Obrońcy jak największego udziału alkoholu w naszej rzeczywistości sięgają po coraz bzdurniejsze argumenty. Po tym, jak przez wyższą akcyzę mają stracić polscy rolnicy, teraz przyszedł czas na przekonywanie, że zakaz reklamy procentów pogrzebie polski sport.

Przed nami kolejne posiedzenie sejmowej podkomisji ds. nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Tym razem dyskutowany ma być całkowity zakaz reklamy i promocji napojów alkoholowych. Dla mnie bomba, bo podprogowe komunikaty, kojarzące procenty tylko z młodymi i ładnymi ludźmi, doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Dlaczego na tej samej zasadzie nie zachęcamy do palenia papierosów? Nikotyna w porównaniu z alkoholem to jak kajak przy lotniskowcu, w czym więc problem? Po przeczytaniu od think tanku Instytut Prawa Sportowego opracowania pt. „Wpływ projektowanych przepisów zakazujących reklamy piwa na sektor sportowy”, już wiem.
Polskie prawo już dziś przewiduje szeroki katalog ograniczeń dotyczących treści, czasu, miejsca i odbiorców reklamy piwa. Zanim ustawodawca sięgnie po zakaz generalny, powinien wykazać, że mniej restrykcyjne środki nie są wystarczające - przekonuje Grzegorz Knap, członek zarządu Instytutu Prawa Sportowego.
Alkohol: dlaczego reklamujemy i zachęcamy do trucizny?
W Polsce głównie reklamowanym alkoholem jest piwo - wystarczy się obejrzeć. Scenek z młodymi ludźmi popijającymi setkę wódki albo ćwiartkę przy okazji ogniska, grania na gitarze, czy kajakowania - jeszcze nie widziałem. Projekt Polski 2050 chce skończyć z reklamowaniem alkoholu, włącznie z reklamą piwa bezalkoholowego. I tym razem w pełni wspieram ich inicjatywę. Dlaczego?
Bo alkohol to trucizna. Każdy jego rodzaj i w każdej postaci. Już nawet lampkę wina niby dobrą na rozrzedzenie krwi lekarze schowali między bajki. To jedna z najniebezpieczniejszych substancji psychoaktywnych, co do której naukowcy nie mają cienia wątpliwości. Biorąc pod uwagę uzależnienie psychiczne i fizyczne, skutki społeczne, rodzinne, a także zdrowotne - alkohol wyprzedza nawet opiaty.
Z góry, pod tym względem, procenty patrzą też na przykład na amfetaminę, kokainę, MDMA, czy grzyby psylocybinowe. Ale mimo to wszystkie wymienione przed chwilą substancje są w Polsce surowo zabronione przepisami prawa, a alkohol akurat nie. Co więcej: reklama - jak już ustaliliśmy głownie piwa - atakuje nas z każdej strony: w internecie, telewizji, radiu, czy na zewnętrznych plakatach i bilbordach.
Czyli reklamujemy - i w ten sposób po prostu zachęcamy - do jednej z największych trucizn. Dlaczego? Bo to się po prostu opłaca. Producentom, dystrybutorom, sprzedawcom - wszystkim, tylko nie nam. Ale tu przecież nie chodzi o nas, tylko o nasze pieniądze. To wyraźna różnica, z której dobrze zdać sobie sprawę.
Polski sport na krótkiej smyczy procentów
Instytut Prawa Sportowego chce jednak, żebyśmy na to spojrzeli z zupełnie innej perspektywy. Think tank przekonuje, że całkowity zakaz reklamy alkoholu (piwa) może mieć daleko idące konsekwencje dla polskiego sportu. W grze ma być nawet 100 mln zł rocznie. Czyli, o ile dobrze rozumiem, bez piwa polski sport leży i kwiczy.
Padają zresztą konkretne przykłady: Perła - Browary Lubelskie przedłużyła na trzy sezony umowę z żużlowym drużynowym wicemistrzem Polski Motorem Lublin, Wisła Kraków rozpoczęła trzyletnią współpracę z Carlsbergiem jako Oficjalnym Partnerem Klubu, Legia Warszawa przedłużyła kontrakt z marką Królewskie, a Kasztelan uczcił wieloletnią współpracę z Wisłą Płock limitowaną edycją puszki w barwach klubu.
Po wejściu w życie projektowanego zakazu, wszystkie tego typu partnerstwa straciłyby rację bytu - ostrzega Grzegorz Knap.
