Pellet przebił 4000 zł za tonę. Rząd wiedział i nie powiedział
Na nic się zdadzą polityczne uniki. To już pewne: rząd zdawał sobie sprawę z nadchodzącego kryzysu na rynku pelletu i nic z tym nie zrobił. W efekcie tuż przed startem sezonu grzewczego cena biomasy drzewnej bije rekordy.

Im bliżej sezon grzewczego, tym pellet jest coraz droższy. Przy okazji spełniają się prognozy zawarte podobno w opracowaniu Polskiej Rady Pelletu, którego cały czas nie chce pokazać Ministerstwo Energii. Tam jest mowa o cenie nawet na poziomie 4000 zł. Na Allegro pojawiło się już ogłoszenie, dotyczące pelletu certyfikowanego: cena 65 zł za jeden 15-kg worek. Żeby więc w ten sposób uzbierać tonę tego drzewnego opału, to trzeba wydać ponad 4300 zł. Wychodzi więc na to, że prognozy, jakie dostał rząd jeszcze przed wakacjami, były wyjątkowo trafne. Ale dopiero teraz możemy liczyć na jakieś działania. Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ) zapowiada zmianę wajchy.
Wychodzimy absolutnie z dotowania kotłów na pellet, w pierwszej kolejności w ciepłownictwie - zapowiada Paulina Hennig-Kloska, szefowa MKiŚ.
Przypomnijmy, że do tej pory to właśnie kotły na biomasę są najpopularniejszym źródłem ciepła w programie Czyste Powietrze. W kwietniu br. (ostatnie dostępne dane) 79 proc. beneficjentów tego systemu dopłat decydowało się właśnie na te urządzenia grzewcze.
Pellet, czyli kolejne zarzuty kierowane w stronę rządu
Tymczasem pojawił się raport, w którym na podstawie danych, dokumentów i chronologii wydarzeń Izba Gospodarcza Urządzeń OZE (IGU OZE) przeanalizowała przyczyny kryzysu na rynku drewna i pelletu. Wnioski?
Sygnały o zagrożeniu były znane, a mimo to nie zabezpieczono krajowej podaży surowca. Efektem jest rosnąca presja na rynek pelletu, jego dostępność i ceny, którą odczuwają dziś polscy odbiorcy - twierdzi IGU OZE.
Instytut podkreśla, że od miesięcy alarmował o problemach z dostępnością surowca, rosnących cenach pelletu i konsekwencjach dla krajowych producentów urządzeń grzewczych. I przypomina, że rząd wcześniej dysponował analizą naukową dotyczącą przyszłej podaży drewna i skutków prowadzonej polityki. Ekspertyza przygotowana przez naukowców z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie trafiła do MKiŚ już w listopadzie 2025 r.
Tymczasem kolejne działania i zapowiedzi MKiŚ, w tym ograniczanie wsparcia dla kotłów na pellet, rodzą coraz poważniejsze pytania o przyszłość polskiego przemysłu i miejsc pracy. Czy transformacja energetyczna ma wspierać krajową gospodarkę, czy prowadzić do wypychania polskich technologii z rynku? - pyta IGU OZE w social mediach.
Kolejna analiza skrzętnie schowana
Okazuje się, że z ekspertyzą od naukowców z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie było dokładnie tak samo, jak obecnie z analizą Polskiej Rady Pelletu. W jednym i drugim przypadku rząd nie chce pokazywać tych dokumentów.
Podczas spotkań przedstawiciele MKiŚ powoływali się na wnioski dotyczące przyszłej podaży drewna – samego dokumentu jednak branży nie pokazano - czytamy w raporcie IGU OZE.
Dla IGU OZE to bardzo niepokojący scenariusz dla polskich przedsiębiorców. Bo, jak czytamy w raporcie, najpierw tworzone są warunki, w których krajowej branży coraz trudniej funkcjonować, a kiedy pojawiają się tego konsekwencje, to wykorzystuje się je jako argument za ograniczeniem rynku.
Jeśli tak ma wyglądać model transformacji energetycznej, polscy przedsiębiorcy mają pełne prawo zapytać: czy ktoś w MKiŚ policzył, ile polskich fabryk, miejsc pracy i firm instalacyjnych może zniknąć w wyniku takiej polityki? - zastanawia się IGU OZE.
Biomasa jest odnawialna, ale też ograniczona
Do reportu IGU OZE odniósł się Paweł Lachman, prezes Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła, który też zwraca uwagę, że problem z podażą pelletu był znany administracji od dawna. UOKiK również przestrzegał, że popyt na pellet rósł szybciej niż podaż.
Biomasa jest zasobem odnawialnym, ale ograniczonym. Jej wykorzystanie musi uwzględniać realną podaż surowca - przekonuje Lachman.
Więcej o pellecie przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
Szef PORT PC jest zdania, że jeżeli podaż pelletu już nie nadąża za popytem, to dalsze dotowanie nowych kotłów tylko zwiększa presję na rynek i ceny.
Obecnych użytkowników trzeba chronić. Ale państwo nie powinno finansować kolejnych urządzeń na paliwo, którego dostępność jest ograniczona - uważa Lachman.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.