Szukasz pelletu na zimę, masz przechlapane. Rząd ci wcale nie pomoże
Państwo przez lata przekonywało Polaków, żeby pozbywali się kopciuchów i przechodzili na czystsze źródła ogrzewania. Jednym z zamienników węgla miał być pellet – ekologiczny, wygodny i tani. Wielu ludzi w to uwierzyło, wydało kilkanaście tysięcy złotych na nowe kotły.

Dziś, gdy pellet drożeje, a sama branża mówi o coraz ostrzejszej walce o surowiec, wielu czuje się oszukanych. Zapytałem więc Ministerstwo Energii oraz resort środowiska, co zamierzają z tym zrobić przed zimą. Ministerstwo Energii nie raczyło się odnieść do pytań. Odpowiedziało za to MKiŚ. Z odpowiedzi, które otrzymałem, jasno wynika, że właściciele kotłów na pellet nie powinni liczyć na szybkie rozwiązanie ich problemów.
Miało być ekologicznie i taniej. Teraz pytają, czym będą palić
Od kilku miesięcy otrzymujemy sygnały od właścicieli kotłów na pellet, którzy zrobili dokładnie to, czego przez lata oczekiwała od nich polityka państwa. Pozbyli się starych pieców, wydali pieniądze na nowe urządzenia i przeszli na biomasę. Dziś z przerażeniem patrzą na ceny pelletu i coraz bardziej boją się tego, co czeka ich po wakacjach.
Widzę, że rząd się bardziej przejmuje tymi, co wracają z wakacji, obniżając im ceny paliw. Zastanawiam się, kiedy pomyśli o tysiącach Polaków, którzy nie będą mieli opału na zimę. W styczniu? A może w lutym? – skarży się w mejlu do redakcji pan Marek.
Jeszcze bardziej dosadnie opisuje swoją sytuację pan Przemek.
Tyle było gadania, że kopciuchy na węgiel trują dzieci i staruszków. Wywaliłem kilkanaście tysięcy złotych na kocioł, w którym mam opalać biomasą. Co mam teraz zrobić? Iść do lasu i zbierać chrust? – pyta pan Przemek.
Pani Marta przypomniała mi z kolei jedną z najbardziej pamiętnych wypowiedzi z poprzedniego kryzysu energetycznego.
Zobaczycie, za kilka tygodni Tusk wyjdzie i jak Kaczyński oświadczy, że w zimie mogę palić „wszystkim poza oponami i podobnymi rzeczami” – kpi.
Ludzie, którzy posłuchali państwa, wymienili źródło ciepła i wydali na to własne pieniądze, chcą dziś po prostu wiedzieć, czy państwo ma jakiś plan na wypadek dalszego wzrostu cen pelletu i coraz większej konkurencji o surowiec.
Rząd o problemie wie. Branża przyszła z nim prosto do ministrów
Nie jest tak, że administracja nie ma pojęcia, co dzieje się z pelletem. 15 lipca 2026 r. przedstawiciele Ministerstwa Energii, Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Lasów Państwowych oraz Polskiej Rady Pelletu spotkali się właśnie po to, żeby rozmawiać o sytuacji na rynku.
W spotkaniu uczestniczyli wiceminister energii Konrad Wojnarowski, sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska Mikołaj Dorożała, zastępca dyrektora generalnego Lasów Państwowych Cezary Świstak oraz przedstawiciele Polskiej Rady Pelletu – prezes Adam Sarnaszek i wiceprezes Agnieszka Kędziora-Urbanowicz.
Polska Rada Pelletu zwracała uwagę na coraz większe znaczenie pelletu dla krajowych gospodarstw domowych. Polska, która jeszcze kilka lat temu była eksporterem tego paliwa, coraz większą część produkcji zużywa u siebie. Branża przyszła z konkretnymi propozycjami. Zaproponowała stworzenie długoterminowej strategii zapewniającej dostęp do surowca, rozważenia obniżki VAT na pellet klasy A1, uporządkowania systemu kontroli jakości oraz szerszego wykorzystania agropelletu.
Jak widać, problem jest znany. Był omawiany przez ludzi z branży, urzędników i przedstawicieli dwóch resortów. Nie można powiedzieć, że ktoś w Warszawie pierwszy raz o nim słyszy.
