REKLAMA

Efekt domina. Tąpnięcie na rynku krypto zwiastuje kłopoty dla firm

Wyprzedaż na rynku kryptowalut to sygnał ostrzegawczy dla biznesu. Droga ropa i wysokie stopy w USA umacniają dolara, co uderza w marże polskich importerów oraz komplikuje planowanie w handlu zagranicznym.

Wyprzedaż na rynku kryptowalut to sygnał ostrzegawczy dla biznesu
REKLAMA

W krótkim czasie rynek utracił około 7 proc. swojej całkowitej wartości, a przymusowe likwidacje lewarowanych pozycji inwestorów przekroczyły 1 mld dol., jak wynika z danych rynkowych. Dla części inwestorów jest to przypomnienie, że kryptowaluty pozostają jednymi z aktywów najbardziej wrażliwych na zmiany nastrojów rynkowych.

W przypadku kryptowalut panika rozprzestrzenia się bardzo szybko. Ruch, który na rynku walutowym wyglądałby wyjątkowo dramatycznie, w przypadku bitcoina lub mniejszych kryptowalut może wydarzyć się w ciągu kilku godzin - mówi Jacek Jurczyński, prezes firmy Akcenta.

REKLAMA

Jego zdaniem właśnie dlatego obecny spadek jest ważny także dla osób, które nie posiadają kryptowalut bezpośrednio - pokazuje bowiem, że inwestorzy ponownie zaczynają ograniczać ryzyko. Obecna przecena nie została wywołana przez jedno wydarzenie. Rynek osłabł w momencie, gdy zbiegło się kilka niekorzystnych czynników.

Rekordowe odpływy z ETF-ów, geopolityka i rozłam wśród gigantów

Pierwszym z nich był przyspieszający odpływ środków ze spotowych funduszy ETF opartych na bitcoinie. W poprzednich miesiącach fundusze te pomagały wynieść bitcoina na rekordowe poziomy, jednak gdy nastroje się odwracają, działają w przeciwnym kierunku.

Skala zjawiska przestaje być marginalna. Spotowe ETF-y na bitcoina odnotowały już jedenaście kolejnych sesji z odpływem kapitału, a fundusze spotowe oparte na etherze piętnaście. Maj zakończył się rekordowymi miesięcznymi umorzeniami o wartości około 2,4 mld dol.

Tylko w ostatnim tygodniu maja giełdowe fundusze kryptowalutowe straciły około 1,7 mld dol., co było drugim największym tygodniowym odpływem w tym roku - wyjaśnia Jacek Jurczyński.

REKLAMA

Według ekspertów drugim impulsem była informacja, że spółka Strategy, wcześniej znana jako MicroStrategy, po raz pierwszy od lat sprzedała symboliczną część, czyli 32 bitcoiny warte około 2,5 mln dol., czyli praktycznie błąd zaokrąglenia przy ponad 843 tys. monet znajdujących się w posiadaniu firmy.

Sprzedaż miała sfinansować wypłatę dywidendy z akcji uprzywilejowanych i nie oznaczała odejścia od strategii opartej na bitcoinie. Mimo to psychologiczny efekt był znaczący. Dla części rynku Strategy była symbolem przekonania, że wielcy posiadacze bitcoina po prostu nie sprzedają. Sam fakt, że firma upłynniła część swoich zasobów, wystarczył do wywołania nerwowej reakcji.

W przypadku ethereum rozwija się zupełnie inna historia. Największym korporacyjnym posiadaczem etheru jest BitMineImmersion Technologies, amerykańska spółka giełdowa typu treasury zarządzana przez stratega Fundstrat, Toma Lee, często określana jako odpowiednik Strategy dla etheru - komentuje Jacek Jurczyński.

REKLAMA

I dodaje, że BitMine posiada obecnie około 5,4 mln ETH, czyli około 4,5 proc. całej istniejącej podaży etheru, zakupionej po średniej cenie szacowanej na około 3 500 dol. Przy obecnej cenie etheru poniżej 1 900 dol. wartość tych aktywów wynosi około 10 mld dol. wobec kosztu nabycia zbliżającego się do 18 mld.

