Kryzys szaleje w Niemczech. Dla Polski to bardzo zła wiadomość
Niemiecka gospodarka się popsuła. I nie jest to – co jest złą informacją także dla Polski – drobna usterka. Wygląda na to, że silnik napędzający europejską gospodarkę nie obejdzie się bez remontu generalnego.

Opublikowany właśnie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) raport pt. „Czynniki spowolnienia wzrostu gospodarczego w Niemczech” wskazuje na to jednoznacznie. To, co dzieje się w realnej gospodarce naszego zachodniego sąsiada, wbrew nadziejom części analityków, też nie nastraja optymistycznie. Ale po kolei.
Problem strukturalny
Harri Kemp, ekonomista IMF i autor wspomnianego raportu, przyjrzał się niemieckiej recesji z lat 2023-2024. Analiza wykazała, że o ile w latach 2000-2019 PKB Niemiec rósł o 1,4 proc. rocznie, o tyle od 2023 r. do połowy 2025 r. jego dynamika była ujemna i wyniosła -0,4 proc.
Szczególną uwagę zwrócił Kemp na przyczyny, dla których PKB Niemiec kurczył się, kiedy gospodarki wielu europejskich krajów, w tym nasza, rosły.

Wnioski, do których doszedł, są bardzo niepokojące.
Stwierdzamy, że ok. 60 proc. słabszego wzrostu gospodarczego Niemiec wynikało z niższego wzrostu potencjalnego, podczas gdy ok. 40 proc. odzwierciedlało czynniki cykliczne – czytamy w raporcie IMF.
Autor zauważa przy tym, że niemieckie spowolnienie miało charakter ogólny, a na aktywność gospodarczą negatywnie wpływały niemal wszystkie główne kategorie, a szczególnie inwestycje i eksport.
Po stronie produkcji recesja koncentrowała się w przemysłach przetwórczych i budownictwie, które łącznie odpowiadały za większość luki wzrostowej w stosunku do strefy euro – zauważa Kemp.
Jego analiza wykazała przy tym, że spadek produkcji wynikał przede wszystkim z obniżenia wydajności, zwłaszcza w przemyśle i budownictwie, a nie ze skrócenia czasu pracy. Wprawdzie niższa wydajność spowodowana była częściowo „cyklicznym gromadzeniem siły roboczej w warunkach słabego popytu”, jednak wyzwania strukturalne wzmocniły to cykliczne spowolnienie.
Takich strukturalnych problemów niemieckiej gospodarki ekspert IMF wymienia kilka, m.in.: niedoinwestowanie infrastruktury publicznej i innowacji, nadmierna biurokracja, starzenie się społeczeństwa, negatywne skutki szoku cenowego na rynku energii w 2022 r. czy wreszcie pogarszającą się konkurencyjność Niemiec na arenie międzynarodowej, do czego wydatnie przyczyniły się Chiny.
Głównym wnioskiem z raportu, na co zwracają uwagę analitycy PKO BP, jest teza, że prosta stymulacja popytu lub zwiększenie inwestycji mogą okazać się znacząco niewystarczające, by odmienić negatywne trendy w niemieckiej gospodarce.
Konieczne byłoby jednoczesne rozwiązanie głębszych problemów z produktywnością, innowacyjnością i konkurencyjnością – zauważają eksperci PKO BP.
Niemiecki biznes czuje, co się święci
O tym, że w Niemczech dzieje się źle, świadczą dobitnie głosy tamtejszych przedsiębiorców. Najnowsze badania koniunktury przeprowadzone przez Niemiecką Izbę Przemysłowo-Handlową (DIHK) wskazują, że sytuacja gospodarcza, inwestycje i plany zatrudnienia oceniane są przez tamtejszy biznes najsłabiej od dawna, a niemieckie firmy pilnie potrzebują ulg strukturalnych i reform.
Tymczasem pod koniec lutego pojawił się jeszcze jeden problem.
Wojna na Bliskim Wschodzie niweczy nadzieje na ożywienie gospodarcze, które pojawiły się na początku roku. Globalne skutki kryzysu w połączeniu z nierozwiązanymi od lat problemami strukturalnymi niemieckiej gospodarki uderzają z pełną siłą w lokalne przedsiębiorstwa – czytamy w komentarzu do badania DIKH odzwierciedlającego nastroje ok. 23 tys. przedsiębiorstw reprezentujących wszystkie branże i regiony w Niemczech.
