Potrzebujemy 140 mld zł na górnictwo. Kopalni na kłódkę nie zamkniesz
Nasza transformacja energetyczna ma zmieść z powierzchni ziemi większość naszych kopalni. Ich likwidacja będzie trudna i bardzo kosztowna. Polski Instytut Ekonomiczny szacuje, że wygaszanie sektora do 2049 r. może kosztować nawet 140 mld zł. Ale to może być tylko wierzchołek ogromnej góry lodowej.

Jeszcze parę lat temu w Bytomiu z powodzeniem działało siedem kopalni i dwie huty. Ale to już historia. 30 grudnia 2025 r. wydobyto ostatnią tonę węgla w KWK „Bobrek” - ostatniej, czynnej kopalni na terenie Bytomia, w której rozpoczął się właśnie okres likwidacji.
Jesteśmy przygotowani do transformacji terenów pokopalnianych. Przedstawiliśmy dobre koncepcje ich zagospodarowania. Takie, które przyniosą realne korzyści dla miasta i pozwolą utworzyć nowe miejsca pracy. Czekamy teraz na ruch rządu - twierdzi Mariusz Wołosz, prezydent Bytomia.
Likwidacja KWK „Bobrek” ma potrwać jakieś cztery lata. Bo trzeba ten pokopalnianych grunt przygotować pod nową działalność. A to zadanie bardzo trudne. Bo kopalnia to wcale nie te kilka budynków na powierzchni. Tak po prawdzie to podziemny miasto, często połączone wielokilometrowymi korytarzami z innymi kopalniami. I jego zamknięcie na cztery spusty wcale takie proste nie jest.
Likwidacja kopalń uregulowana w prawie
Obecnie, w dobie transformacji energetycznej, rząd stara się z górnikami ustalić proces zamykania kolejnych kopalni. Cały czas w mocy jest, podpisany w maju 2021 r. razem z umową społeczną, harmonogram, wedle którego kłódka na bramie do ostatniej kopalni ma zawisnąć w 2049 r. Ale już niebawem, bo w 2028 r. swoją działalność ma zakończyć KWK „Bolesław Śmiały”, w 2029 r. - KWK „Sośnica”, a w latach 2035–2037 czas ma przyjść na KWK „Piast-Ziemowit”. Eksperci doskonale zdają sobie sprawę, że likwidacja tych wyrobisk będzie znacznie trudniejszym zadaniem niż ich zamknięcie.
Proces likwidacji kopalń jest przedsięwzięciem złożonym i długofalowym, ściśle uregulowanym przez ustawę Prawo geologiczne i górnicze - zaznacza w rozmowie z Bizblog.pl Anna Swiniarska-Tadla, rzecznik prasowy Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach.
Zgodnie z tymi regulacjami, to na przedsiębiorcy spoczywa obowiązek likwidacji zakładu górniczego. Musi ona objąć takie zadania jak: zabezpieczenia lub zlikwidowania wyrobisk górniczych oraz urządzeń, instalacji i obiektów zakładu górniczego, niezbędne środki chroniące sąsiednie złoża kopalin, a także te chroniące wyrobiska sąsiednich zakładów górniczych. Do tego dochodzi jeszcze ochrona środowiska oraz rekultywacja gruntów po działalności górniczej.
Precyzyjne określenie czasu trwania likwidacji kopalni jest trudne, ponieważ proces ten jest wysoce zindywidualizowany - przyznaje Anna Swiniarska-Tadla.
Ten proces może potrwać nawet 15 lat
Znane są za to widełki. Przyjmuje się, że standardowy proces fizycznej i technicznej likwidacji kopalni trwa zazwyczaj od 5 do 15 lat. Faza przygotowawcza, obejmującą m.in. opracowanie Planu Ruchu Likwidowanego Zakładu Górniczego, inwentaryzacja majątku i wybór technologii likwidacji szybów - trwa jakieś 1–2 lata. Z kolei likwidacja techniczna (np. zabezpieczenie wyrobisk i rozbiórka powierzchniowa) to już okres, który trwa od 4 do nawet 10 lat. Na koniec zostaje jeszcze rekultywacja terenu, monitoring i odwadnianie.
Każdy przedsiębiorca posiadający koncesję wydobywczą ma obowiązek utworzenia funduszu likwidacji zakładu górniczego - przypomina rzecznik prasowa WUG.
Albo przedsiębiorcy przeznaczą na fundusz równowartość co najmniej 3 proc. odpisów amortyzacyjnych od środków trwałych zakładu górniczego albo na fundusz trafia równowartość nie mniej niż 10 proc. należnej opłaty eksploatacyjnej.
Formalna likwidacja funduszu następuje po zakończeniu procesu zamykania zakładu, na mocy decyzji organu nadzoru górniczego, po zasięgnięciu opinii właściwego wójta, burmistrza lub prezydenta miasta - akcentuje Swiniarska-Tadla.
Zamiast węgla park tradycji albo teatr tańca
W umowie społecznej sprzed prawie pięciu lat mowa jest o Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, który koncentruje się na działaniach polikwidacyjnych. Jego kondycja jest jednak zagadką, zresztą podobnie jak i dalsze losy tego całego dokumentu. Przecież w umowie społecznej jest wykaz niezbędnych inwestycji, takich jak budowa infrastruktury do zagazowywania węgla w technologii IGCC z członem do wychwytu CO2, czy budowa instalacji wytwarzania wodoru z gazu koksowniczego.
Więcej o kopalniach przeczytasz w Bizblog:
Tyle tylko, że te inwestycje zostały na papierze. Dlatego kreślenie wizji, w której zlikwidowane kopalnie zamieniają się, niczym za dotykiem czarodziejskiej różdżki, w nowe obiekty biznesowo-kulturalne lepiej traktować ostrożnie. Chociaż do tej pory kilka takich modyfikacji udało się przeprowadzić. Na przykład w Siemianowicach Śląskich na terenie dawnej KWK „Michał” powstał Park Tradycji. A w byłej KWK Rozbark w Bytomiu powstał Teatr Rozbark i Centrum Sportów Wspinaczkowych, dawna cechownia i kotłownia pełnią dziś funkcję siedziby teatru tańca. W przyszłości byłe kopalnie mogą też wnieść swój wkład energetyczny.
Nowym kierunkiem w zakresie zagospodarowania obiektów i terenów pokopalnianych, w którym szczególny nacisk kładzie się na proekologiczne wykorzystanie potencjału kopalń, jest możliwość wykorzystania wód kopalnianych, z których instalacje pomp ciepła mogłyby odzyskiwać energię na przykład do ogrzewania okolicznych osiedli. Rozważa się również wyrównywanie hałd po odpadach kopalnianych i zabudowę na nich paneli fotowoltaicznych, co pozwoliłoby na produkcję zielonej energii bez zajmowania gruntów rolnych - zdradza Anna Swiniarska-Tadla.
Fot. Piaxabay/Willi Heidelbach







