Oznacza to niezrealizowaną stratę rzędu 8,5 mld dol. jedną z największych papierowych strat w historii korporacyjnego rynku kryptowalut. Podczas gdy Strategy po raz pierwszy od lat sprzedała część swoich aktywów, choćby symbolicznie, BitMine dokupuje po spadkach.

Przewodniczący spółki uważa ether poniżej 2 000 dol. za atrakcyjny poziom wejścia, określa obecną wyprzedaż jako klasyczne zachowanie przy rynkowym dnie i utrzymuje, że kryptowalutowy supercykl dopiero nadejdzie.

REKLAMA

Liderzy związani z dwiema największymi kryptowalutami wysyłają więc jednocześnie przeciwstawne sygnały - jeden ogranicza ekspozycję, drugi ją zwiększa, co tylko podkreśla, jak bardzo podzielony jest rynek w kwestii dalszego kierunku ryzyka.

Trzecim czynnikiem jest geopolityka. Eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie podniosła ceny ropy
i ponownie otworzyła debatę o inflacji. Ponieważ transport przez Cieśninę Ormuz, przez którą przepływa około jedna piąta światowego morskiego handlu ropą, został faktycznie sparaliżowany, cena ropy Brent wzrosła w okolice 100 dol. za baryłkę.

Wyższe ceny ropy stanowią problem nie tylko dla konsumentów, ale także dla banków centralnych. Jeśli energia ponownie zacznie napędzać inflację, przestrzeń do szybkiego obniżania stóp procentowych znacząco się zmniejszy.

REKLAMA

Wielki test odporności dla banków centralnych i biznesu

W tym właśnie miejscu wyprzedaż kryptowalut łączy się z szerszym kontekstem makroekonomicznym. Jeszcze niedawno część rynku zakładała, że amerykańska Rezerwa Federalna będzie mogła w ciągu roku obniżać stopy procentowe. Taki scenariusz zwykle oznaczałby słabszego dolara i mógłby wspierać bardziej ryzykowne aktywa, w tym kryptowaluty.

Wyższa inflacja, droższa ropa i niepewność geopolityczna komplikują jednak ten obraz. Fed znajduje się obecnie raczej w sytuacji, w której musi utrzymywać stopy procentowe na wysokim poziomie przez dłuższy czas, a nawet ponownie ostrzegać przed możliwością ich podwyżki.

Europa tymczasem zmaga się z odwrotnym problemem. Według oczekiwań rynkowych Europejski Bank Centralny przygotowuje się do podwyżek stóp procentowych (inwestorzy zakładają obecnie trzy–cztery podwyżki w ciągu najbliższego roku, a ruchy już w czerwcu i lipcu uznają za realne), ponieważ inflacja w strefie euro pozostaje powyżej celu.

REKLAMA

Teoretycznie odmienny kierunek polityki EBC i Fed mógłby wspierać euro wobec dolara. Jednak w okresach stresu rynkowego inwestorzy nie kierują się wyłącznie różnicą stóp procentowych. Kiedy uciekają od ryzyka, dolar nadal korzysta ze swojego statusu światowej waluty rezerwowej.

Na papierze niektóre argumenty mogą wskazywać na słabszego dolara. Jeśli jednak jednocześnie spadają kryptowaluty, drożeje ropa i rosną napięcia geopolityczne, inwestorzy przyjmują defensywną postawę. W takim otoczeniu dolar często się umacnia - nie dlatego, że amerykańska gospodarka nie ma problemów, ale dlatego, że rynek szuka płynności i bezpieczeństwa - twierdzi Jurczyński.

Dlatego w jego ocenie sytuacja ta jest ważna również dla przedsiębiorstw.

Spadek bitcoina nie jest wyłącznie historią inwestorów obserwujących nocą czerwone wykresy. To ostrzeżenie, że nastroje na rynkach mogą odwrócić się bardzo szybko, a zmiana ta nie musi zatrzymać się na kryptowalutach. Może przenieść się na dolara, euro, koronę czeską, złotego czy forinta. Może także wpłynąć na ceny energii, transportu i surowców.

