Koniec z darmową edukacją? Albo zapłacisz 200-300 zł, albo zabieraj dziecko o 13.00
Samorządowcy już nie dają rady. Subwencje oświatowe, które dostają od rządu, nie wystarczają, budżet im się nie spina, dlatego zaczynają sięgać po szantaż: albo rodzice będą dopłacać do publicznej edukacji swoich dzieci po 200-300 zł rocznie, albo szkoła będzie realizowała okrojony program, a pracujący rodzice będą w kropce, bo przyjdzie im odbierać dzieci ze szkoły w samym środku dnia pracy. Pytanie tylko, kogo chcą szantażować - rodziców czy rząd?
