Trump chciał wygrać wojnę, zatrzymała go ropa. Na fiestę jeszcze za wcześnie
Amerykańskie rynki były w piątek zamknięte z okazji Juneteenth, ale inwestorzy i tak mieli o czym myśleć. Po miesiącach eskalacji między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem uwaga przesunęła się z pola walki na negocjacyjny stół. Porozumienie ma zakończyć wojnę i otworzyć drogę do rozmów o irańskim programie nuklearnym. Problem w tym, że im więcej wiadomo o jego warunkach, tym trudniej mówić o zwycięstwie Donalda Trumpa.

Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji XTB, zwraca uwagę, że pierwsza reakcja inwestorów była bardzo czytelna. Rynek zobaczył przede wszystkim mniejsze ryzyko energetyczne. Ceny ropy spadły z okolic 100 dol. za baryłkę do poziomów poniżej 80 dol., a wznowienie ruchu przez Cieśninę Ormuz oddaliło scenariusz globalnego kryzysu paliwowego.
Dla inwestorów był to sygnał, że najgorsze zostało zażegnane – wskazuje Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji XTB.
Tyle że rynki często szybciej wyceniają ulgę niż polityczne konsekwencje. A tych w tej sprawie jest wyjątkowo dużo.
Trump wraca do tego, co sam krytykował
Przez lata Donald Trump przedstawiał porozumienie nuklearne zawarte w 2015 r. przez administrację Baracka Obamy jako symbol słabości amerykańskiej polityki zagranicznej. Krytykował skalę ustępstw wobec Teheranu, korzyści ekonomiczne dla Iranu i samą logikę negocjowania z reżimem, który – zdaniem jego obozu – należało zmusić do ustępstw presją.
Dziś historia zatoczyła koło, tylko po drodze doszła wojna, skok cen energii i destabilizacja jednego z najważniejszych regionów świata. Administracja Trumpa proponuje Iranowi złagodzenie części sankcji, fundusze odbudowy oraz rozpoczęcie procesu negocjacyjnego dotyczącego programu nuklearnego. Wiele kluczowych szczegółów ma zostać ustalonych dopiero w trakcie kolejnych 60 dni rozmów.
W tym miejscu komentarz XTB wychodzi poza prostą analizę rynku ropy. Stawką staje się polityczny bilans całej operacji. Zwolennicy Trumpa mogą przekonywać, że Teheran usiadł do stołu dopiero po presji militarnej. Krytycy odpowiedzą, że obecne memorandum wygląda na mniej szczegółowe i mniej restrykcyjne niż układ Obamy sprzed ponad dekady.
Można więc postawić tezę, że Obama negocjował, by uniknąć wojny, podczas gdy Trump prowadził wojnę po to, by wrócić do negocjacji – zauważa Mikołaj Sobierajski.
To najmocniejsza myśl w komentarzu XTB, bo dobrze pokazuje rozdźwięk między polityką a gospodarczym rachunkiem. Trump może ogłaszać sukces, ale jego przeciwnicy dostają do ręki bardzo wygodny argument: skoro ostatecznie i tak trzeba było negocjować, to jaki był koszt drogi wybranej przez Biały Dom?
Baryłka ważniejsza niż bomba
Sobierajski zwraca uwagę na jeszcze jeden element. W publicznych wypowiedziach Trumpa regularnie wracał nie tylko irański program nuklearny, lecz także rynek ropy, zagrożenie dla światowej gospodarki i konsekwencje przedłużającego się zamknięcia Cieśniny Ormuz.
To może być klucz do zrozumienia kompromisu. Dla wyborców program nuklearny Iranu jest odległym tematem geopolitycznym. Cena paliwa na stacji, inflacja i koszty energii są znacznie bardziej namacalne. Gdyby ropa utrzymała się w okolicach 100 dol. za baryłkę albo poszła jeszcze wyżej, problem szybko przestałby być wyłącznie bliskowschodni.
Według analityka XTB prawdziwą granicę politycznej swobody Trumpa mógł więc wyznaczyć nie Teheran, ale rynek surowców. Przedłużający się konflikt oznaczałby ryzyko droższej energii, wyższej inflacji i słabszej globalnej koniunktury. Dla administracji, która chce budować narrację wokół stabilizacji gospodarki i niskich cen paliw, byłby to scenariusz wyjątkowo niewygodny.
Inaczej mówiąc: Trump mógł sprzedać porozumienie jako dyplomatyczny sukces, ale wcześniej ropa pokazała mu, ile naprawdę kosztuje dalsza eskalacja.
Rynek kupił koniec wojny. Nie wycenił kosztów pokoju
Z punktu widzenia inwestorów obecna reakcja jest zrozumiała. Mniejsze ryzyko dla transportu przez Cieśninę Ormuz oznacza niższą premię geopolityczną w cenie ropy. Tańsza ropa zmniejsza presję inflacyjną. To z kolei poprawia nastroje na giełdach i daje nadzieję, że banki centralne nie będą musiały reagować ostrzej.
Ten obraz ma jednak słabe punkty. Negocjacje dotyczące programu nuklearnego zostały już opóźnione. Napięcia między Izraelem a Hezbollahem ponownie wzrosły. Coraz wyraźniejsze są też różnice między Waszyngtonem a częścią izraelskiego establishmentu, który krytykuje warunki porozumienia.
Nieprzypadkowo wiceprezydent JD Vance publicznie przypominał izraelskim politykom, kto pozostaje ich najważniejszym sojusznikiem. To sygnał, że obecny układ nie jest tylko sprawą USA i Iranu. To próba przestawienia całej regionalnej układanki, w której każde państwo liczy własne straty i zyski.
Rynek wycenił już koniec wojny. Nie jest jednak pewne, czy wycenił już polityczne koszty pokoju – podkreśla Mikołaj Sobierajski.
To zdanie najlepiej opisuje dzisiejszy dylemat inwestorów. Ceny ropy spadły, ale ryzyko nie zniknęło. Zmieniło tylko formę. Z pola walki przeniosło się do gabinetów, przecieków, komunikatów i rozmów, których wynik pozostaje niepewny.
Ulga może być tylko pauzą
Najbliższe tygodnie pokażą, czy porozumienie rzeczywiście otwiera drogę do stabilizacji regionu, czy jest jedynie krótkim przystankiem przed kolejną rundą napięć. Jeżeli rozmowy będą postępować, ruch przez Cieśninę Ormuz pozostanie drożny, a Izrael i Hezbollah nie doprowadzą do kolejnej eskalacji, inwestorzy dostaną dokładnie to, czego chcą: mniej chaosu i tańszą energię.
Jeżeli jednak negocjacje utkną, obecny optymizm może szybko wyparować. Wtedy spadek cen ropy nie będzie finałem tej historii, ale tylko jej kolejnym rozdziałem.
Jeżeli druga z tych możliwości okaże się bliższa prawdy, obecny spadek cen ropy może okazać się nie końcem historii, lecz jedynie jej kolejnym rozdziałem – wskazuje analityk XTB.
Na razie rynki świętują spokój. Komentarz XTB sugeruje jednak, że to może być spokój kupiony na kredyt. Trump zatrzymał wzrost cen ropy i odsunął groźbę energetycznego szoku, ale dostał w zamian tylko czas. A 60 dni rozmów to jeszcze nie pokój. To dopiero test, czy polityka nadąży za tym, co rynek wycenił już z wyprzedzeniem.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.