Łapiesz się chociaż na medianę zarobków? Ja nie. Podobnie jak połowa Polaków
Prawie 10 tys. średniej krajowej? Patrzę na kolejne dane o przeciętnym wynagrodzeniu i zastanawiam się, kto tak zawyża te liczby. Z najnowszych danych o zarobkach w gospodarce narodowej wynika, że połowa Polaków zarabia mniej niż 7691 zł brutto, co piąty nie przekracza 5279 zł, a próg wejścia do najlepiej zarabiających 10 proc. wynosi już ponad 17 tys. zł. Co gorsza, płacowy dystans między dołem a górą nie spada. Ba, właśnie znowu się powiększył.

Lekturze medialnych doniesień o przeciętnej pensji często towarzyszy irytacja, której sfrustrowani komentujący nie próbują nawet ukryć. Oczywiście najczęściej są to osoby, dla których przeciętne wynagrodzenie rzędu 10 tys. zł – bo tyle wyniosło w drugim kwartale, czemu poświęcamy akapit na końcu – to marzenie ściętej głowy.
Tu pojawia się pierwsza pułapka statystyczna. Dane o wynagrodzeniach mówią bowiem o kwotach brutto. W rzeczywistości na konta pracowników trafiają kwoty niższe, zwykle o ok. 25-30 proc. – w zależności od, przede wszystkim, wysokości zarobków (im wyższe, tym wyższe opodatkowanie), a także szeregu innych zmiennych, jak np. wiek, uczestnictwo w PPK czy koszty uzyskania przychodu. Jeśli więc czytamy, że w czerwcu przeciętne wynagrodzenie wyniosło 9,4 tys. zł, oznacza to kwotę brutto – w przeliczeniu na rękę jest to ok. 6,7 tys. zł.
I to kwota znacznie bliższa płacy przeciętnego mieszkańca Polski, choć – tu pojawia się druga pułapka statystyczna – dla większości wciąż abstrakcyjna; większość z nas, i to zdecydowana, zarabia mniej.
Rozwiązanie tej zagadki tkwi w słowie „przeciętne”. Oznacza ono – ni mniej, ni więcej – średnią arytmetyczną. Powstaje w taki sam sposób, w jaki obliczaliśmy np. średnią ocen w szkole: sumowaliśmy je i dzieliliśmy przez liczbę przedmiotów. GUS robi tak z wynagrodzeniami: sumuje je i dzieli przez liczbę etatów. Otrzymana w ten sposób średnia przedstawia jednak mocno zniekształcony obraz rzeczywistości. A to dlatego, że jest ona miarą bardzo wrażliwą na wszelkie skrajności. W przypadku wynagrodzeń takimi odchyleniami znacząco zakrzywiającymi w górę średnią są bardzo wysokie uposażenia stosunkowo nielicznej grupy najlepiej zarabiających w Polsce osób. Ciągną one całą średnią w górę – a przy okazji przyczyniają się do frustracji niejednego czytelnika.
Mediana, czyli bliżej rzeczywistości
Lepiej płacową rzeczywistość oddaje inna miara – nieczuła na rzadkie „wyskoki” anormalnych płac mediana. Ta dzieli całą zbiorowość pracujących na dwie równe części, z których jedna zarabia więcej, a druga – mniej. Dlatego mediana zwana jest w statystyce wartością środkową.
Problem z medianą wynagrodzeń w Polsce jest jednak taki, że poznajemy ją ze znacznym (zwykle półrocznym) opóźnieniem – w przeciwieństwie do danych o przeciętnych płacach, na które czekamy ok. trzech tygodni od końca miesiąca.
Poza wspomnianymi wyżej wadami, podawane w ten sposób przeciętne wynagrodzenie ma jeszcze jedną: dotyczy znacznie mniejszej grupy pracujących – ogranicza się bowiem do sektora przedsiębiorstw, i to takich, które zatrudniają 10 lub więcej osób (GUS stosuje też inne wyłączenia). W praktyce oznacza to 6 mln 375 tys. osób – tyle etatów w tym właśnie „sektorze przedsiębiorstw” było w czerwcu według najnowszych danych. Tymczasem w całej polskiej gospodarce jest ich znacznie więcej – w lutym 2026 r. było ich ponad 15 milionów. Przeciętne wynagrodzenie brutto w tej grupie wyniosło wtedy 9 966 zł, a mediana wynagrodzeń – 7 691 zł. W przeliczeniu na rękę to odpowiednio ok. 7,1 tys. zł i 5,6 tys. zł.
