Fotowoltaika na balkonie? Spółdzielnia mieszkaniowa: nie, bo nie i jeszcze raz nie

W Niemczech panele słoneczne na balkonach to już standard. W Polsce takie rozwiązanie nie jest praktykowane, głównie przez brak jednoznacznych przepisów. A jak to wygląda w praktyce? Popytałem w paru spółdzielniach mieszkaniowych i już wiem, jak jest.

spoldzielnie-mieszkaniowe-kontra-panale-sloneczne-na-balkonach

Maciej Borowiak, prezes Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej i Magazynowania Energii (SBFiME), w rozmowie z Bizblog.pl zwraca uwagę, że w Polsce w pierwszej kolejności brakuje odpowiednich ram legislacyjnych, żeby taki boom na panele słoneczne na balkonach, z jakim mamy do czynienia u naszych zachodnich sąsiadów, był też możliwy u nas. Dlatego spółdzielnie mieszkaniowe, czy wspólnoty mieszkaniowe mogą na podstawie własnego uznania zgadzać się lub nie zgadzać na tego typu instalacje.

I ja trochę rozumiem zarządców nieruchomości. Oni obawiają się kwestii estetycznych czy bezpieczeństwa. Dlatego potrzebne są jasne zasady i przepisy prawa, które uporządkują ten rynek i pozwolą podejmować decyzje bez strachu, że ktoś bierze na siebie niepotrzebne ryzyko - twierdzi szef SBFiME.

A jakich argumentów używają spółdzielnie mieszkaniowe w takich przypadkach? Postanowiłem to sprawdzić i jako lokator podzwoniłem w tej sprawie po Polsce.

Spółdzielnie mieszkaniowe nie lubią paneli słonecznych

Najpierw dzwonię do administracji osiedla Młodych w Siemianowicach Śląskich. Wychowałem się tam, znam na tym osiedlu każdy kamień. To blokowisko zresztą należy bezsprzecznie do najładniejszych w mieście, doskonale zlokalizowane, nie dziwi więc, że i ceny mieszkań tutaj biją rekordy, przynajmniej jak na Siemianowice Śląskie. Czy w takim razie w takim miejscu łatwo, czy trudno o montaż paneli słonecznych na balkonie? 

Trzeba najpierw do nas złożyć wniosek. I w odpowiedzi prześlemy nasze wytyczne do takiej inwestycji - taką otrzymuję odpowiedź szybko.

Ale, że pani z administracji jest od początku bardzo miła, to staram się ją pociągnąć za język i pytam, czy nie pamięta przypadkiem przynajmniej niektórych z tych wytycznych? Słyszę o odpowiednim montażu, przeprowadzonym przez odpowiednich, uprawnionych do tego fachowców, a także o zapewnieniu na piśmie - też przez konkretnych znawców tematu - że takie panele nie uszkodzą ani konstrukcji ani elewacji bloku. To jeszcze nie koniec.

Do tego dochodzi ubezpieczenie mieszkania na przynajmniej pół miliona złotych - informuje mnie administracja tego siemianowickiego osiedla.

Na razie wychodzi na to, że przy okazji zapytania o panele słoneczne na balkonie spółdzielnie mieszkaniowe zasypują nas biurokratycznymi czynnościami, które mają nas od tego pomysłu odwlec. A jakby ich było za mało, to zawsze zostaje presja finansowa w postaci absurdalnego ubezpieczenia mieszkania. 

Wehikuł czasu i powrót do PRL-u

Dzwonię dalej. Tym razem na celownik biorę Katowicką Spółdzielnie Mieszkaniową. Interesuje mnie osiedle Gwiazd, które jest przy Parku Śląskim i na na ul. Ścigały, w dzielnicy Bogucice. W jednym drugim przypadku dostaje taką samą odpowiedź.

Najpierw pismo do spółdzielni, a w odpowiedzi dostanie pan listę wytycznych - słyszę.

A jakich konkretnie? Dowiaduje się tylko, że jest ich naprawdę bardzo dużo, ale konkretów nie poznaję. Pytam na odchodnym, czy ktoś już sobie z nimi wcześniej poradził. W jednej i drugiej administracji nie znali takich przypadków.