Więcej wiadomości na temat kryptowalut można przeczytać w Bizblog Spider's Web:

Importerzy pod presją, eksporterzy na rozdrożu

Importerzy rozliczający się w dolarach mogą znaleźć się pod presją z dwóch stron. Jeśli dolar się umocni, a jednocześnie wzrosną koszty zakupu lub transportu, cała kalkulacja kosztowa zacznie się pogarszać. Eksporterzy mogą natomiast krótkoterminowo skorzystać na ruchach walutowych, ale tylko wtedy, gdy mają właściwie ustawione ceny, warunki płatności i marże. Bez tego nawet pozornie korzystny kurs może maskować inne ryzyka kosztowe.

Firmy często zaczynają śledzić kurs walut dopiero wtedy, gdy zaczyna on bezpośrednio wpływać na ich działalność. Rynek jednak zwykle nie wysyła wcześniej zaproszenia. Obecna wyprzedaż kryptowalut pokazuje, jak szybko mogą zmieniać się nastroje - wspomina prezes firmy Akcenta.

Jego zdaniem dla przedsiębiorstwa posiadającego przychody lub koszty w walucie obcej kluczowe jest więc wiedzieć, przy jakim kursie zlecenie pozostaje jeszcze rentowne, a od którego momentu zaczyna zagrażać marży.

Po wcześniejszych wzrostach kryptowaluty wypracowały sobie wizerunek aktywów zdolnych szybko generować wysokie zyski. Obecny spadek przypomina jednak drugą stronę tej historii. Bitcoin stracił niemal połowę wartości względem ubiegłorocznych szczytów przekraczających 126 000 dol. Mniejsze kryptowaluty znajdują się w jeszcze gorszej sytuacji i podczas wyprzedaży zwykle tracą szybciej niż lider rynku.

Dla rynków finansowych nie jest to więc jedynie kolejna kryptoburza. To test gotowości inwestorów do podejmowania ryzyka. Jeśli obawy związane z aktywami cyfrowymi rozleją się na inne segmenty rynku, skutkiem może być silniejszy dolar, droższe finansowanie, większa presja na waluty Europy Środkowej oraz trudniejsze planowanie dla firm prowadzących handel zagraniczny.

W krótkim czasie rynek utracił około 7 proc. swojej całkowitej wartości, a przymusowe likwidacje lewarowanych pozycji inwestorów przekroczyły 1 mld dol., jak wynika z danych rynkowych. Dla części inwestorów jest to przypomnienie, że kryptowaluty pozostają jednymi z aktywów najbardziej wrażliwych na zmiany nastrojów rynkowych.

W przypadku kryptowalut panika rozprzestrzenia się bardzo szybko. Ruch, który na rynku walutowym wyglądałby wyjątkowo dramatycznie, w przypadku bitcoina lub mniejszych kryptowalut może wydarzyć się w ciągu kilku godzin - mówi Jacek Jurczyński, prezes firmy Akcenta.

Jego zdaniem właśnie dlatego obecny spadek jest ważny także dla osób, które nie posiadają kryptowalut bezpośrednio - pokazuje bowiem, że inwestorzy ponownie zaczynają ograniczać ryzyko. Obecna przecena nie została wywołana przez jedno wydarzenie. Rynek osłabł w momencie, gdy zbiegło się kilka niekorzystnych czynników.

Rekordowe odpływy z ETF-ów, geopolityka i rozłam wśród gigantów

Pierwszym z nich był przyspieszający odpływ środków ze spotowych funduszy ETF opartych na bitcoinie. W poprzednich miesiącach fundusze te pomagały wynieść bitcoina na rekordowe poziomy, jednak gdy nastroje się odwracają, działają w przeciwnym kierunku.

Skala zjawiska przestaje być marginalna. Spotowe ETF-y na bitcoina odnotowały już jedenaście kolejnych sesji z odpływem kapitału, a fundusze spotowe oparte na etherze piętnaście. Maj zakończył się rekordowymi miesięcznymi umorzeniami o wartości około 2,4 mld. dol.

Tylko w ostatnim tygodniu maja giełdowe fundusze kryptowalutowe straciły około 1,7 mld. dol. co było drugim największym tygodniowym odpływem w tym roku - wyjaśnia Jacek Jurczyński.