Łapiecie się chociaż na medianę? Ja nie. Podobnie zresztą jak połowa społeczeństwa.
Mediana wynagrodzeń w gospodarce narodowej w lutym 2026 r. wyniosła 7690,82 zł. Oznacza to, że połowie zatrudnionych zostało wypłacone wynagrodzenie nie wyższe niż ta kwota, a drugiej połowie nie niższe. Wartość mediany wynagrodzeń różniła się w zależności od płci – wśród mężczyzn wyniosła 7753,52 zł, natomiast wśród kobiet – 7631,04 zł.
Decyle, czyli jak naprawdę wygląda zarobkowa drabina
Dane GUS o wynagrodzeniach w całej gospodarce, choć opóźnione, dają nam jeszcze więcej możliwości analitycznych: pozwalają rozłożyć płace w Polsce na czynniki pierwsze. A to dzięki – uwaga, trudne słowo – decylom. To jakby słupy graniczne, które dzielą pracujących ze względu na to, ile zarabiają. Jest ich dziewięć, więc dzielą wszystkich na 10 dochodowych grup – każda liczy po 10 proc. społeczności.
Np. decyl pierwszy, który w lutym był równy minimalnemu wynagrodzeniu, pokazuje 10 proc. osób o najniższych zarobkach. Inaczej mówiąc: 10 proc. osób zarabiających w Polsce najmniej otrzymało w lutym za pracę nie więcej niż ustawowe minimum, czyli 4 806 zł brutto. To ok. 3,6 tys. zł na rękę.
Drugi decyl, który oddziela 20 proc. najmniej zarabiających Polaków od pozostałych 80 proc., wynosił w lutym 5 279 zł brutto. Inaczej mówiąc: to granica, której nie przekroczyło wynagrodzenie co piątego pracującego.
Idąc w górę po decylowej drabinie dochodzimy do decyla piątego – to znana nam już mediana: 50 proc. zarobiło mniej niż 7 691 zł, 50 proc. – więcej.
Kolejne decyle wyznaczają zarobkowe klasy wyższe, a elitę oddziela decyl 9. W lutym wynosił 17,1 tys. zł brutto (ok. 11,8 tys. zł na rękę) – tyle trzeba było zarobić, żeby znaleźć się wśród 10 proc. najlepiej zarabiających w Polsce.
Biorąc pod uwagę wielkość podmiotu, najwyższą wartość mediany wynagrodzeń odnotowano w podmiotach o liczbie pracujących 1000 i więcej osób – 9146,18 zł (118,9% wartości ogółem), a najniższą w podmiotach o liczbie pracujących 9 i mniej osób – na poziomie płacy minimalnej, tj. 4806,00 zł (62,5% wartości ogółem). W podmiotach o liczbie pracujących 9 i mniej osób mediana wynagrodzeń brutto pozostaje na poziomie płacy minimalnej.
Więcej tekstów o wynagrodzeniach na Bizblog Spider's Web
Płacowy odlot. 1,6 tys. zł podwyżki w miesiąc
Samo spojrzenie na powyższe dane pozwala się przekonać, jak potężne jest rozwarstwienie płac wśród Polek i Polaków. Pensje 10 proc. najlepiej zarabiających są ponad 3,5-krotnie wyższe od zarobków 10 proc. najniżej uposażonych. Smutne – przynajmniej dla tych drugich – jest jednak również to, co się w tej materii zmienia.
Okazuje się bowiem, że te tzw. nożyce płacowe, czyli rozwarstwienie między osobami o najniższych i najwyższych zarobkach w Polsce, wciąż się rozwierają. Doskonale ilustruje to grafika pokazująca tempo, w jakim w ciągu zaledwie jednego miesiąca zmieniły się wartości wyznaczające poszczególne decyle.
W pierwszym nie zmieniło się nic – pozostał równy płacy minimalnej. Jednak w pozostałych grupach dochodowych zarobki wzrosły – im wyższe, tym mocniej. Mediana wynagrodzeń wzrosła w miesiąc o 3,3 proc., a największy skok zanotował decyl 9 oddzielający zarobkową elitę. Wynagrodzenia w tej grupie wzrosły w miesiąc o ponad 10 proc.
Procenty mogą być dla części czytelników zbyt abstrakcyjne, dlatego przełożymy je na konkretne kwoty.