Ministerstwo Energii zignorowało pytania
Do Ministerstwa Energii wysłałem trzy pytania. Chciałem wiedzieć, czy krajowa produkcja pelletu wystarczy na pokrycie zapotrzebowania gospodarstw domowych w sezonie grzewczym 2026/2027 i czy resort widzi ryzyko dalszego wzrostu cen lub problemów z dostępnością paliwa.
Zapytałem również, czy rząd rozważa obniżenie VAT na pellet albo inne formy wsparcia dla gospodarstw domowych. I wreszcie: co konkretnie ustalono podczas lipcowego spotkania z branżą.
Ministerstwo Energii nie raczyło się odnieść. Znacznie bardziej rozmowne (i szczere) okazało się Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Najpierw dostałem informację, że resort zajmuje się sprawą i postara się wrócić z odpowiedzią możliwie szybko. Później przyszła obszerna odpowiedź.
Pelletu nie brakuje dlatego, że Lasy Państwowe przestały ciąć
Zacznijmy od ważnego zastrzeżenia, bo łatwo byłoby tutaj pójść na skróty. Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie potwierdza tezy, że problemy z surowcem do produkcji pelletu wynikają z istotnego ograniczenia pozyskania drewna. Resort podaje, że Lasy Państwowe pozyskały ponad 39 mln m sześc. drewna w 2023 r., ponad 40 mln m sześc. w 2024 r. i ponad 39 mln m sześc. w 2025 r.
Oznacza to, że dostęp do surowca nie został istotnie ograniczony – wskazuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
To ważne. Nie można więc uczciwie napisać, że rząd ograniczył wycinkę, przez co producentom zabrakło trocin i dlatego pellet drożeje. Z odpowiedzi ministerstwa wynika coś innego.
I właśnie to „coś innego” jest dla mnie dużo ciekawsze.
Krajowy potencjał zrównoważonej biomasy jest ograniczony, a zasoby biomasy drzewnej są już obecnie w znacznym stopniu zagospodarowane – przyznaje Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
Dalej resort pisze wprost:
W ocenie Ministerstwa głównym wyzwaniem jest obecnie rosnąca konkurencja o dostępne zasoby biomasy pomiędzy przemysłem drzewnym, energetyką, ciepłownictwem oraz gospodarstwami domowymi – podkreśla MKiŚ.
No i jesteśmy w domu.
Zdaniem rządu problem nie polega więc na tym, że nagle zaczęliśmy pozyskiwać dużo mniej drewna. Problemem jest ograniczony zasób, który jest już w dużej części wykorzystywany i o który konkuruje coraz więcej odbiorców.
Dotyczy to przede wszystkim produktów ubocznych przerobu drewna: trocin, zrębków i wiórów. A więc dokładnie tego, czego potrzebują producenci.
Nie jest to dowód na to, że zimą zabraknie worków z pelletem ani że ich ceny na pewno będą dalej rosły. Pokazuje za to, że problem, o którym mówi branża i którego obawiają się właściciele kotłów, nie jest wymyślony. Podaż jest ograniczona, a chętnych przybywa.
Agropellet? Tak, ale nie na już
Jednym z rozwiązań jest wykorzystanie biomasy rolniczej. Agropellet może być produkowany z pozostałości pochodzących z rolnictwa, dzięki czemu zmniejszałby presję na trociny i pozostałe produkty przemysłu drzewnego. Ministerstwo Klimatu i Środowiska dostrzega w tym pewną szansę.
Biomasa pochodzenia rolniczego może być jednym z elementów, który może przyczyniać się do wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego oraz rozwoju gospodarczego obszarów wiejskich przez rozwój lokalnie dostępnych źródeł energii – wskazuje resort.
Brzmi dobrze. Za chwilę jednak resort przedstawia długą lista rzeczy, które najpierw trzeba zrobić. Zanim kotły spalające agropellet będą mogły zostać szerzej objęte wsparciem w „Czystym Powietrzu” i znaleźć się na Liście Zielonych Urządzeń i Materiałów, trzeba stworzyć odpowiednie ramy prawne i techniczne.
