Lubię samochody elektryczne. Zmieniają nasz świat nie do poznania
Przeczytałem diagnozę profesora polityki energetycznej i klimatycznej na Uniwersytecie Oksfordzkim i zgadzam się z nią całkowicie. To, co oglądamy na rynkach surowców energetycznych, to ostatnie podrygi, bo samochody elektryczne zmienią wszystko.

Ostatnie lata bardzo jaskrawie pokazały, że nic tak skutecznie nie szarpie globalną gospodarką, jak kryzysy energetyczne. Sama zaś produkcja energii elektrycznej stałą się wyjątkowo skuteczną kartą przetargową w relacjach międzynarodowych. Czy w takim razie tak będzie wyglądać nasza rzeczywistość przez następne dziesięciolecia? Przerywana co kilka lat rekordowymi cenami gazu, ropy i węgla, które będą pod coraz większą presją polityczną? Zdaniem Jana Rosenowa, profesora polityki energetycznej i klimatycznej na Uniwersytecie Oksfordzkim, wcale nie jesteśmy skazani na taką energetyczną sinusoidę. Bo rynek do niepoznania mają zmienić samochody elektryczne.
Pytanie nie brzmi już, czy samochody elektryczne zdominują rynek, ale jak szybko - czytam w najnowszym wpisie na blogu Jana Rosenowa.
Samochody elektryczne, czyli zmiana, której już nie zatrzymamy
Rosenow przypomina, że Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) musiała wielokrotnie korygować swoje prognozy w górę, ponieważ liczba pojazdów elektrycznych stale przewyższała wcześniejsze analizy. Jeszcze w 2015 r. na całym świecie sprzedano 330 tys w pełni samochodów elektrycznych z akumulatorem (BEV), co stanowiło ok. 1 proc. wszystkich nowych samochodów. Ale w 2025 r. takich pojazdów było już 14 mln, co stanowi wzrost o 27 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim i prawie dwukrotność liczby sprzed zaledwie trzech lat.
Jeśli uwzględnimy hybrydy plug-in, 5 proc. światowej floty samochodowe to obecnie pojazdy elektryczne, a ponad dwie trzecie wszystkich sprzedawanych samochodów elektrycznych to pojazdy w pełni elektryczne - wylicza profesor z Uniwersytetu Oksfordzkiego.
Istotne jest też tempo tej zmiany warty na rynku motoryzacyjnym. Przecież dopiero w 2008 r. wprowadzono na rynek Teslę Roadster, drogi samochód koncepcyjny o zasięgu 200 mil (322 km). A następnie pojawił się Nissan Leaf, pierwszy cieszący się dużym powodzeniem samochód masowy, który jest produkowany do dziś.
Wielu producentów samochodów poszło w ich ślady i do 2025 r. na świecie istniało około 650 różnych modeli samochodów w pełni elektrycznych, a liczba ta stale rośnie z roku na rok - pisze Jan Rosenow.
Spada zużycie ropy naftowej
Tymczasem jeszcze dekadę temu najważniejsi gracze na rynku motoryzacyjnym po prostu wyśmiewali samochody elektryczne. Rosenow przypomina, jak w 2015 r. ówczesny prezes Daimlera (obecnie Mercedes-Benz Group) publicznie określił Teslę mianem żartu, niepoważnej firmy, przedsiębiorstwa, które nigdy nie odniesie sukcesu. Tradycyjne silniki spalinowe miały bez problemu odeprzeć atak ze strony samochodów elektrycznych. Stało się jednak inaczej.
W 2023 r. Model Y stał się najlepiej sprzedającym się samochodem w Europie, jako pierwszy pojazd elektryczny zasilany akumulatorem w historii - przypomina Jan Rosenow.
Rosnąca presja ze strony samochodów elektrycznych musi mieć swoje konsekwencje dla rynku ropy. Przecież transport drogowy odpowiada za prawie połowę światowego zapotrzebowania na ropę naftową. Dobrym przykładem tej paliwowej zmiany warty są Chiny. W pierwszej połowie 2026 r. samochody elektryczne zastąpiły szacunkowo 33,7 Mtoe zużycia ropy naftowej, co stanowi wzrost o 42 proc. w porównaniu z 23,7 Mtoe w 2025 r.
Paliwa kopalne zastąpione przez pojazdy elektryczne w ciągu ostatnich sześciu miesięcy stanowiły mniej więcej 6 proc. całkowitego importu ropy naftowej do Chin w 2025 r., czyli około 22 dni importu w średnim tempie z ubiegłego roku - wylicza Rosenow.
Cały świat będzie jak Norwegia?
Dla Rosenowa szczególnym przykładem ekspansji ze strony samochodów elektrycznych jest Norwegia, czyli jeden z najbogatszych krajów świata, dysponujący ogromnymi zasobami ropy naftowej i gazu ziemnego. Tutaj promocja pojazdów na prąd zaczęła się już latach 90. ubiegłego wieku. Efekt?W pierwszym kwartale 2026 r. samochody w pełni elektryczne stanowiły w Norwegii 98 proc. całej sprzedaży nowych pojazdów.
Energia elektryczna jest tania w porównaniu z benzyną. Bezpłatny parking, obniżone opłaty drogowe, dostęp do buspasów i tańsze przeprawy promowe - to łagodniejsze środki wdrożone w celu zwiększenia atrakcyjności pojazdów elektrycznych dla ludzi - tłumaczy prof. Rosenow.
Więcej o samochodach elektrycznych przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
I teraz tym tropem ma podążać coraz więcej rynków wschodzących. Na przykład w styczniu 2024 r. Etiopia stała się pierwszym krajem na świecie, który zakazał importu samochodów benzynowych i wysokoprężnych. Z kolei w Nepalu, kraju bogatym w energię wodną, zaledwie w cztery lata udział samochodów elektrycznych w imporcie nowych pojazdów wzrósł do ponad 75 proc. w 2024 r. I tego trendu już nie odwrócimy. IEA szacuje, że do 2035 r. blisko 50 proc. wszystkich sprzedawanych na świecie samochodów i blisko 30 proc. floty samochodowej będą elektryczne.
Dane sprzedażowe mówią nam o przyszłości, a one zmierzają tylko w jednym kierunku - nie ma żadnych wątpliwości Jan Rosenow.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.