REKLAMA

Polacy więcej płacą za benzynę. „A Tusk się cieszy”

To się chyba zaczęło, gdy Cimoszewicz powiedział niewygodną prawdę o ubezpieczeniach rolników i stracił stanowisko. Teraz nawet rozsądny ruch rządzących potrafi w ciągu kilku godzin zatrzasnąć partyjnymi preferencjami. Politycy chętnie korzystają z siły internetu, a siła internetu z ich przekazu dnia. Przykład? Ceny paliw.

ceny-paliw-wakacje-rzad-czyli-popullizm-rozpycha-sie-lokciami
REKLAMA

Chociaż wybory parlamentarne, które wyłonią nowy rząd, dopiero w Polsce za rok z okładem, to już teraz jesteśmy świadkami walki na całego o przyjazne dusze przy urnach. Tak na to patrzę i dochodzę do dwóch wniosków: po pierwsze dzisiaj social media chyba trzymają władzę na krótszej smyczy niż dawniej zwykła opinia publiczna. A po drugiej: chyba lepiej być na stałe w opozycji. Bo sytuacji, w których w rządzących - niezależnie od kierunku podjętych decyzji - i tak uderzy fala krytyki, jest po prostu coraz więcej. 

Z pułapki pt. „i tak źle i tak niedobrze” wydaje się nie być wyjścia. To niestety przy okazji do syta karmi populistów, przez co w tego typu dyskusjach na merytorykę jest coraz mniej miejsca. Przykład? Ceny paliw. Nie wiem, czy wiecie, ale rząd Tuska postanowił ukarać Polaków i tuż przed wakacjami letnimi wygasił pakiet osłonowy „Ceny Pali Niżej”, który obniżał podatek VAT i akcyzę na benzynę i olej napędowy. Specjalnie, z premedytacją, żeby nas wszystkich zrujnować. 

REKLAMA

Ceny paliw, czyli rząd funduje nam wakacyjne bankructwo

Program „Ceny Paliw Niżej”, podjęty przez rząd w odpowiedzi na kolejny kryzys energetyczny, wywołany konfliktem na Bliskim Wschodzie i blokadą Cieśniny Ormuz, był z nami od końca marca. Wcześniej Milosz Motyka, minister energii, wyliczał, że miesięczne obciążenie budżetu państwa z tego powodu jest na poziomie 1,6 mld zł. Teraz zaś Ministerstwo Finansów, w odpowiedzi na zapytanie PAP, twierdzi, że całkowity koszt tego programu to 4,7 mld zł. 

Motyka już kilka tygodni temu sugerował, że ten pakiet osłonowy przyjedzie wyciszać, kiedy za baryłkę ropy będziemy płacić w okolicach 80 dol. lub mniej. Po tym, jak na Bliskim Wschodzie w końcu się nieco uspokoiło, rynki energetyczne przestały nerwowo dygotać. Obecnie ropa naftowa Brent wyceniana jest na mniej niż 71 dol. Taka sytuacja miała miejsce niecałe pięć miesięcy temu, na początku drugiej połowy lutego. 

REKLAMA

Co w związku z tym zrobił rząd Tuska? Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, żeby przy okazji nie pogłębiać i tak szalonego deficytu budżetu, program „CPN” wyciszył. W efekcie cena benzyny i diesla podskoczyła już 1 lipca w niektórych przypadkach nawet o blisko 1 zł. Czyli tankując pod korek, dajmy na to te 50 litrów benzyny, co powinno spokojnie starczyć na kilkaset kilometrów, zapłacimy o 50 zł więcej. Dramat. Katastrofa. Upadek.

Bo przecież budżet państwa jest z gumy

Z tego powodu w social mediach rozpętała się burza niczym po ostatniej fali upałów. Melodia znana od lat: „Tusk znowu rzuca się na nasze pieniądze”, czy „rząd grabi Polaków przed wakacjami”. Ponieważ temat bardzo szybko podjęli politycy opozycji, można przypuszczać, że taki przekaz dnia anonimowych kont w social mediach też był powodowany ich podszeptami. I internetowa gawiedź idzie w to z zamkniętymi oczami. Lajki dosłownie się mnożą. No bo w kupie raźniej, prawda? 

REKLAMA

Niektórzy, wydawać by się mogło poważniejsi obserwatorzy rzeczywistości, nie potrafią zrozumieć, jak rząd tego złego Tuska mógł sobie sam w ten sposób podstawić nogę i to raptem na kilkanaście miesięcy przed wyborami parlamentarnymi. Idąc tym tropem rozumowania, wychodzi na to, że program „Ceny Paliw Niżej”, nawet jakby Iran na wszystkich swoich granicach powbijał na stale białe flagi, a cena ropy spadła poniżej 50 dol., powinien zostać z nami do października 2027 r. 