W przypadku mediany wzrost wobec stycznia wyniósł 244 zł. Decyl siódmy, oddzielający 30 proc. najlepiej zarabiających od całej reszty, zwiększył się o 676 zł, ale największy przyrost dotyczył zarobkowej wierchuszki. Uposażenia 10 proc. najlepiej zarabiających zwiększyły się o 1 611 zł (!) – w miesiąc (co daje 57,5 zł podwyżki każdego z 28 dni lutego).
1,6 tys. zł to także jedna trzecia kwoty, na którą osoby z grupy najmniej zarabiających pracują przez cały miesiąc. Na to jednak, by zarobić tyle co zarobkowa elita zarabia w miesiąc, potrzebowałyby one ponad 3,5 miesiąca.
Nożyce płacowe coraz mocniej rozwarte
Może się oczywiście zdarzyć, że w danym miesiącu wystąpiły jakieś jednorazowe czynniki, które zaburzyły statystyki – np. premie, których nie było miesiąc wcześniej. Sprawdziliśmy więc, jak zmieniły się w lutym poszczególne decyle – z medianą na czele – w ujęciu rok do roku, czyli w porównaniu z lutym 2025 r.
Wyniki pokazują mniejsze zróżnicowanie dynamiki w poszczególnych grupach decylowych. Jednak nie oznacza to, bynajmniej, ograniczenia rozwarstwienia społecznego pod względem płac. Przeciwnie.
W ciągu roku mediana wynagrodzeń zwiększyła się w Polsce o 7,3 proc., a kwoty wyznaczające poszczególne grupy decylowe wzrosły od 3 proc. do ponad 8 proc. Niestety – najwolniejszy wzrost dotyczył grupy osób o najniższych zarobkach. Te najwyższe rosły ponad dwa razy szybciej.

W ujęciu kwotowym to prawdziwa przepaść. W ciągu roku uposażenia 10 proc. osób zarabiających najmniej w Polsce wzrosły o 140 zł. W przypadku 10 proc. zarabiających najwięcej wynagrodzenia w tym samym czasie wzrosły ponad 7,5 razy mocniej – o ponad tysiąc złotych.
W lutym 2026 r. 10 proc. najmniej zarabiających osób otrzymało wynagrodzenie w wysokości co najwyżej 4806 zł (decyl pierwszy). Z kolei 10 proc. najwięcej zarabiających otrzymało wynagrodzenie w wysokości co najmniej 17111 zł (decyl dziewiąty). W większości decyli wynagrodzenia były zróżnicowane ze względu na płeć zatrudnionych. Największa nominalna różnica w wynagrodzeniach według płci wystąpiła w decylu ósmym i wyniosła 603,60 zł na korzyść kobiet. W lutym 2026 r. w czterech z dziewięciu decyli wynagrodzenia kobiet były wyższe niż wynagrodzenia mężczyzn.
Wynagrodzenia tracą impet
Kilka dni temu GUS rzucił nieco światła na to, co działo się z płacami – w całej polskiej gospodarce – w drugim kwartale 2026 r. Okazało się, że przeciętne wynagrodzenie wyniosło wtedy nieco ponad 9 233 zł brutto (ok. 6,6 tys. zł netto), co oznacza, że w rok zwiększyło się o 5,5 proc. – najwolniej od końca 2020 roku. To także słabsza dynamika, niż oczekiwali analitycy.
Zresztą w danych dotyczących sektora przedsiębiorstw też widać hamowanie – w drugim kwartale wynagrodzenia wzrosły tam o 5,7 proc. r/r wobec 6,3-proc. wzrostu kwartał wcześniej.
Dane jasno wskazują na spadek presji płacowej w gospodarce – nie mają wątpliwości analitycy PKO BP.
Ich zdaniem za spowolnienie tempa wzrostu płac odpowiada przede wszystkim utrzymujący się niski popyt na rynku pracy przy niskiej inflacji i ograniczonej sile negocjacyjnej pracowników.
Do niższego niż w poprzednich latach wzrostu płac przyczynia się też niski wzrost płacy minimalnej oraz w sektorze publicznym (w obu przypadkach 3 proc. w 2026 r.) – zauważają w komentarzu eksperci największego polskiego banku.
I przypominają, że dynamika wynagrodzeń w ujęciu realnym, czyli po uwzględnieniu inflacji, pozostaje relatywnie wysoka – mimo hamowania w ostatnich latach.
Jest to czynnik stabilizujący optymistyczne prognozy konsumpcji na poziomie ok. 3 proc. r/r w najbliższych kwartałach – uważają analitycy PKO BP.
Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).