Więcej wpisów o pellecie
Najpierw trzeba określić wymagania jakościowe dla biomasy niedrzewnej i stworzyć system jej monitorowania. Same kotły muszą przejść badania potwierdzające parametry środowiskowe, energetyczne i bezpieczeństwo. Resort wskazuje też, że ze względu na inne właściwości agropelletu konieczne może być dostosowanie konstrukcji lub parametrów pracy urządzeń.
Potem potrzebne są konsultacje z branżą i jednostkami badawczymi oraz okres przejściowy. Na moje pytanie, kiedy „Czyste Powietrze” mogłoby zostać rozszerzone o kotły na certyfikowany agropellet, ministerstwo nie podało żadnej konkretnej daty.
Za to nowe obowiązki i kontrole są dużo bliżej
Znacznie bardziej zaawansowane są prace dotyczące biopaliw. Od 24 maja 2025 r. obowiązują wymagania jakościowe dla pelletu i brykietu drzewnego. Teraz resort pracuje nad rozszerzeniem systemu na kolejne paliwa stałe, w tym agropellet. Chodzi o projekt ustawy UD186.
Po wejściu nowych przepisów podmioty wprowadzające biopaliwa stałe do obrotu mają wykonywać badania paliwa i wystawiać dokument potwierdzający spełnienie wymagań jakościowych. Kontrolować rynek mają UOKiK, Inspekcja Handlowa oraz Krajowa Administracja Skarbowa – Służba Celno-Skarbowa.
Ministerstwo nie zamierza tworzyć postulowanego przez Polską Radę Pelletu specjalnego rejestru producentów i sprzedawców.
Resort zapowiedział też, że projekt UD186 w najbliższych dniach ma zostać skierowany do KPRM, aby następnie mógł trafić pod obrady Rady Ministrów. To wszystko ma sens z punktu widzenia jakości paliwa i ochrony konsumenta. Jeżeli ktoś kupuje pellet, powinien wiedzieć, co właściwie znajduje się w worku i czy paliwo spełnia wymagane normy. Kontrola jakości nie wyprodukuje jednak dodatkowych trocin. Nie sprawi również sama z siebie, że na rynku pojawi się więcej taniego pelletu.
Państwo pomogło kupić kocioł. Teraz ryzyko zostaje z właścicielem
Nie mam pretensji do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o to, że nie potrafi rozporządzeniem stworzyć dodatkowych milionów ton biomasy. Nie twierdzę również, że obecny rząd odpowiada za każdą podwyżkę cen pelletu.
Problem leży gdzie indziej. Przez lata państwo prowadziło politykę, której jednym z głównych elementów było usuwanie z polskich domów starych kotłów węglowych. Ludzie słyszeli, że kopciuchy trują, powinni je wymienić i przejść na czystsze źródła ciepła. Państwo zachęcało do tego również pieniędzmi z „Czystego Powietrza”.
Pellet był i wciąż jest jednym z najpopularniejszych rozwiązań, po który sięgają Polacy. Teraz dowiadują się, że surowca brakuje.
Pytają więc, co mają zrobić. Agropellet? Być może w przyszłości, ale najpierw trzeba przygotować regulacje, normy i przebadać urządzenia. Niższy VAT? Zapytałem Ministerstwo Energii. Nie odpowiedziało. Jakieś inne wsparcie dla gospodarstw domowych? O to również zapytałem Ministerstwo Energii. Nie odpowiedziało. Minister energii Miłosz Motyka opowiada ogólnikami. W tekście opublikowanym kilka dni temu, Michał Tabaka przytacza jego wypowiedź:
Jeżeli chodzi o ceny pelletu współpracujemy z Ministerstwem Klimatu i Środowiska, a także Ministerstwem Rozwoju, mamy podjętych kilka działań, które będziemy realizować w najbliższym czasie – zapowiada szef resortu ME.
Pytam zatem jeszcze raz, czy pelletu wystarczy na zimę i czy resort dostrzega ryzyko kolejnych wzrostów cen? Z odpowiedzi na pytania, które dostałem od MKiŚ wynika, że nic z tego. Wracam więc do pana Przemka:
Wywaliłem kilkanaście tysięcy złotych na kocioł, w którym mam opalać biomasą. Co mam teraz zrobić?
Niestety musi pan liczyć na siebie.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.