Czyli wychodzi na to, że brak reklam piwa przełoży się na kłopoty finansowe nawet takich tuzów sportowych w Polsce, jak Legia Warszawa, czy Wisła Kraków. Więc jaki sens jest to zmieniać? Zwłaszcza, jak dowodzi Instytut Prawa Sportowego, że reklama napojów alkoholowych w sporcie jest uregulowana w kilku krajach europejskich, znanych m.in. z zamiłowania do piłki nożnej: Czechach, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii i Portugalii.
Mimo zróżnicowania krajowych regulacji, w Europie dominuje model reglamentacyjny reklamy piwa: zakazy treściowe, ograniczenia czasowe i medialne, szczególna ochrona małoletnich, limity dotyczące miejsc i wydarzeń z udziałem dzieci. Bayern Monachium współpracuje z Paulanerem, Real Madryt od lat z Mahou, a Bednarek, Kiwior i Pietuszewski grają dziś w FC Porto z logo Super Bock na koszulkach — widzi je każdy polski kibic oglądający mecze z udziałem naszych reprezentantów - twierdzi Knap.
O ile dobrze rozumiem: żadna inna gałąź gospodarki sponsorowaniem sportu nie byłaby w Polsce zainteresowana, jakby zakaz reklamy alkoholu (piwa) wszedł w życie? Motor Lublin nikogo by nie znalazł w miejsce Perły? Taką narrację odbieram jako manipulację. Bo jestem przekonany, że zwolnione przez browary miejsce szybko zajęliby inni. Sport oznacza dużo odbiorców, czyli idealny target reklamowy. Nie tylko w browarach potrafią w ten sposób liczyć pieniądze i generować nowe zyski. Naprawdę.
Kowal zawinił, a cygana powiesili
Ale członek zarządu Instytutu Prawa Sportowego idzie o krok dalej. I przekonuje, że młodych ludzi można o wiele lepiej chronić przed piwem niż zakazem reklam.
Ochronę małoletnich można skuteczniej wzmacniać przez egzekwowanie obowiązujących przepisów, stosowanie mechanizmów weryfikacji wieku w kanałach cyfrowych oraz szczególne zasady dotyczące wariantów 0,0 proc., które wykorzystują oznaczenia wspólne z napojami alkoholowymi. Takie rozwiązania byłyby bardziej proporcjonalne, a jednocześnie nie pozbawiałyby sportu legalnego źródła finansowania - proponuje Grzegorz Knap.
Zatrzymajmy się proszę na chwilę przy tej „ochronie”. Definicja tego słowa mówi o działaniach, środkach lub systemach mających na celu zabezpieczenie osób, mienia lub środowiska przed szkodami, niebezpieczeństwem lub zniszczeniem. Wychodzi więc na to, że wszyscy sobie zdajemy sprawę, ze szkodliwości alkoholu. Wiedzą o tym nawet w Instytucie Prawa Sportowego.
Więcej o alkoholu przeczytasz w Bizblog Spider’s Web
Dyskutujemy wyłącznie o skali ochrony przed nim, tak? Proponuję w takim razie w bardzo podobny sposób potraktować pozostałe substancje psychoaktywne. Chociaż aż tyle za uszami co alkohol nie mają, ale też wpływ - przynajmniej niektórych z nich - na ludzkie zdrowie pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza przy częstszym używaniu. Dlaczego w takim razie nie traktować ich na równo z alkoholem? Na rozmowę o ochronie, jak widać, zawsze przyjdzie czas.
I jeszcze jedno. W tym przypadku, przyznam szczerze, ciśnienie mi się podniosło od razu. Bo to typowy przykład dla przysłowia „Kowal zawinił, a cygana powiesili”. Przecież to, że alkohol zabija, niszczy zdrowie i rozbija rodziny, to wcale nie wina reklamy, skądże znowu. Lepiej zadbać o ściślejszą weryfikację innych przepisów, niż znęcać się na Bogu ducha winną reklamę.
A że akurat właśnie ona jest dźwignią handlu, czyli zwiększa sprzedaż reklamowanego produktu? To najlepiej pominąć milczeniem. Podobnie, jak to, że alkohol (piwo) to trucizna. Na to nie ma żadnego argumentu. A wielka szkoda, bo wtedy dyskusja o reklamowaniu trucizny byłaby chyba o wiele krótsza i pozbawiona manipulacji.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.