Jeszcze niedawno można było mieć nadzieję, że najgorsze na rynku kawy jest już za nami. Ceny arabiki spadły poniżej 300 centów za funt, a rynek zaczął grać pod rekordowe zbiory w Brazylii. Konsumenci mogli więc liczyć, że z czasem ulga dotrze także do sklepów i kawiarni. Ten scenariusz właśnie mocno się komplikuje.

W poniedziałek 6 lipca wrześniowe kontrakty na arabikę wystrzeliły o ponad 16 proc. To jeden z najmocniejszych jednodniowych ruchów na tym rynku od lat. W kilka tygodni kawa odrobiła sporą część wcześniejszych spadków, a inwestorzy znów zaczęli zadawać pytanie, które właściciele kawiarni i konsumenci dobrze znają z ostatnich miesięcy: czy za filiżankę kawy znowu trzeba będzie płacić więcej?
Problem polega na tym, że cena kawy na giełdzie nie przekłada się na półkę sklepową z dnia na dzień. Gdy surowiec tanieje, klienci często długo tego nie widzą, ponieważ wcześniej podrożały transport, energia, czynsze, opakowania i praca. Gdy surowiec drożeje, presja na cenniki pojawia się znacznie szybciej.
Najpierw rynek uwierzył w Brazylię. Teraz boi się pogody
Jeszcze na początku czerwca główna opowieść była dość optymistyczna. Brazylia, czyli największy producent kawy na świecie, miała zebrać bardzo dobry plon. To właśnie oczekiwania dotyczące mocnej podaży pomogły wcześniej zbić ceny arabiki w okolice 250 centów za funta.

Niestety prognozy wylądowały w koszu przez pogodę. W brazylijskim stanie Minas Gerais, jednym z najważniejszych regionów dla produkcji arabiki, najpierw pojawiły się potężne opady. Według komentarza XTB w tygodniu kończącym się 28 czerwca deszcze były tam o blisko 2000 proc. wyższe od normy historycznej. Maszyny nie mogły wjechać na pola, pogorszyła się jakość ziaren, a tempo zbiorów zaczęło odstawać od poprzedniego roku i średniej z ostatnich lat.
Na początku lipca opady praktycznie zniknęły. Dla upraw kawy taka huśtawka jest wyjątkowo niebezpieczna, ponieważ może uderzyć nie tylko w bieżący zbiór, ale też w kondycję drzew przed kolejnym sezonem.
Głównym reżyserem całego zamieszania jest jak zwykle pogoda, która na rynkach rolnych potrafi rozdawać karty w bezwzględny sposób – wskazuje Michał Stajniak, CFA, wicedyrektor Działu Analiz XTB.
Reakcja rynku była natychmiastowa. We wrześniowym kontrakcie arabika skoczyła 6 lipca o ponad 16 proc., a robusta, czyli tańsza i mocniejsza odmiana kawy często wykorzystywana w mieszankach i kawie rozpuszczalnej, podrożała o blisko 9 proc.
„Super El Niño” straszy rynek kawy
Na rynku coraz częściej pojawia się określenie „Super El Niño”. Warto jednak traktować je jako skrót publicystyczny, a nie precyzyjny komunikat meteorologiczny. Oficjalne prognozy mówią ostrożniej o ryzyku bardzo silnego El Niño w sezonie zimowym 2026/2027.
To rozróżnienie ma znaczenie, ale nie zmienia zasadniczego problemu. El Niño potrafi przestawiać pogodę w wielu regionach świata, a rynki rolne wyjątkowo źle znoszą niepewność. W przypadku kawy szczególnie ważne są Brazylia, Wietnam, Kolumbia i Indonezja. W jednych krajach problemem może być nadmiar deszczu, w innych susza i upały.
Więcej wpisów o kawie
Dla robusty szczególnie ważny jest Wietnam. Tam wcześniejsze susze już wcześniej podbijały obawy o podaż, a rolnicy mierzą się również z wyższymi kosztami produkcji. Według XTB ceny nawozów i paliw w Wietnamie wzrosły o 30 proc. rok do roku, a koszty pracy o kolejne 33 proc.
To ważne, ponieważ kawa w filiżance jest tylko końcem bardzo długiego łańcucha. Zanim trafi do konsumenta, ktoś musi ją zebrać, wysuszyć, przetransportować, wypalić, zapakować i sprzedać. Na każdym z tych etapów rosnące koszty mogą zostać dopisane do ceny końcowej.
