REKLAMA

Rząd mówi, że walczy z pijaństwem. Tak naprawdę chodzi o kasę

Rząd chce czterokrotnie podnieść opłatę od „małpek” i tłumaczy to troską o zdrowie Polaków. Brzmi szlachetnie, dopóki nie przypomnimy sobie, że budżet ma rekordową dziurę, a Polacy co roku zostawiają na alkoholu około 50 mld zł. Jeśli naprawdę chodziłoby o walkę z pijaństwem, państwo zaczęłoby od reklam, promocji i wszechobecności alkoholu, a nie od kolejnego skoku na łatwe pieniądze.

alkohol-czyli-rzad-udaje-walke-z-choroba-a-chce-latac-budzet
REKLAMA

Polski deficyt sektora finansów publicznych osiągnął w ubiegłym roku rekordowy poziom 7,3 proc. PKB, czyli jakieś 284 mld zł. Z kolei dług publiczny na koniec 2025 r. dobił do 59,7 proc. PKB. Liczymy go od 1995 r, i gorszych danych nie było. Rząd ewidentnie potrzebuje pieniędzy. Potężna dziura finansowa z każdym miesiącem będzie rządzącym ciążyć coraz bardziej.

Recepta? Jakoś za zasłona dymną trzeba sięgnąć głębiej do kieszeni obywateli. Tak mi coś się wydaje, że właśnie mamy właśnie próbkę tego typu zagrań. Na pierwszy ogień mają pójść „małpki” z alkoholem, o których ostatnio głośnio względem zanieczyszczania środowiska i włączenia ich do sytemu kaucyjnego.

REKLAMA

Ministerstwo Finansów planuje zwiększenie tzw. opłaty od „małpek” z 25 zł do 100 zł za każdy litr czystego alkoholu (100 proc.) - wynika z informacji przekazanych przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.

Rząd rzekomo bierze się za pijaństwo Polaków

„Małpki” z wysokoprocentowym alkoholem mają być przez to droższe. I, jak sugeruje rząd, tym samym trudniej dostępne. W ten sposób powinna też spaść ich sprzedaż. Karol Stec, prezes zarządu Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy, przekonywał mnie niedawno, że codzienna sprzedaż takich małych buteleczek (do 300 ml) z alkoholem jest na poziomie ok. 1,4 mln sztuk. Tym samym wyliczenia wskazujące na nawet 3 mln „małpek” każdego dnia są, jego zdaniem, grubo przesadzone. 

REKLAMA

Tak, czy inaczej zdaniem rządu, jak przekonuje KPRM, tych „małpek” jest zdecydowanie za dużo i trzeba ten proceder jak najszybciej ukrócić. Jak? Wyższym podatkiem, który przełoży się na wyższą cenę jednej takiej buteleczki, przez co Polacy będą po nie sięgać rzadziej. Przecież do tej pory do pijaństwa skłania ich wyłącznie niska cena „małpek”, prawda? Ale taka decyzja ma też inny, szerszy powód. Rząd w ten sposób, jak się dowiadujemy, chce walczyć z pijaństwem Polaków.

REKLAMA

Podwyższenie opłaty ma na celu dalsze zmniejszenie dostępności ekonomicznej tego rodzaju produktów i w konsekwencji zmniejszenie konsumpcji alkoholu. Zmiana ta jest podyktowana rosnącymi wydatkami NFZ związanymi z ochroną zdrowia, w tym świadczeniem usług medycznych osobom uzależnionym - twierdzi KPRM.

Alkoholowa obłuda i hipokryzja

Przyznam szczerze: dawno mnie żaden rządowy komunikat aż tak bardzo nie rozbawił do łez. Na serio. Gdyby nie dodatkowe uczucie maksymalnej hipokryzji w tym przypadku, wziąłbym to za żart roku. Dodałbym jeszcze do tego szczyptę obłudy. Jak inaczej nazwać wmawianie nam, że Polacy wyłącznie dlatego piją, bo alkohol jest za tani? Na tym właśnie ma polegać choroba alkoholowa? Jako trzeźwiący od 15 lat alkoholik mogę to skomentować tylko w jeden sposób: to bzdura na resorach.

Podstawowym powodem alkoholizmu jest działanie alkoholu - substancji psychoaktywnej uzależniającej zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Stojącej za rozbitymi rodzinami i wieloma innymi nieszczęściami. Alkohol niszczy zdrowie, a także bardzo skutecznie po prostu zabija, na drogach też. Cena? To absolutnie rzecz drugorzędna. Alkoholik ma ją w nosie. On się musi napić. Procenty muszą dostać się do organizmem inaczej ten organizm najzwyczajniej w świecie zaczyna kiepsko funkcjonować. Na poziomie psychicznym i fizycznym.

REKLAMA

Więcej o alkoholu przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:

Polacy rocznie na alkohol wydają ok. 50 mld zł. I nagle, na białym koniu, wjeżdża tutaj rząd, który chce ten finansowy tort niby wyrzucić przez okno, bo w końcu zaczął rzeczywiście dbać o nasze zdrowie. Pal licho tę forsę, ważniejsze są przecież wątroby Polaków. Wcale nie chodzi o obłudny skok na kasę, żeby też w ten sposób zreperować przedwyborczy budżet państwa. My po prostu za dużo pijemy i rząd droższymi „małpkami” chce temu zaradzić. Czego nie rozumiecie?

REKLAMA

A co z ok. 16 mln sprzedawanych codziennie w Polsce piw? Że - parafrazując Kiepskiego - piwo to nie alkohol, tak? A co z wszechobecną reklamą alkoholu w mediach, z wykorzystaniem młodych, ładnych ludzi, którzy podpowiadają podprogowo, że procenty są najlepszym sposobem na spędzanie wolnego czasu? Co ze sklepowymi promocjami, w których kupując na przykład 6 piw, drugie tyle dostaje w gratisie? A pół litra wódki za 25 zł też nie przeszkadza? 

Jak rozumiem w tych sprawach ani rząd, ani Ministerstwo problemu już nie widzą? To „małpki” są wyłącznym kłopotem Polaków? Rozumiem, że władza w jakimś stopniu, zwłaszcza, jak trzeba zakopać taką dziurę w budżecie, musi robić obywateli w konia. Ale aż tak? Wstydźcie się rządzący, nic was nie tłumaczy.

REKLAMA
Michał Tabaka
Redaktor

Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA