Pracował w Brukseli, dziś mówi: musimy zlikwidować ETS
Samuel Furfari, profesor geopolityki energetycznej i były urzędnik Komisji Europejskiej, namawia do zrezygnowania z systemu ETS. W skali globalnej nie przynosi żadnych efektów, narażając państwa członkowskie na coraz większe koszty. Na razie cierpi tylko przemysł, ale już niedługo dotyczyć to będzie także budownictwa i transportu.

Komisja Europejska już w najbliższy piątek (17.07) ma zaprezentować główne założenia reformy systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 - ETS. Obecnie Unia Europejska podzielona na dwa obozy. Jeden, z Polską na czele, opowiada się za jak największymi zmianami, podążającymi w kierunku zwiększenia puli bezpłatnych uprawnień, co miałoby pobudzić konkurencyjność europejskiego przemysłu. Drugi (Dania, Finlandia, Portugalia, Hiszpania i Szwecja) przekonują z kolei, że poluzowanie dotychczasowych zasad spowolni cała transformację energetyczną.
Zupełnie inna propozycja padła za to od Samuela Furfariego, emerytowanego profesora geopolityki energetycznej i polityki energetycznej na Uniwersytecie w Brukseli, a także byłego starszego urzędnika w Dyrekcji Generalnej ds. Energii Komisji Europejskiej. Chce całkowitego zniesienia systemu ETS.
System ten opiera się na chwiejnych podstawach prawnych, podważa konkurencyjność Europy i przekształcił się w kosztowny instrument polityczny - przekonuje Furfari.
ETS i asymetryczne działania na państwa
Samuel Furfari uważa, że system ETS generuje wysoce asymetryczne rezultaty między państwami członkowskimi. Według sprawozdania Komisji Europejskiej z 2025 r. w sprawie wykorzystania dochodów z ETS aukcje uprawnień wygenerowały 38,8 mld euro w 2024 r., z czego 24,4 mld euro trafiło bezpośrednio do budżetów krajowych. A czterech największych odbiorców, czyli Niemcy (5,5 mld euro), Polska (3,8 mld euro), Hiszpania (2,6 mld euro) i Włochy (2,6 mld euro) – odpowiada za 50–60 proc. dochodów bezpośrednich.
Co ważniejsze dla ekonomii politycznej systemu, infrastruktura finansowa europejskiego rynku emisji dwutlenku węgla jest skoncentrowana geograficznie - podkreśla Furfari.
Były urzędnik KE zwraca uwagę, że po stronie kosztów obciążenie ze strony systemu ETS spada nieproporcjonalnie na państwa członkowskie, których struktura przemysłowa jest energochłonna, a wytwarzanie energii elektrycznej nadal opiera się na węglu lub paliwach wysokoemisyjnych. W przypadku Polski, Czech, Bułgarii i Rumunii chodzi o węgiel, dla Belgii, Holandii i Włoch - rafinacja i ciężkie chemikalia, a Niemcy w przypadku stali, cementu i chemikaliów.
Te same państwa członkowskie korzystają z Funduszu Modernizacyjnego jako częściowej rekompensaty, ale konstrukcja tego funduszu – i przyszłego Funduszu Klimatyczno-Społecznego – instytucjonalizuje asymetryczny przepływ, który przypomina transfer redystrybucyjny w przebraniu polityki środowiskowej - twierdzi Samuel Furfari.
Brak efektu: globalne emisje dalej rosną
Przywoływany przy okazji jest też raport Mario Draghiego, byłego prezesa Europejskiego Banku Centralnego, z września 2024 r. - „Przyszłość europejskiej konkurencyjności”, który podkreślał, że cena energii dla przemysłu w UE jest od dwóch do trzech razy wyższa niż w Stanach Zjednoczonych i Chinach. Z kolei ceny detaliczne i hurtowe gazu są od trzech do pięciu razy wyższe niż w USA.
Konsekwencją jest strukturalna deindustrializacja. Sektory energochłonne – stal, aluminium, amoniak, metanol, chlor, podstawowe produkty petrochemiczne, szkło, ceramika, cement – nie przetrwają trwałej transatlantyckiej luki w kosztach energii - nie ma wątpliwości Furfari.
Poważne wątpliwości budzi również efektywność systemu ETS w przypadku globalnych emisji CO2. Te z paliw kopalnych, według serii Global Carbon Budget, osiągnęły w 2025 r. poziom 38,1 gigaton, co oznacza wzrost o ok. 69 proc. od 1990 r. Wnioski? Wkład unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji ETS w trajektorię stężenia CO2 w atmosferze jest, z punktu widzenia elementarnej arytmetyki, znikomy.
W tym samym okresie Unia Europejska zorganizowała trzydzieści konferencji stron, przyjęła Protokół z Kioto i Porozumienie Paryskie, zainicjowała Europejski Program Zmian Klimatu, stworzyła system ETS, rozporządzenie w sprawie wspólnego wysiłku redukcyjnego, dyrektywę w sprawie odnawialnych źródeł energii, dyrektywę w sprawie efektywności energetycznej i Zielony Ład – a globalne emisje nadal rosły - akcentuje Samuel Furfari.
ETS2 dopełni nieszczęścia?
Samuel Furfari twierdzi, że największą słabością polityczną systemu ETS jest jego planowane przedłużenie od 1 stycznia 2028 r., przez system ETS2, który nałoży opłaty ze emisję CO2 także na budownictwo i transport. Profesor geopolityki energetycznej i polityki energetycznej przypomina, że od Tallina po Wilno, od Helsinek po Sztokholm, od Warszawy po Pragę, od Berlina po Brukselę, od Wiednia po Bukareszt, sezon grzewczy trwa od sześciu do ośmiu miesięcy w roku, a w północnych państwach członkowskich nigdy się tak naprawdę nie kończy.
Więcej o ETS przeczytasz w Bizblog Spider’s Web
Z kolei liczba dni grzewczych przekracza 5000 w Helsinkach, zbliża się do tej granicy w Sztokholmie, przekracza 3000 w Warszawie, Berlinie i Wilnie, zbliża się do 2500 w Paryżu i Brukseli, spada poniżej 1500 w Rzymie i poniżej 1100 w Atenach.
Polityka opracowana w biurach ogrzewanych bezpłatnie z budżetu europejskiego będzie odczuwana zupełnie inaczej w mieszkaniu robotniczym w Łodzi, w wiejskim gospodarstwie domowym we wschodniej Finlandii, w mieszkaniu emeryta na przedmieściach Düsseldorfu czy w domu rodzinnym w belgijskich Ardenach - nie ma wątpliwości Samuel Furfari.
Tymczasem już w 2023 r. ok. 40 mln Europejczyków nie mogło w odpowiednim stanie ogrzać swoich domów.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.