Ostatnio niemieccy przedsiębiorcy oceniali swoją sytuację tak źle, jak obecnie, w czasie pandemii koronawirusa: więcej niż co czwarta niemiecka firma określa swoją sytuację jako złą, przy czym szczególnie kiepskie oceny wystawiają jej przedstawiciele handlu (ponad jedna trzecia z nich ocenia swoją sytuację jako złą).
Nie widać też wśród przedstawicieli niemieckiego zbytniego optymizmu co do najbliższej przyszłości: pogorszenia koniunktury w najbliższych 12 miesiącach spodziewa się jedna trzecia badanych (o 8 pkt proc. więcej niż jeszcze na początku 2026 r.), a jedynie 13 proc. patrzy w przyszłość z optymizmem.
Więcej ciekawych danych na stronach Bizblog Spider's Web
Kryzys razy dwa
Znajdujemy się w sytuacji podwójnego kryzysu – przyznaje Helena Melnikov, dyrektor generalna DIHK.
Ma na myśli skutki gospodarcze wojny na Bliskim Wschodzie, które od kilku miesięcy dokładają się do problemów strukturalnych, z jakimi boryka się niemiecki biznes.
Wiele firm, osłabionych trzema latami recesji i stagnacji, znajduje się na granicy wytrzymałości – alarmuje szefowa DIHK.
Niestety, jej zdaniem w odróżnieniu do poprzednich kryzysów tym razem wiele firm w Niemczech nie ma już prawie żadnych rezerw, aby stawić czoła tym obciążeniom.
W Niemczech żyjemy z dotychczasowych zasobów – mówi wprostHelena Melnikov.
Eksperci DIHK zwracają uwagę, że problemy niemieckich firm zaczęły się na długo zanim USA z Izraelem zaatakowały Iran. A ich źródła częściowo pokrywają się ze zdiagnozowanymi w badaniu Harriego Kempa: wysokie koszty pracy, ceny energii, biurokracja, podatki. Niemieccy przedsiębiorcy oczekują zdecydowanych działań od polityków; liczą, że usuną im spod nóg przynajmniej część problemów.
Rząd federalny musi teraz jak najszybciej obniżyć koszty energii i pracy oraz podatki, ograniczyć biurokrację i obowiązki sprawozdawcze oraz przyspieszyć procedury na wszystkich szczeblach – czytamy w komunikacie DIHK.
Wśród niezbędnych działań przedsiębiorcy zza Odry wymieniają też: wdrożenie reformy podatku od osób prawnych (CIT), powszechne obniżenie podatku od energii elektrycznej oraz uchwalenie ustawy o przyszłości infrastruktury.
Polska a sprawa niemiecka
Dla polskiej gospodarki Niemcy są od lat partnerem numer jeden. I to zarówno jeśli chodzi o import, jak i eksport. W ubiegłym roku naszemu zachodniemu sąsiadowi sprzedaliśmy towary za 98,7 mld euro – to wartość 4,3 razy większa niż sprzedaż do Czech, czyli naszego drugiego partnera w eksportowym zestawieniu i prawie 10 razy większa od eksportu na Słowację, która zamyka pierwszą dziesiątkę tego zestawienia.

W 2025 r. po raz pierwszy wartość dwustronnej wymiany handlowej między Polską a Niemcami przekroczyła 180 mld euro, co stawia nasz kraj w czołówce partnerów handlowych Niemiec, tuż za Francją, a przed np. Wielką Brytanią.

Dynamicznie rosnące wyniki handlowe jasno pokazują, że Polska stała się kluczowym partnerem niemieckiej gospodarki. Jako jedna z najszybciej rozwijających się gospodarek Europy, Polska zyskuje na znaczeniu jako największy rynek zbytu w Europie Środkowej i Wschodniej – zauważa Lars Gutheil, dyrektor zarządzający Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK).
Rośnie też znaczenie Polski jako rynku zbytu dla Niemiec. W tej klasyfikacji nasz kraj jest już na czwartej pozycji – za USA, Francją i Holandią, a przed Włochami.

