Ważą się losy systemu ETS. Polska walczy z Brukselą
W najbliższy piątek dojdzie do długo oczekiwanego przeglądu unijnego systemu ETS, naliczającego przemysłowi emisje CO2. Polska z kilkoma krajami walczy o więcej bezpłatnych uprawnień, ale nie brakuje też państw, które mocno się temu sprzeciwiają.

Jeszcze 10 lat temu, w lipcu 2016 r., wyemitowanie jednej tony dwutlenku węgla kosztowało, w ramach unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 - ETS, jakieś 4 euro. Dzisiaj, po zaostrzeniu polityki klimatycznej UE, jest prawie 20 razy drożej i obowiązuje stawka ok. 78 euro. I te obciążenia, które tak wzrosły w ostatnią dekadę, zdaniem wielu są największą kulą u nogi m.in. dla europejskiego przemysłu.
Przez to ten nie jest w stanie konkurować globalnie. Zwłaszcza w dobie kryzysu energetycznego, który nas jeszcze nie opuścił przez konflikt na Bliskim Wschodzie. Dlatego wcześniej Polska wraz z Bułgarią, Czechami, Grecją, Rumunią i Słowacją zaapelowała o utrzymanie obecnego poziomu bezpłatnych uprawnień do emisji. Bo to tylko może zwiększyć koszty dla branż borykających się i tak już teraz z wysokimi cenami energii.
Według prognoz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, gospodarki UE w nadchodzących latach pozostaną prawdopodobnie jednymi z najwolniej rozwijających się w grupie G20, a luka między Europą a głównymi konkurentami, takimi jak Stany Zjednoczone i Chiny, będzie się nadal powiększać - zwraca uwagę w Politico Marcin Laskowski, wiceprezes Zarządu ds. Regulacji PGE, a także wiceprezes zarządu Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej.
Reforma ETS, czyli czas decyzji
Czy Bruksela posłucha polskich podpowiedzi? Głosy namawiające do jak najszybszej reformy systemu ETS słychać też w innych krajach, takich jak Niemcy, czy Włochy. Rozstrzygnie się to prawdopodobnie już w najbliższy piątek, 17 lipca, na kiedy zaplanowany jest przegląd systemu ETS przez Komisję Europejską. Ale to, czy Bruksela posłucha w tej sprawie Warszawę i inne stolice, wcale nie jest jeszcze przesądzone. Bo na stole są też inne opcje. Na przykład Szwecja jest przeciwna obniżeniu tzw. liniowego współczynnika redukcji do zaledwie 3 proc. na kolejną dekadę.
Utrzymanie wystarczająco ambitnego liniowego współczynnika redukcji pozostaje najważniejszym elementem utrzymania zachęt inwestycyjnych dla transformacji przemysłowej. W związku z tym obecny wskaźnik redukcji emisji wynoszący 4,4 proc. powinien pozostać zasadniczo niezmieniony, przynajmniej do początku lat 30. - pisze Jessica Rosencrantz, szwedzka minister ds. UE w liście skierowanym do irlandzkiej prezydencji w Radzie UE.
Szwecja tym samym nadal uważa, że jeśli chodzi o stałe pochłanianie dwutlenku węgla, ważne jest stworzenie solidnych i przyszłościowych zachęt wykraczających poza 2030 r.
To może uderzyć w unijną politykę klimatyczną
Polska za to przekonuje, że dodatkowe uprawnienia do emisji CO2, w ramach unijnego systemu ETS, są niezbędne i pierwszeństwo do nich powinny mieć państwa członkowskie o średnich i niskich dochodach. Ale nie brakuje państw, które uważają, że takie rozwiązanie spowolni cały mechanizm, przez co też gorsze czasy mają czekać całą politykę klimatyczną UE.
Przywódcy z Danii, Finlandii, Portugalii, Hiszpanii i Szwecji już w marcu br. przekonywali przewodniczącego Rady Europejskiej António Costy, że próby osłabienia systemu ETS spowolniłyby transformację energetyczną, a także byłyby ciosem w zaufanie inwestorów. W bardzo podobnym tonie wypowiadają się też europejskie organizacje ekologiczne, takie jak WWF i Climate Action Network Europe.
Osłabienie systemu EU ETS zwiększyłoby ryzyko regulacyjne i koszty finansowania, opóźniłoby ostateczne decyzje inwestycyjne i osłabiło atrakcyjność Europy dla długoterminowych projektów przemysłowych - podkreślają te organizację w liście do przywódców UE.
Będzie cios w rynkowe spekulacje?
Ale nadchodząca wielkimi krokami reforma handlu emisjami ETS to nie tylko kwestia liczby darmowych uprawnień do emisji CO2. Mówi się też na przykład o ograniczeniu w tym mechanizmie firm finansowych, które miały stać za spekulacjami i tworzeniem w ten sposób presji na cenę. W kontrze pokazano raport, który nie potwierdza obaw dotyczących przejrzystości, czy integralności rynku.
Więcej o ETS przeczytasz w Bizblog Spider’s Web
Pośrednicy finansowi odgrywają kluczową rolę w funkcjonowaniu unijnego rynku emisji dwutlenku węgla. Zapewniają płynność, działają jako kontrahenci dla firm niefinansowych oraz pomagają podmiotom przestrzegającym przepisów w dostępie do uprawnień i zarządzaniu ryzykiem cenowym - przekonuje Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA).
ESMA wylicza, że wartość unijnych rynków emisji dwutlenku węgla wzrosła do 777 mld euro w 2025 r. Średnia roczna cena uprawnień do emisji w UE wzrosła o 13 proc. w porównaniu z 2024 r., a przychody z aukcji wzrosły o 11 proc., pomimo niewielkiego spadku wolumenu uprawnień sprzedawanych na aukcjach.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.