„Sterują pogodą, bo chcą zniszczyć polskie rolnictwo”. Czesi zastawili na nich pułapkę

Co musi się stać, żeby najwięksi przeciwnicy zmian klimatu i globalnego ocieplenie zmienili zdanie? Chyba nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie. Czesi stworzyli nawet pułapkę dla tych sceptyków, w którą bardzo łatwo wpadną, ale to też niczego nie zmieni. Teorie spiskowe zawsze będą w cenie.

zmiany-klimatu-czy-sterowanie-pogoda

Do tej pory myślałem, że ci, którzy nie zgadzają się z galopującymi zmianami klimatu, wywołanymi w pierwszej kolejności przez działalność człowieka, po prostu bazują na swojej niewiedzy. Mylą klimat z pogodą i w niczym im to nie przeszkadza. Do tej grupy dołączałem też tych, którzy nad wszystko przekładają prawo boże i to religia przede wszystkim kształtuje ich światopogląd. I ten Bóg przecież, jak przekonują, w liczącej miliardy lat historii naszej planety, nie raz przy klimacie majstrował, więc nie ma co podnosić rabanu, jak właśnie to czyni ponownie. 

Ale przygotowując tekst o wpływie takich upałów, z jakimi mieliśmy do czynienia ostatnio, na uprawy warzyw i owoców - zerknąłem na rolnicze social-media. I nagle mnie olśniło. Okazuje się, że te cale zmiany klimatu to nic innego jak po prostu spisek. Zbyt dużo internautów tak twierdzi, a ich posty zbierają sporo „lajków”. To musi być prawda.

Zmiany klimatu, czyli sterowanie pogodą

Jeżeli ktoś wam wmawia, że rekordowe i bezprecedensowe upały, jakie nawiedziły Europę, w tym też Polskę, pod koniec czerwca, to wina układu Omega, który wziął nas w kleszcze przez gorąco uwięzione dzięki wysokiemu ciśnieniu - machnijcie na to szybko ręką. Podobnie, jak zaczną przekonywać, że z taką sytuacją będziemy mieli do czynienia coraz częściej, bo tak jest konsekwencja pogłębiających się zmian klimatu. To bujda na resorach, prawda jest całkiem inna. Już wam donoszę.

To się nazywa sterowanie pogodą i niszczenia wszystkiego. Plany głodu ciąg dalszy - tak pan Marcin komentuje doniesienia na Facebooku o stratach wywołanych upałami w plantacjach porzeczek.

Wierząc, że w końcu dowiem się prawdy o tych zmianach klimatu, czytam w tych komentarzach dalej, że za tym sterowaniem pogody stoi najzwyklejszy spisek. Kogo z kim? Tutaj bez niespodzianek akurat. Wymieniany jest duet, który bierze pewnie również odpowiedzialność za II wojnę światową, Czarnobyl i wojnę na Bałkanach też, czyli szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i premier Polski Donald Tusk. I w co dokładnie ten tandem niby gra? 

To jest sterowanie pogody. My mamy zbankrutować, załamać się i oddać ziemię za darmo - bije na alarm pan Sebastian.

Smugi na niebie, Ukraina i Mercosur

Czyli technika jest już taka, że potrafimy konkretnie sterować pogodą nad Polską, doprowadzając w ten sposób do upałów w okolicach 40 st. C i udając przy okazji przyspieszające zmiany klimatu. Nie wiedziałem, że ludzkość już tak potrafi. Ale czytając więcej rolniczych komentarzy w social mediach, widzę czarno na białym, że nie tylko z tego nie zdawałem sobie sprawy. Na przykład z niszczycielskiej roli samolotów i smug kondensacyjnych też nie.

Manipulują pogoda to efekty są widoczne, to niebo ciągle porysowane z samolotów - twierdzi pani Małgorzata.

Wywołują suszę opryskami z nieba i jest tego efekt takie temperatury po 40 stopni bez deszczu, jeden dwa dni i 100 procent upraw w piach - podpowiada też pan Daniel.