Według zestawień GUS wartość polskiego eksportu do Niemiec wyrażona w złotych wyniosła w 2025 r. 418,5 mld. Dla zobrazowania skali: to ok. 10,7 proc. całego PKB Polski. To więcej niż zsumowane dochody polskiego budżetu z VAT i akcyzy, 6,5 razy więcej niż dochody z CIT, 14,5 razy więcej niż dochody z PIT. Albo inaczej: więcej niż w 2025 r. wydaliśmy z państwowego budżetu na ZUS, obronę narodową, obsługę zadłużenia skarbu państwa i zdrowie – łącznie (sic!).
Z czysto ekonomicznej perspektywy widać wyraźnie, że w interesie Polski jest, żeby Niemcy jak najszybciej stanęły na nogi.
Stagnacja zamiast nowego otwarcia
Dane napływające zza Odry niestety nie napawają w tym względzie optymizmem. Nadzieje na to, że niemiecka gospodarka odzyska w 2026 r. wigor okazują się na razie płonne, do czego przyczynił się wspomniany wyżej geopolityczny problem znad Zatoki Perskiej.
Ostatnie dane o zamówieniach w niemieckim przemyśle potwierdzają, że sytuacja u naszego sąsiada daleka jest od ideału. Analitycy, którzy oczekiwali ich spadku w kwietniu o 2 proc. w ujęciu miesięcznym, okazali się nad wyraz… optymistyczni. W rzeczywistości zamówienia spadły prawie dwa razy mocniej – o 3,8 proc. – przy czym np. w produkcji sprzętu elektronicznego o aż 16,3 proc. a w szczególnie ważnej z polskiej perspektywy motoryzacji o 5,3 proc.
Wprawdzie dane o zamówieniach, o czym przypominają analitycy PKO BP, charakteryzują się sporymi wahaniami (a po wykluczeniu dużych zleceń były w okresie luty-kwiecień o 3,5 proc. wyższe niż we wcześniejszych trzech miesiącach), jednak trudno dopatrywać się w nich zwiastuna nadchodzącej zdecydowanej poprawy. A to m.in. wspomniany ich wzrost, jak zauważają eksperci PKO BP, dawał nadzieję na ożywienie gospodarcze Niemiec i pozytywny wpływ pakietu infrastrukturalnego i luzowania hamulca fiskalnego.
Jednak szok naftowy, w połączeniu z ekspansją taniego importu z Chin (China shock 2.0), istotnie pogarszają perspektywy, zarówno dla niemieckiego przemysłu, jak i całej gospodarki – przyznają analitycy PKO BP.
Optymizmem odnośnie do przyszłości niemieckiej gospodarki nie zarażają zresztą także zagraniczni eksperci. Produkcja przemysłowa, która wzrosła w Niemczech w kwietniu po raz pierwszy od wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie (o 0,4 proc. m/m), to zdecydowanie za mało, by rysować przyszłość w jaśniejszych barwach. Tym bardziej że, na co zwraca uwagę Carsten Brzeski, dyrektor ds. makroekonomii w ING Research, w rzeczywistości produkcja przemysłowa w Niemczech wciąż jest o ok. 12 proc. poniżej poziomu sprzed pandemii.
Jego zdaniem wojna na Bliskim Wschodzie, wysokie ceny energii i zakłócenia w łańcuchu dostaw nie tylko osłabiły optymizm co do wzrostu gospodarczego, ale wydają się ponownie zbliżać całą niemiecką gospodarkę do stagnacji.
To, co jeszcze kilka miesięcy temu wyglądało na początek obiecującego roku, z poprawiającym się nastrojem, zapełniającymi się portfelami zamówień i znacznymi bodźcami fiskalnymi w sektorze obronnym i infrastrukturalnym, po raz kolejny zmieniło się w niespełnione marzenia. Zamiast nowego początku jest powrót do stagnacji – uważa Carsten Brzeski.
W jego opinii oczekiwane ożywienie przemysłowe w 2026 r. zostało znów odłożone na później, a „wielkie nadzieje i niespełnione marzenia” to temat, który w odniesieniu do niemieckiej gospodarki najpewniej będzie w nadchodzących tygodniach powracał.
Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).