Według ekspertów drugim impulsem była informacja, że spółka Strategy, wcześniej znana jako MicroStrategy, po raz pierwszy od lat sprzedała symboliczną część, czyli 32 bitcoiny warte około 2,5 mln dol., czyli praktycznie błąd zaokrąglenia przy ponad 843 tys. monet znajdujących się w posiadaniu firmy.

Sprzedaż miała sfinansować wypłatę dywidendy z akcji uprzywilejowanych i nie oznaczała odejścia od strategii opartej na bitcoinie. Mimo to psychologiczny efekt był znaczący. Dla części rynku Strategy była symbolem przekonania, że wielcy posiadacze bitcoina po prostu nie sprzedają. Sam fakt, że firma upłynniła część swoich zasobów, wystarczył do wywołania nerwowej reakcji.

W przypadku ethereum rozwija się zupełnie inna historia. Największym korporacyjnym posiadaczem etheru jest BitMineImmersion Technologies, amerykańska spółka giełdowa typu treasury zarządzana przez stratega Fundstrat, Toma Lee, często określana jako odpowiednik Strategy dla etheru - komentuje Jacek Jurczyński.

I dodaje, że BitMine posiada obecnie około 5,4 mln ETH, czyli około 4,5 proc. całej istniejącej podaży etheru, zakupionej po średniej cenie szacowanej na około 3 500 dol. Przy obecnej cenie etheru poniżej 1 900 dol. wartość tych aktywów wynosi około 10 mld dol. wobec kosztu nabycia zbliżającego się do 18 mld.

Oznacza to niezrealizowaną stratę rzędu 8,5 mld dol. jedną z największych papierowych strat w historii korporacyjnego rynku kryptowalut. Podczas gdy Strategy po raz pierwszy od lat sprzedała część swoich aktywów, choćby symbolicznie, BitMine dokupuje po spadkach.

Przewodniczący spółki uważa ether poniżej 2 000 dol. za atrakcyjny poziom wejścia, określa obecną wyprzedaż jako klasyczne zachowanie przy rynkowym dnie i utrzymuje, że kryptowalutowy supercykl dopiero nadejdzie.

Liderzy związani z dwiema największymi kryptowalutami wysyłają więc jednocześnie przeciwstawne sygnały - jeden ogranicza ekspozycję, drugi ją zwiększa co tylko podkreśla, jak bardzo podzielony jest rynek w kwestii dalszego kierunku ryzyka.

Trzecim czynnikiem jest geopolityka. Eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie podniosła ceny ropy
i ponownie otworzyła debatę o inflacji. Ponieważ transport przez Cieśninę Ormuz, przez którą przepływa około jedna piąta światowego morskiego handlu ropą, został faktycznie sparaliżowany, cena ropy Brent wzrosła w okolice 100 dol. za baryłkę.

REKLAMA

Wyższe ceny ropy stanowią problem nie tylko dla konsumentów, ale także dla banków centralnych. Jeśli energia ponownie zacznie napędzać inflację, przestrzeń do szybkiego obniżania stóp procentowych znacząco się zmniejszy.

Wielki test odporności dla banków centralnych i biznesu

W tym właśnie miejscu wyprzedaż kryptowalut łączy się z szerszym kontekstem makroekonomicznym. Jeszcze niedawno część rynku zakładała, że amerykańska Rezerwa Federalna będzie mogła w ciągu roku obniżać stopy procentowe. Taki scenariusz zwykle oznaczałby słabszego dolara i mógłby wspierać bardziej ryzykowne aktywa, w tym kryptowaluty.

Wyższa inflacja, droższa ropa i niepewność geopolityczna komplikują jednak ten obraz. Fed znajduje się obecnie raczej w sytuacji, w której musi utrzymywać stopy procentowe na wysokim poziomie przez dłuższy czas, a nawet ponownie ostrzegać przed możliwością ich podwyżki.

REKLAMA

Europa tymczasem zmaga się z odwrotnym problemem. Według oczekiwań rynkowych Europejski Bank Centralny przygotowuje się do podwyżek stóp procentowych (inwestorzy zakładają obecnie trzy–cztery podwyżki w ciągu najbliższego roku, a ruchy już w czerwcu i lipcu uznają za realne), ponieważ inflacja w strefie euro pozostaje powyżej celu.

