REKLAMA

Poliester, a na metce bawełna. Sprawdzili ubrania dla dzieci i jest dramat

Aż co czwarta próbka ubrań dziecięcych przebadana w laboratorium miała skład inny niż na metce. Kontrola Inspekcji Handlowej i UOKiK-u ujawniła rażące przekłamania – w tym ubrania ze 100 proc. poliestru sprzedawane jako bawełniane.

Co noszą dzieci – bawełnę czy poliester? Kontrola Inspekcji Handlowej

Jeśli obawiacie się, że informacje o składzie ubrań na metce mogą nie być prawdziwe, właśnie dostaliście mocny argument, by nie wierzyć producentom. Wielka kontrola Inspekcji Handlowej i UOKiK-u objęła blisko tysiąc partii odzieży i wykazała wiele nieprawidłowości. Najbardziej niepokojąco wypadły badania laboratoryjne, bo z 113 sprawdzonych partii aż 27 miało skład inny od deklarowanego przez producenta.

Poliester zamiast bawełny

Kontrola objęła 166 firm, od producentów i importerów po hurtownie oraz duże i małe sieci handlowe. UOKiK wskazuje, że sprawdzano ubrania dla dzieci i młodzieży do 168 cm wzrostu, m.in. bluzki, swetry, spodnie, piżamy, bieliznę i kurtki.

Najbardziej rażące przypadki oszustwa metkowego to sytuacje, gdy deklaracja sugerowała naturalną bawełnę, a badanie wykazywało przede wszystkim włókna syntetyczne. W jednej z piżam deklarowano 80 proc. bawełny i 20 proc. poliestru, a laboratorium stwierdziło 100 proc. poliestru. W innej spódnicy zamiast deklarowanych 85 proc. bawełny wykryto 93,6 proc. wiskozy.

Konsumenci mają prawo oczekiwać, że skład ubrania zgadza się z deklaracją producenta. To przede wszystkim zawartość odpowiednich włókien pozwala zadbać o takie cechy tkaniny jak oddychalność czy elastyczność. Między innymi dlatego przy zakupie warto zwracać uwagę nie tylko na praktyczny krój czy design, ale właśnie także skład - mówi Jagoda Kruszewska z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Z kolei sprawdzonyw laboratorium miał zawierać 97 proc. bawełny i 3 proc. elastanu, ale w badaniu wyszło 48,4 proc. poliestru, 46,1 proc. bawełny i 5,5 proc. wiskozy. Podobny problem dotyczył dziecięcej kurtki. Zamiast deklarowanych 85 proc. bawełny i 15 proc. poliestru wykryto 100 proc. poliamidu na wierzchu oraz poliester w pozostałych wskazanych częściach.

Więcej o UOKiK przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:

Nie zawsze rozbieżności były jednak tak duże. Część wynikała z pomijania niewielkich ilości włókien w ściągaczach, aplikacjach czy innych elementach ubrania. W badanych piżamach pojawiał się na przykład elastan w ściągaczach, choć metka wskazywała 100 proc. bawełny.

Pełna lista ubrań ze składem, który nie odpowiada deklaracjom na metkach, znajduje się tutaj.

Kontrole będą kontynuowane

Kontrola pokazała też problemy, które można zauważyć bez badania materiału w laboratorium. W 188 partiach stwierdzono uchybienia formalne, m.in. angielskie nazwy włókien zamiast wymaganych polskich, niewłaściwą kolejność składników oraz różnice między opisem produktu w internecie a fizyczną metką. Czasami w ogóle nie było danych producenta, importera lub dystrybutora.

Skład powinien być podany na etykiecie, wszywce lub na opakowaniu produktu. Włókna powinny być w języku polskim, w kolejności od największej do najmniejszej zawartości. Aby ubrania jak najdłużej były w dobrym stanie, warto stosować się do zaleceń prania czy suszenia, zwłaszcza jeśli producent podał je przy produkcie. Pamiętajmy, że wątpliwości dotyczące produktu można zgłaszać sprzedawcy, producentowi lub Inspekcji Handlowej - mówi przedstawicielka UOKiK-u.

Zakwestionowane przez Inspekcję Handlową partie muszą zostać wycofane ze sprzedaży, a oznakowanie poprawione. Firmy odpowiedzialne za produkty z nieprawidłowym składem zostali obciążeni kosztami badań laboratoryjnych. UOKiK zapowiada, że kontrole będą kontynuowane.

Jacek Bereźnicki
Redaktor

Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.