Czyli Tusk, pod rękę z von der Leyen, napuszcza na polskie niebo samoloty, które rozpryskują coś bardzo niebezpiecznego, co potrafi sterować pogodą i wywołać sztuczne upały rzędu 40 st. C. Z przerażaniem układam to sobie powoli w rozpalonej głowie, ale jedno pytanie pozostaje nadal bez odpowiedzi. No bo już tak jest, że raczej każde działanie ma jakiś powód. Przecież premier polski i szefowa KE nie zaczęli manipulować aurą i tak demolować polskiego rolnictwa i tym samym rolników po prostu z nudów, prawda? Ktoś na tym musi zyskać. Tylko kto? 

No teraz Mercosur (Wspólny Rynek Południa, zrzeszający Argentynę, Brazylię, Paragwaj i Urugwaj, z którym UE podpisała porozumienie o wolnym handlu - red.) musi sprzedawać, to trzeba przygotować odpowiednio grunt ku temu. Porozpylać zanieczyszczenia i trutki, zlikwidować skuteczne środki ochrony roślin żeby mnożyły się choroby, gryzonie, owady, turkucie i niszczyły plony - twierdzi pani Bogusława.

Ale przewija się jeszcze jeden trop. Równie logiczny. Okazuje się, że do takiego sterowania pogodą, które całą winę ma zrzucić na zmiany klimatu, dochodzi przez to, żeby polskich rolników zmusić nie do upraw, ale do kupowanie warzyw i owoców w Ukrainie

Czeska pułapka ma klimatyczne bzdury

Czytając te komentarze, przyznaję się, jestem przerażony. Bo widać, jak na dłoni, jak niekiedy na bardzo podatny grunt padają populistyczne hasła polityków. Ci zdają sobie sprawę z tego doskonale, ale liczy się popularność takich poglądów, która potem ma ich najbardziej znanym głosicielom dać władzę, a przynajmniej mandat poselski, żeby kredyty można spłacić prędzej, a w trakcie kontroli prędkości zasłonić się immunitetem i poselską legitymacją.

W trakcie ostatnich upałów już się z takim zjawiskiem mocno zderzyłem. Bo okazało się, jak przekonywano mnie z różnych stron w social mediach, że nie ma o co kruszyć kopi, bo tak ciepło w Polsce już było. I to nie raz. O żądnych zmianach klimatu i globalnym ociepleniu nie może więc być mowy. Przy okazji padały absurdalne przykłady z lat 70., czy 80. ubiegłego stulecia. A tak się składa, że sam już na tym padole jestem tak długo i doskonale pamiętam, jak letnia temperatura na poziomie 27–28 st. C oznaczała lato z oceną „bardzo dobry” („celujących” wtedy jeszcze nie było). 

Więcej o zmianach klimatu przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:

30 kresek powyżej zera? Cofając się te spokojnie 30 lat wstecz i lepiej - takich temperatur najzwyczajniej w świecie w Polsce nie pamiętam. Taką temperaturę za to doskonale kojarzę z pierwszego wyjazdu na Wyspy Kanaryjskie, gdzie już przy okazji wysiadania z samolotu czuć afrykańskie powietrze. Ale to tropiki, wiadomo. Ale żeby taki skwar był w Polsce? I żebyśmy podskoczyli w nie najcieplejszym w roku czerwcu do 40 st. C? 

Rzecz jasna dyskusja o zmianach klimatu z ich przeciwnikami przypomina rozmowę ze ślepymi o kolorach. Po prostu to nie ma żadnego sensu. Argumentów tam jak kot napłakał, za to z prędkością co najmniej starego faksu powielane są kolejne bzdury. Czesi z serwisu seznamzpravy.cz wpadli na świetny pomysł i umożliwili sprawdzenie, jak rzeczywiście wyglądały upały w czasach naszego dzieciństwa. W tym celu wystarczy wybrać miejsce i rok narodzenia oraz temperaturę, od której definiujemy upał.

No to próbuję na własnym przykładzie. 1975 rok, jako miejsce wskazuje Ostrawę, która oddalona jest od Katowic, gdzie mieszkam o 90 km. Granicę temperatury ustawiam na 30 st. C, zgodnie z definicją upału. I co się okazuje? W latach 1975–1984 takich dni było średnio 3,4 rocznie, a w latach 2016–2025 - już 17,7 w ciągu jednego roku. To wzrost o aż +392 proc. Niestety, czynników zewnętrznych, takich jak smugi kondensacyjne, czy rozpylanie trucizn - nie mogłem zaznaczyć. W tym badaniu nikt tego nie bierze na poważnie pod uwagę.

Michał Tabaka
Redaktor

Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.