Teoretycznie odmienny kierunek polityki EBC i Fed mógłby wspierać euro wobec dolara. Jednak w okresach stresu rynkowego inwestorzy nie kierują się wyłącznie różnicą stóp procentowych. Kiedy uciekają od ryzyka, dolar nadal korzysta ze swojego statusu światowej waluty rezerwowej.

Na papierze niektóre argumenty mogą wskazywać na słabszego dolara. Jeśli jednak jednocześnie spadają kryptowaluty, drożeje ropa i rosną napięcia geopolityczne, inwestorzy przyjmują defensywną postawę. W takim otoczeniu dolar często się umacnia - nie dlatego, że amerykańska gospodarka nie ma problemów, ale dlatego, że rynek szuka płynności i bezpieczeństwa - twierdzi Jurczyński.

REKLAMA

Dlatego w jego ocenie sytuacja ta jest ważna również dla przedsiębiorstw.

Spadek bitcoina nie jest wyłącznie historią inwestorów obserwujących nocą czerwone wykresy. To ostrzeżenie, że nastroje na rynkach mogą odwrócić się bardzo szybko, a zmiana ta nie musi zatrzymać się na kryptowalutach. Może przenieść się na dolara, euro, koronę czeską, złotego czy forinta. Może także wpłynąć na ceny energii, transportu i surowców.

Importerzy pod presją, eksporterzy na rozdrożu

Importerzy rozliczający się w dolarach mogą znaleźć się pod presją z dwóch stron. Jeśli dolar się umocni, a jednocześnie wzrosną koszty zakupu lub transportu, cała kalkulacja kosztowa zacznie się pogarszać. Eksporterzy mogą natomiast krótkoterminowo skorzystać na ruchach walutowych, ale tylko wtedy, gdy mają właściwie ustawione ceny, warunki płatności i marże. Bez tego nawet pozornie korzystny kurs może maskować inne ryzyka kosztowe.

REKLAMA

Firmy często zaczynają śledzić kurs walut dopiero wtedy, gdy zaczyna on bezpośrednio wpływać na ich działalność. Rynek jednak zwykle nie wysyła wcześniej zaproszenia. Obecna wyprzedaż kryptowalut pokazuje, jak szybko mogą zmieniać się nastroje - wspomina prezes firmy Akcenta.

Jego zdaniem dla przedsiębiorstwa posiadającego przychody lub koszty w walucie obcej kluczowe jest więc wiedzieć, przy jakim kursie zlecenie pozostaje jeszcze rentowne, a od którego momentu zaczyna zagrażać marży.

Po wcześniejszych wzrostach kryptowaluty wypracowały sobie wizerunek aktywów zdolnych szybko generować wysokie zyski. Obecny spadek przypomina jednak drugą stronę tej historii. Bitcoin stracił niemal połowę wartości względem ubiegłorocznych szczytów przekraczających 126 000 dol. Mniejsze kryptowaluty znajdują się w jeszcze gorszej sytuacji i podczas wyprzedaży zwykle tracą szybciej niż lider rynku.

Dla rynków finansowych nie jest to więc jedynie kolejna kryptoburza. To test gotowości inwestorów do podejmowania ryzyka. Jeśli obawy związane z aktywami cyfrowymi rozleją się na inne segmenty rynku, skutkiem może być silniejszy dolar, droższe finansowanie, większa presja na waluty Europy Środkowej oraz trudniejsze planowanie dla firm prowadzących handel zagraniczny.

REKLAMA

Wniosek dla przedsiębiorstw jest prosty. Nie trzeba spekulować na bitcoinie, aby jego spadek pośrednio wpłynął na działalność firmy. Wystarczy, że ta sama nerwowość poruszy kursy walut, ceny ropy lub oczekiwania dotyczące polityki banków centralnych - podsumowuje prezes firmy Akcenta.

W takim otoczeniu ryzyko walutowe przestaje być teoretyczną pozycją w planie finansowym i staje się bardzo konkretnym czynnikiem, który może przesądzić o marży całego kontraktu.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-09T18:18:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T15:55:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T10:38:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T08:48:45+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T06:35:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T05:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-08T23:06:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-08T22:18:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-08T21:12:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-08T19:21:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-08T17:42:37+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA