Mniej zwolnień lekarskich, o połowę mniej wypadków i cztery dodatkowe dni wolne w miesiącu. Brzmi znakomicie. Jest tylko jeden drobny szczegół. W rządowym pilotażu uczestniczy 78 pracodawców, a Ministerstwo Pracy pokazało wyniki z jednej firmy.

„Pilotaż skróconego czasu pracy. To się dzieje – i działa!” – takim optymistycznym tytułem Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej opatrzyło najnowszy komunikat dotyczący rządowego eksperymentu.
Uznałem, że to świetnie. W końcu mówimy o jednym z najbardziej dyskutowanych pomysłów dotyczących rynku pracy. Na jego przetestowanie państwo przeznaczyło 50 mln zł, a do programu zgłosiły się niemal dwa tysiące firm i instytucji. Liczyłem na solidną porcję danych pokazujących, jak skrócenie czasu pracy wpływa na produktywność, zatrudnienie, koszty prowadzenia działalności i zdrowie pracowników.
Tymczasem ministerstwo zaprezentowało przykład jednej spółki. Żeby było jasne – bardzo ciekawy i obiecujący. Tylko że od ciekawego przykładu do ogłoszenia sukcesu całego programu droga jest jeszcze dość długa.
Cztery dni wolnego więcej. Wypadków o połowę mniej
Bohaterem ministerialnego komunikatu zostały Wodociągi Chrzanowskie. Przedsiębiorstwo zatrudnia ponad 300 pracowników i odpowiada za dostarczanie wody oraz odbiór ścieków w gminach Chrzanów, Trzebinia i Libiąż. Z jego usług korzysta około 100 tys. mieszkańców.
To ważne, ponieważ nie mamy do czynienia z firmą, która może w piątek po prostu zgasić światło w biurze i zamknąć drzwi na trzy dni. Wodociągi muszą działać nieprzerwanie.
Mimo tego przedsiębiorstwo zdecydowało się skrócić czas pracy. W pierwszej połowie roku pracownicy otrzymywali dwa dodatkowe dni wolne w miesiącu, a obecnie mają ich cztery. Czas pracy zmniejszył się o 20 proc., wynagrodzenia pozostały bez zmian.
I teraz najciekawsze. Według przedstawicielki spółki pojawiły się konkretne korzyści.
Jako firma zauważyliśmy zdecydowanie zmniejszoną ilość dni chorobowych naszych pracowników. Również jeśli chodzi o bezpieczeństwo, liczba wypadków w tym roku, a mamy już październik, jest o połowę mniejsza niż w ubiegłym – powiedziała Joanna Rokicka Zielińska, odpowiedzialna za sprawy bezpieczeństwa w Wodociągach Chrzanowskich.
To naprawdę dobra wiadomość. Jeżeli pracownicy rzadziej chorują, a wypadków jest mniej, trudno się z tego nie cieszyć. Chętnie poznałbym jednak trochę więcej szczegółów. Ile tych wypadków było? Dwa, a teraz jest jeden? Dwadzieścia, a teraz dziesięć? Jaka była skala spadku absencji chorobowej? Ile dni zwolnień lekarskich przypadało wcześniej na pracownika, a ile obecnie?
Ministerstwo tych liczb nie przedstawiło.
Nie wiemy również, w jakim stopniu poprawa jest związana ze skróceniem czasu pracy, a w jakim z innymi zmianami w przedsiębiorstwie. To ważne, bo Wodociągi Chrzanowskie tuż przed rozpoczęciem pilotażu zapowiadały automatyzację części procesów. Nie podważa to pozytywnych doświadczeń pracowników. Warto jednak mieć na uwadze, że przedsiębiorstwo nie tylko skróciło czas pracy.
Pracownicy są zadowoleni. I trudno im się dziwić
W ministerialnym materiale wypowiedzieli się również pracownicy Wodociągów Chrzanowskich. Opowiedzieli przede wszystkim o tym, jak dodatkowe dni wolne wpłynęły na ich życie prywatne. Rafał Zastawny, który pracuje w przedsiębiorstwie od ponad 20 lat, podkreślił, że jego obowiązki są stresujące, a nowy system pozwala na dłuższy odpoczynek.
Pracę mamy stresującą, potrzebujemy więcej odpoczynku. Teraz przy pilotażu jesteśmy w stanie kilka dni z rzędu wolnych spędzić z rodziną. Oddzielić pracę od rodziny – opowiedział Rafał Zastawny, dyspozytor przełożonych dyspozytorów w pogotowiu wodno-kanalizacyjnym.
Więcej o skróconym czasie pracy
Piotr Leśkowicz, dyrektor do spraw eksploatacji sieci wodociągowej, wspomniał, że jego rodzina początkowo nie wierzyła w powodzenie eksperymentu.
Nie wierzyli w to, że to można zrobić. Nie wierzyli, że to przyniesie jakieś pozytywne rezultaty, ale po czasie zobaczyli, że ten czas jest wykorzystywany przeze mnie – powiedział Leśkowicz.
Trudno się dziwić, że pracownicy doceniają dodatkowe wolne. Zwłaszcza że nie tracą na tym finansowo.
Niedawno opisywaliśmy w Bizblogu badanie No Fluff Jobs i Calamari, z którego wynikało, że 71 proc. ankietowanych nie zgodziłoby się na krótszy czas pracy za niższą pensję. Rządowy pilotaż jest pod tym względem wyjątkowo atrakcyjny. Pracownicy mają mniej godzin do przepracowania, ale wynagrodzenia im nie obniżono.
Pytanie, jak taki model sprawdza się od strony przedsiębiorcy, który musi zapłacić za tę samą pracę, zapewnić obsługę klientów i utrzymać wydajność firmy. Tutaj wracamy do problemu, którego ministerialny komunikat nie rozwiązał.
W programie jest 78 pracodawców. Co wiemy o pozostałych?
W naborze do pilotażu złożono 1994 wnioski. Z tej grupy wyłoniono 90 pracodawców. Obecnie resort poinformował o 78 uczestnikach, w tym 38 podmiotach prywatnych i 40 publicznych. Już sama różnica między liczbą zakwalifikowanych a aktualnie uczestniczących zasługuje na wyjaśnienie. Z najnowszego komunikatu nie dowiedzieliśmy się, dlaczego ta liczba jest mniejsza.
Jednak najważniejsze informacje, na które czekam to, czy wszędzie udało się utrzymać produktywność, jak zmieniły się koszty pracy, czy firmy musiały zatrudniać dodatkowe osoby, czy pojawiły się trudności z realizacją zamówień, jak radzą sobie przedsiębiorstwa, w których nie można zautomatyzować części obowiązków itp.
Resort przyznał, że organizowanie pracy w nowym systemie nie jest proste. Pracodawcy wskazali na bardziej skomplikowane planowanie grafików, konieczność zapewniania zastępstw i problemy z utrzymaniem ciągłości produkcji lub obsługi klientów. To nie są drobiazgi. Dla małej firmy każdy dodatkowy etat, nieobsadzona zmiana czy opóźnione zamówienie mogą oznaczać konkretne koszty.
Sukces ogłoszony, na wyniki trzeba jeszcze poczekać
I teraz najważniejsza sprawa. Pilotaż wciąż trwa i zakończy się dopiero 31 grudnia 2026 r. Potem uczestnicy przygotują sprawozdania. Mają na to czas do 15 maja 2027 r. I moim skromnym zdaniem dopiero po zapoznaniu się z wynikami z wszystkich firm powinniśmy dostać informację od Ministerstwa Pracy o tym, że skrócony czas pracy działa. Może być nawet z wykrzyknikiem.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.