Kolejny telefon wykonuję jako lokator osiedla Bolesława Chrobrego w Poznaniu. Tam też jest dokładnie ta sama procedura: najpierw pismo do spółdzielni, które trzeba złożyć w dziale technicznym. A potem czekanie - do 30 dni - na odpowiedź. Czy ktoś już w ten sposób panele słoneczne na balkonie zamontował w zasobach Poznańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej? 

Na tę chwilę nikt nie dostał takiej zgody - informuje mnie pracownica administracji osiedlowej w stolicy Wielkopolski.

I słyszę o względach bezpieczeństwa, że w domach wielorodzinnych to bardzo trudne. Przecież przez taką instalacje może w całym bloku prądu zabraknąć i co wtedy? Jak będzie spięcie w instalacji i pożar zajmie przez to cały blok? Powoli czuję, że znowu mam 10 lat i przeniosłem się do połowy lat 80. ubiegłego stulecia. Po rozmowie z pracownikami Robotniczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Praga” w Warszawie jestem już pewny: nie wiem, jak, ale na bank wsiadłem do wehikułu czasu i znalazłem się ponownie w czasach głębokiego PRL-u. 

Najpierw pani z 30-letnim stażem pracy w tej warszawskiej spółdzielni ze zdziwieniem informuje mnie, że jak długo jest w tym miejscu, tak jeszcze nigdy nikt nie miał tak dziwnej prośby. A jeżeli chodzi o szczegóły, to przekieruje mnie do inspektora. Następnie pan z niskim głosem niszczy moje resztki nadziei i stwierdza, że w budynkach spółdzielni „Praga” instalacja paneli słonecznych na balkonie nie jest możliwa. Bo?

Bo nie przewiduje tego statut spółdzielni. Ten może zmienić walne zgromadzenie członków, które było chwilę temu. A następne jest za rok - słyszę z wyraźną nutą zniecierpliwienia, po jaką cholerę dociekam, skoro to takie oczywiste.

Transformacja energetyczna pisana przez Bareję

Bareja wiąż żyje - myślę sobie i rozglądam się nerwowo, po tej ostatniej rozmowie. Ale do śmiechu mi wcale nie jest. Bo też wnioski nie napawają optymizmem. Po pierwsze naprawdę trudno dyskutować z często powtarzanym argumentem, że spółdzielnie mieszkaniowe to relikt dawno zapomnianych czasów, który w żaden sposób nie ruszył do przodu, nie zmienił się wcale. 

I rzeczywiście, w odpowiedzi na zapytanie o panele słoneczne na balkonie albo jestem zasypywany wytycznymi, których i tak koniec końców nie będę mógł spełnić albo machina w postaci statusu spółdzielni od razu wydaje wyrok i stwierdza, że takie fanaberie, jakie mi chodzą po głowie, są nie do zaakceptowania. Z systemem nie wygrasz, synku. No chyba, że przekonam do swojego pomysłu fotowoltaicznego większość lokatorów, która wyrazi to w głosowaniu organizowanym raz w roku.

Więcej o spółdzielniach mieszkaniowych przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:

Po drugie jest mi smutno z innego względu: moja seria telefonów po spółdzielniach mieszkaniowych w różnych regionach Polski pokazała, że z naszą oddolną transformacją energetyczną nie jest wcale dobrze. I nie dotyczy to wyłącznie użytkowników pomp ciepła, którzy od lat czekają na specjalne taryfy, czy tańszą energię. Inicjatywy energetyczne, które chociażby w małym stopniu mogłyby zmniejszyć nasze rachunki za prąd, zabijamy po prostu w zarodku. Taka jest przynajmniej taktyka spółdzielni mieszkaniowych, w zasobach których ciągle mieszka ok. 5–6 mln Polaków.

I jeszcze jeden wniosek: edukacja energetyczna jest potrzebna na każdy poziomie. To nie podlega dyskusji.

Michał Tabaka
Redaktor

Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.