REKLAMA

Kamień spadł mi z serca. Polska będzie debatować o zmianach klimatu

Rozumiem radość ekologów w sprawie wyznaczenia przez marszałka Sejmu terminu debaty w sprawie coraz bardziej utrudniających życie zmian klimatu, prawie 21 lat po podpisaniu porozumienia paryskiego. Ale trudno też nie zgodzić się z opinią, że to średnio poważne zachowanie.

zmiany-klimatu-bedzie-debata-w-sejmie

Osobiście nie mam żadnych wątpliwości co do galopujących zmian klimatu i coraz bardziej dotkliwego globalnego ocieplenia. I jak najbardziej trzeba na te tematy rozmawiać, wyznaczać główne kierunki działania, a także weryfikować ich realizację. No bo jak inaczej możemy sobie z tym problemem poradzić? Jasne, zawsze można - wbrew rzeczywistości - twierdzić, że na przykład 40-stopniowe upały w naszym kraju zdarzają się od dziesięcioleci co roku.

Ale w mojej ocenie akurat nie tak powinna wyglądać konfrontacja ze zmianami klimatu. Chodzi o dyskusję a nie głupie zaprzeczanie. Dlatego dobrze, że Włodzimierz Czarzasty, marszałek Sejmu, wyznaczył termin Debaty Klimatycznej (na 7 września br.).

To jest moment, żeby się zastanowić co państwo polskie powinno zrobić i jak zapewnić bezpieczeństwo obywatelom i obywatelkom - przekonywał Czarzasty na konferencji prasowej.

To żadna inicjatywa polityków, tylko naukowców

Ale przy tej okazji trudno jednak mi zachować w pełni powagę i nie skręcić w kierunku ironii i kpiny. To chyba moja reakcja obronna na nagłe poruszenie polskich polityków względem zmian klimatu. W 2026 r., prawie 21 lat po podpisaniu porozumienia paryskiego. Szkoda tylko, że to troska mocno wymuszona. Przecież to nie jest ani pomysł Lewicy, PSL, Koalicji Obywatelskiej, Konfederacji, ani też PiS.

Marszałek Czarzasty wyznaczając datę Denaty Klimatycznej w polskim Sejmie nie wykazuje się w tym względzie żadną inicjatywą, chociaż sam mówi, że „to jest ten moment”. To bowiem nic innego jak reakcja na apel naukowców z 29 czerwca 2026 r., którzy do takiej szeroko zakrojonej dyskusji namawiają. 

To, czego doświadczamy na początku tegorocznych wakacji, nie jest pojedynczym epizodem pogodowym. Jest częścią długoterminowego trendu ocieplania się klimatu, którego konsekwencje środowiska naukowe opisują od wielu lat. Coraz częstsze i dłuższe fale upałów, przedłużające się okresy suszy oraz gwałtowne opady i nawałnice stają się trwałym elementem rzeczywistości społecznej, gospodarczej i przyrodniczej Polski - przestrzegają w swoim liście.

Trzeba więc postawić sprawę jasno: nasi politycy - pierwszego, drugiego i następnego rzędu - nie zrobili do tej pory w tym względzie nic. Może sami, bez podpowiedzi naukowców, zmian klimatu nie dostrzegli? Nie można tego wykluczyć, przecież walka o stołki potrafi przysłonić niejedno. Zresztą ten bark zainteresowania będzie można zaobserwować właśnie 7 września. Sami zobaczycie, ilu polityków martwi się o zmiany klimatu i przybędzie na tę debatę. Tylko zakryjcie proszę oczy przed świecącymi miejscami pustymi, tak na wszelki wypadek. 

Zmiany klimatu, czyli same słowa nic nie zmienią

Ale rozmawiać należy, wiadomo. Już pal licho, że dopiero teraz. Tylko trzeba sobie przy tej okazji jedno uświadomić: same rozmowy, nawet sejmowe debaty w żaden sposób zmian klimatu nie wyhamują. Naprawdę. Widać to doskonale po corocznych Szczytach klimatycznych ONZ, które po prostu nie mają sensu.

Zauważyliście, że ich organizacja najczęściej przypada krajom ściśle związanym z paliwami kopalnymi, których wydobycie tylko zmiany klimatu przyspiesza? COP24 zorganizowano w węglowej cały czas Polsce, w Katowicach. Wtedy właśnie ówczesny prezydent Andrzej Duda oznajmił zszokowanej międzynarodowej publice, że kraj nad Wisłą ma węgla na 200 lat, jak nie lepiej. Wiem, bo na własne uszy to słyszałem.

Więcej o zmianach klimatu przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:

Potem kolejne szczyty oenzetowskie w sprawie zmian klimatu organizowano m.in. Zjednoczonych Emiratach Arabskich, czy w Azerbejdżanie - czyli u czołowych producentów i eksporterów ropy naftowej na świecie. I więcej tam było lobbystów związanych z węglem, ropą i gazem niż orędowników zielonej energii i OZE. Na dwa tygodnie cały świat zjeżdża się w jedno miejsce. Jest ciut emocji przy opracowywaniu końcowych wniosków i tyle.

Jaki sens mają w takim razie tego typu zjazdy? Szczyt w Katowicach miał miejsce w grudniu 2018 r. Czy od tej pory na własnych barkach odczuliście postanowienia podejmowane na kolejnych tego typu spotkaniach? A może zmiany klimatu w tym czasie ostro wyhamowały i już nie mamy o co się martwić? Boje się, że dokładnie taki sam los spotka sejmową Debatę Klimatyczną, zaplanowaną na 7 września. Przyjadą, pogadają, pouśmiechają się do kamer podczas konferencji prasowych i tyle, nic się przecież nie zmieni. Obym się mylił, chociaż średnio w to wierzę. 

Fot. Anna Strzyżak/Kancelaria Sejmu

Michał Tabaka
Redaktor

Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.