Kawiarnie nie mają już dużego bufora
Największe koncerny mogą zabezpieczać część zakupów, negocjować duże kontrakty i rozkładać podwyżki w czasie. Małe kawiarnie, lokalne palarnie i niezależne punkty gastronomiczne mają znacznie mniejsze pole manewru.
Dla nich droższe ziarno to nie abstrakcyjny wykres, ale realny koszt. Zwłaszcza że w ostatnich latach już musiały mierzyć się z podwyżkami energii, czynszów, wynagrodzeń i usług księgowych. Właściciel kawiarni może przez pewien czas brać część wzrostu kosztów na siebie, ale przy gwałtownych ruchach surowca ten bufor szybko się kończy.
Jeżeli liczycie na to, że dystrybutorzy i właściciele kawiarni wezmą te podwyżki na własne barki, spójrzmy prawdzie w oczy, gdyż fundamenty rynkowe są dla konsumentów bezlitosne – zauważa Michał Stajniak.
Kawa przez lata była dla wielu klientów codzienną, relatywnie niedrogą przyjemnością. Dziś coraz częściej staje się produktem, w którego cenie odbija się nie tylko prestiż marki czy lokalizacja kawiarni, ale też pogoda w Brazylii, susza w Azji, koszty nawozów, kursy walut i spekulacyjne ruchy funduszy.
Zapasy są coraz cieńsze
Do pogodowego zamieszania dochodzi jeszcze jeden element: niskie zapasy. Certyfikowane zapasy arabiki monitorowane przez ICE spadły do poziomów niewidzianych od wielu miesięcy. To nie oznacza, że kawa nagle zniknie ze sklepów. Oznacza jednak, że rynek ma mniejszą poduszkę bezpieczeństwa.
Gdy zapasy są wysokie, słabszy zbiór można zamortyzować. Gdy zapasy są niskie, każda informacja o problemach pogodowych działa jak iskra. Wtedy cena nie rośnie spokojnie, tylko potrafi wystrzelić w jeden dzień.
Tak właśnie stało się 6 lipca. Fundusze, które wcześniej grały na spadek cen, zaczęły zamykać krótkie pozycje. To dodatkowo podbiło ruch, ponieważ kupujący zaczęli gonić rynek, który nagle zmienił kierunek.
Pora oswoić się z myślą, że za poranne przebudzenie przyjdzie nam w najbliższych miesiącach zapłacić znacznie więcej – podkreśla analityk XTB.
Drożeje nie tylko kawa
Kawa nie jest samotną wyspą drożyzny. Tego samego dnia mocno podrożało też kakao. Wrześniowy kontrakt w Nowym Jorku wzrósł o ponad 13 proc., a rynek znów zaczął patrzeć na Afrykę Zachodnią, czyli kluczowy region dla światowej produkcji kakao.
Mechanizm jest podobny jak przy kawie. Nadmierne deszcze utrudniają transport, niszczą drogi, zwiększają ryzyko chorób drzew i mogą pogarszać jakość surowca. Dla producentów słodyczy to kolejny kłopot po gigantycznym rajdzie cen kakao z poprzednich lat.
W praktyce oznacza to, że presja może wrócić w kilku miejscach naraz. Droższa kawa uderza w sklepy, palarnie i kawiarnie. Droższe kakao uderza w czekoladę, ciastka, kremy i desery. Konsument widzi potem efekt dopiero przy kasie, ale decyzje cenowe zaczynają się dużo wcześniej – na plantacjach, giełdach i w kontraktach podpisywanych przez producentów.
Tanie espresso może nie wrócić tak szybko
Najbardziej niewygodna wiadomość dla klientów jest taka, że nawet jeśli obecny skok cen okaże się częściowo przesadzony, rynek kawy pozostaje bardzo nerwowy. Do spadku cen potrzeba nie tylko dobrych prognoz, ale też spokojnych zbiorów, lepszej jakości ziaren, odbudowy zapasów i braku kolejnych szoków pogodowych.
Na razie tych warunków nie widać. Sytuacja w Brazylii miała być argumentem za tańszą kawą, ale wszystko popsuła pogoda. Wietnam wciąż pozostaje wrażliwy na suszę. El Niño zwiększa niepewność, a niskie zapasy sprawiają, że rynek reaguje gwałtownie nawet na niewinne komunikaty pogodowe.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.