I dopiero po zaplanowanych na wtedy wyborach parlamentarnych nowy już rząd mógłby z niego zrezygnować. Wyborcy przez następne cztery lata prędzej czy później by o tym zapomnieli. Ale 15 miesięcy to już na taką amnezję zbyt krótki czas. A co z obciążeniem budżetu państwa? Licząc trzy miesiące za 4,7 mld zł, wychodzi na to, że kolejne 15 miesięcy z programem „CPN” kosztowałoby jakieś 23,5 mld zł. Razem ponad 28 mld zł. To prawie połowa kosztów programu Rodzina 800+. który tylko w tym roku ma pochłonąć ponad 61 mld zł. Ale przecież jedno rozdawnictwo nie równa się drugiemu, wiadomo. 

REKLAMA

Na krótkiej smyczy social-mediów

Ale pal licho z tym. A że ci sami obserwatorzy, których tak bardzo boli droższe paliwo na wakacje, zaraz będą załamywać ręce nad budżetowym deficytem i narzekać na zbyt opiekuńczy charakter tak naprawdę biednego państwa? To niestety znany mechanizm, udowadniający, że coraz częściej, zwłaszcza w social-mediowych dyskusjach, miejsca na merytorykę jest z tygodnia na tydzień mniej, tak bardzo łokciami rozpycha się populizm.

REKLAMA

Prawicowe konto w serwisie X dosłownie zapłonęły. Na rzekomym otruwaniu prezydenta Karola Nawrockiego już widać, że za daleko nie da się ujechać, a jeszcze można przy okazji samemu nogę złamać, dlatego na nową kobyłę (a nuż ona poprowadzi tylko prawych do ponownej władzy) trzeba wskoczyć jak najprędzej. Może astronomiczne i absurdalne zarobki lekarzy z Warszawy aż tak wielu w całej Polsce nie bulwersują, ale droższe paliwo na wakacje już tak. 

Atak jest zmasowany, dobrze zorganizowany. Boty nie muszą już dodawać paliwa, wszystko idzie siłą rozpędu: zły Tusk grabi dobrych Polaków na wakacje. Rządzący też poczuli presję i postanowili działać. Ale nie pokazują wcale w tych samych social mediach wykresu z ceną ropy, która zrobiła szerokie koło i wróciła do poziomów sprzed prawe pięciu miesięcy. Nie wyliczają także na co można wydać te miliardy, które strcił budżet przez ten paliwowy parasol. 

Więcej o cenie paliw przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:

REKLAMA

Postawiono na inny rodzaj socjotechniki i podjęto starania, żeby złość Polaków przekierować w inną stronę. Nie trzeba w tym celu niczego tłumaczyć, prostować powielanych przy tej okazji bzdur, wystarczy zaatakować. Kogo? Koncerny paliwowe. Bo przecież one wcale nie są nastawione po prostu na zysk, tylko na życzenie polityków żyją wyłącznie wyborczym kalendarzem. Dlatego Miłosz Motyka, zdziwiony tym, że zewnętrzne firmy znacznie szybciej podnoszą ceny niż je obniżają, zapowiada możliwe kroki legislacyjne, które mają to nieuzasadnione zachowanie raz na zawsze ukrócić. 

Nie wykluczam, że w przyszłości moglibyśmy stworzyć mechanizm, który by mobilizował koncerny do tego, by ceny były podnoszone rzadziej - oznajmił Motyka na antenie TVN24.

REKLAMA

I znowu: nie o merytoryka tu chodzi i o żadne centralne sterowanie, co to to nie. Żyjemy w czasach wirtualnych też emocji. Dlatego liczy się sygnał: rząd aż taki zły nie jest, owszem, w wakacje paliwa nagle ostro podrożały, ale to żadna wina Tuska i jego ekipy, tylko chcących zarobić firm. Proste? I rząd zrobi z tym porządek, pamiętaj, żeby w dobrej rubryce postawić krzyżyk. 

I tak to się kręci, bo musi. A im bliżej będziemy jesieni 2027 r. to ta karuzela będzie poruszać się tylko szybciej, żeby prawdziwy obraz jak najbardziej nam zniekształcić.

REKLAMA
Michał Tabaka
Redaktor

Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA