REKLAMA

Rząd bierze się za patologię mieszkaniową. Deweloperzy w ryk

Udają zatroskanych społeczników, straszą wydumanymi konsekwencjami i wyciągają ręce po kolejne dopłaty. Tak deweloperzy reagują na nadchodzące zmiany w prawie, które mają w końcu ukrócić największe patologie na rynku nieruchomości. Skala manipulacji i socjotechniki ze strony Polskiego Związku Firm Deweloperskich robi wrażenie.

protesty-budowa
REKLAMA

Rząd zapowiada uporządkowanie rynku nieruchomości, biorąc na cel aparthotele i najem krótkoterminowy. Pojawiły się projekty ustaw, które mają uderzyć w obchodzenie prawa budowlanego, wzmocnić pozycję mieszkańców i dać gminom realne narzędzia kontroli tego, co dzieje się w budynkach mieszkalnych. Deweloperzy reagują na to wytoczeniem najcięższych dział lobbingowych.

REKLAMA

Deweloperzy bronią aparthoteli

Kluczowe są regulacje dotyczące aparthoteli, które przez lata służyły do omijania norm i budowy mikrokawalerek. Rząd chce jasno rozdzielić funkcje mieszkaniowe i hotelowe oraz wprowadzić minimalną powierzchnię lokalu, czyli 25 mkw. Gminy mają decydować o wydzielaniu lokali użytkowych, a wspólnoty zyskać większy wpływ na najem turystyczny w swoich budynkach.

Nowe przepisy przewidują też centralny rejestr mieszkań na wynajem krótkoterminowy oraz surowsze normy porządkowe, egzekwowane pod groźbą wysokich kar. Samorządy będą mogły wyznaczać całe strefy zakazu takiego najmu. To odpowiedź na skargi mieszkańców na hałas i rotację gości, ale też próba przywrócenia mieszkaniom ich podstawowej funkcji, czyli normalnego zamieszkiwania.

Przeciwko tym zmianom protestuje Polski Związek Firm Deweloperskich. Organizacja przedstawia się jako obrońca interesu społecznego, choć w rzeczywistości broni modelu biznesowego opartego na sprzedaży mieszkań „pod inwestycję”. Po poluzowaniu norm budowlanych w ostatniej dekadzie deweloperzy masowo zaczęli budować mikromieszkania z myślą o flipach i airbnb, a nie o ludziach szukających miejsca do życia i zakładania rodzin. Przyjrzyjmy się konkretnym przykładom manipulacji, jakie stosuje PZFD w swoich ostatnich komunikatach.

Brak dostępnych cenowo mieszkań wpływa na decyzje o dzieciach i emigrację młodych – pisze PZFD.

To przykład techniki moralnego szantażu. Organizacja łączy własny interes sprzedażowy z demografią, sugerując, że bez wsparcia dla rynku deweloperskiego państwo się wyludni. Manipulacja polega na graniu na strachu i emocjach, przy jednoczesnym pomijaniu faktu, że wysokie ceny mieszkań są efektem traktowania ich jako instrumentów inwestycyjnych oraz omijania przepisów.

Polacy nie oczekują ryby, ale wędki, narzędzi, które pozwolą im postawić pierwszy krok na rynku mieszkaniowym – mówi Bartosz Guss, dyrektor generalny PZFD.

O co chodzi? Czyżby znowu chodziło o skompromitowane dopłaty do kredytów? Na to wygląda, bo PZFD pisze o „długofalowej strategii” i konieczności „wsparcia przy zakupie pierwszego mieszkania”. W takim ujęciu dopłaty przedstawiane są jako rozwiązanie systemowe, choć już widzieliśmy, że w praktyce zwiększają popyt i windują ceny.

Najem krótkoterminowy jak niepodległość

A co z najmem krótkoterminowym? PZFD jak diabeł święconej wody boi się opcji przekazania wspólnotom prawa do zarządzenia, że w danym budynku nie ma możliwości funkcjonowania mieszkań na doby pod wieczory kawalerskie i tym podobne.

Aby podnieść komfort mieszkańców budynków mieszkalnych, w których świadczone są usługi najmu krótkoterminowego, postulujemy o przepisy dające realne narzędzia egzekwowania kar za zachowania gości zakłócające porządek publiczny i ciszę nocną – pisze PZFD.

To przykład fałszywego altruizmu. PZFD występuje w roli obrońcy mieszkańców, popierając rozwiązania, które są społecznie akceptowalne, ale nic nie kosztują branży. Organizacja sprzeciwia się jednak zdroworozsądkowemu postulatowi, by to wspólnoty mieszkaniowe same decydowały, czy chcą zezwolić na najem krótkoterminowy w swoich budynkach, czy nie.

Dlaczego umożliwienie wspólnotom decydowania, czy w ich budynkach codziennie mają trwać imprezy i kręcą się coraz to nowe osoby, jest tak piekielnie groźne dla deweloperów? To bardzo proste. Nabudowali tyle mieszkań „inwestycyjnych”, które nadają się tylko do najmu krótkoterminowego, bo nikt nie chciałby w nich mieszkać na stałe, że taka decyzja wspólnoty może sprawić, że staną się niesprzedawalne.

Najem krótkoterminowy często stanowi tańszą alternatywę dla hoteli, umożliwiając turystom przystępne cenowo zakwaterowanie – przekonuje dyrektor PZFD Bartosz Guss.

Takie postawienie sprawy to jednak przykład tworzenia fałszywej alternatywy. PZFD sugeruje, że bez mieszkań na najem krótkoterminowy turystyka ucierpi, tak jakby nie istniała możliwość równoległego rozwoju profesjonalnych obiektów najmu spełniających normy. Zabieg ten ma chronić sprzedaż mieszkań „inwestycyjnych”, udając troskę o dostępność podróżowania.

Nawet dalej PZFD idzie w swoim „stanowisku” w sprawie projektu ustawy. Deweloperzy piszą tam wielkodusznie, że najem krótkoterminowy „oferuje realną szansę korzystania z oferty turystycznej również mniej zamożnym mieszkańcom naszego kraju”. To klasyczny przykład argumentum ad misericordiam, czyli argumentu z litości. W ten sposób chcą w nas wzbudzić poczucie winy za odbieranie szansy na podróżowanie mniej zamożnym osobom.

Koc zamiast standardu przeciwpożarowego budynku

Prawdziwie kuriozalny jest jednak atak deweloperów na rządowe plany zwiększenia ochrony przeciwpożarowej budynków, w których na wielką skalę prowadzona jest działalność parahotelowa. Chodzi o proponowany wymóg, by w budynkach, w których znajduje się więcej niż 6 lokali wykorzystywanych w celach najmu krótkoterminowego, stosowane były standardy przeciwpożarowe jak dla budynków zamieszkania zbiorowego.

Więcej wiadomości na temat nieruchomości można przeczytać poniżej: 

PZFD odpina tu wrotki, przyjmując strategię, która ma na celu przedstawienie rygorystycznych norm bezpieczeństwa jako technicznie niewykonalnych i prawnie wadliwych. Organizacja stara się pokazać, że nowe przepisy to żadna poprawa bezpieczeństwa, ale coś, czego po prostu nie da się pokonać w istniejących budynkach.

Spełnienie tych wymogów wiązałoby się z koniecznością istotnej ingerencji w konstrukcję budynku, co w praktyce uniemożliwia dostosowanie istniejących obiektów do projektowanych regulacji – straszy PZFD.

„Istotna ingerencja w konstrukcję budynku” laikowi może kojarzyć się z wyburzaniem ścian czy dobudowywaniem klatek schodowych, a może nawet działaniem, które może zagrażać stabilności budynku. To klasyczne sprowadzanie sprawy do absurdu, by pokazać, że podwyższenie standardu przeciwpożarowego jest niby niewykonalne.

Co PZFD proponuje w zamian? Wprowadzenie obowiązkowego wyposażenia lokali, np. w gaśnice, koce gaśnicze czy... czujki hałasu. Tak, dla PZFD alternatywą dla ogólnego standardu przeciwpożarowego budynku jest wyposażenie mieszkań w koce gaśnicze i inne gadżety. W ten sposób PZFD chce przenieść koszty poprawy bezpieczeństwa budynków z deweloperów na indywidualnych właścicieli lokali, obniżając przy tym standard tego bezpieczeństwa.

Deweloperzy chcą zabetonować Prawo budowlane

Najbardziej podstępną strategią PZFD jest jednak próba zabetonowania statusu mieszkaniowego lokali, niezależnie od tego, jak intensywnie są one wykorzystywane do celów komercyjnych. PZFD domaga się, aby ustawa wprost zakazała organom nadzoru budowlanego uznawania najmu krótkoterminowego za zmianę przeznaczenia lokalu.

Konieczne jest zatem wpisanie do projektu wprost, że sam fakt świadczenia usługi najmu krótkoterminowego nie powoduje zmiany sposobu użytkowania lokalu mieszkalnego na lokal użytkowy – pisze PZFD.

REKLAMA

Dlaczego to takie niebezpieczne? Pomysł PZFD to ordynarna próba zakneblowania Prawa budowlanego, a konkretnie art. 71. Przepis ten mówi, że do zmiany sposobu użytkowania dochodzi m.in. wtedy, gdy ulegają zmianie warunki ochrony przeciwpożarowej albo stopień intensywności użytkowania obiektu. Deweloperzy chcą po prostu, by ustawa o najmie miała nadrzędny charakter wobec Prawa budowlanego, co już samo w sobie jest absurdem. PZFD chce narzucić nadzorowi budowlanemu jedyną, korzystną dla nich wykładnię, pozbawiając urzędników prawa do samodzielnej oceny sytuacji.

W tym kontekście trudno nie wspomnieć o kuriozalnej sytuacji z firmą deweloperską Arche. Spółka ogłosiła, że zorganizowała spotkanie ws. projektu ustawy, ale pożaliła się, że ofertę dialogu zignorowało ministerstwo. Wiceminister rozwoju Tomasz Lewandowski w serwisie X wyjaśnił, że w rzeczywistości jego resort dostał „wezwanie” na konkretną godziny do siedziby firmy. Miałem się stawić i wytłumaczyć co zamierzam zmienić w prawie – napisał Lewandowski. Dewelopera odesłał do Rządowego Centrum Legislacji, gdzie można złożyć formalne uwagi do projektów ustaw.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-21T04:14:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-20T22:02:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-20T20:12:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-20T18:21:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-20T13:09:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-20T12:03:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-20T09:47:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-20T08:21:11+01:00
Aktualizacja: 2026-01-20T07:45:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-19T19:56:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-19T18:01:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-19T16:18:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-19T14:51:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-19T09:03:43+01:00
Aktualizacja: 2026-01-19T06:33:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-19T05:53:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-18T21:31:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-18T17:33:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-18T15:33:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-18T14:01:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-18T12:11:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-18T09:48:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-18T06:01:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA