przeciwko mnie wszyscy przeciwnicy zmian klimatu i przekonywać mnie, że z taką pogodą mieliśmy do czynienia 5, 10, 15 i 20 lat temu. Osobiście zaczynam ich traktować jak wyznawców płaskiej ziemi - czyli zwolenników teorii spiskowych, którzy nie są przygotowani na wymianę merytorycznych argumentów, tylko na emocje, które mają podbijać zasięgi. A na takich metoda jest tylko jedna: ignorować, traktować jak powietrze.
Bo oni nie zamilkną i do globalnego ocieplenia i zmian klimatu - wywołanych działalnością człowieka - nikt ich nie przekona. Dla nich to lewacka ideologia Brukseli albo, jak lubi powtarzać pewien polityk udający pirata: Euro-Kołchozu, który sam od tego kołchozu pobiera wynagrodzenie w euro. Tymczasem takie zawirowania pogodowe, stwarzające realne ryzyko dla naszego zdrowia i życia, to niestety żaden incydent. Tak ma teraz w Europie wyglądać już każde lato, co roku.
Więcej o zmianach klimatu przeczytasz Bizblog Spider’s Web
Bo zmiany klimatu to już żadna pieśń przyszłości, tylko nasze coraz bardziej uciążliwe „tu i teraz”. Nie mamy już czasu na korekty. Trzeba działać od razu. Ale niestety, światowa polityka - kierowana własną kadencyjnością - po prostu nie chce tego zrozumieć. Dlatego musimy przestać gadać i organizować dla uciechy garstki jakieś szczyty klimatyczne, z których przecież nic nie wynika.
Trzeba działać. natychmiast. Bo inaczej będzie źle. Wczoraj przez przypadek czytałem o matematycznych wyliczeniach sugerujących, że w najgorszym scenariuszu nasza cywilizacja - właśnie przez zmieniający się gwałtownie klimat - może zwinąć się już w latach 70. tego stulecia. I powoli zaczynam w to wierzyć.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.