REKLAMA

Bruksela chciała nam podnieść podatki. Właśnie dostała po łapach

Parlament Europejski zrobił coś, co powinien robić zdecydowanie częściej. Zatrzymał regulacyjny automat napędzany przez głuchych na argumenty eurokratów. Komisja Europejska chciała znacznego podwyższenia akcyzy na papierosy i inne produkty nikotynowe. Europosłowie powiedzieli: nie.``

Bruksela chciała nam podnieść podatki. Właśnie dostała po łapach
REKLAMA

Przeciwko było 439 posłów, za 181. Bardzo dobrze, bo nie każdą sprawę da się załatwić podatkiem, zakazem albo kolejną dyrektywą napisaną tak, jakby legalny biznes miał nieskończoną cierpliwość i nieograniczony budżet na dostosowywanie się do pomysłów urzędników.

To nie jest tekst o tym, że papierosy są zdrowe. Tylko o tym, jak szkodliwe mogą być nieprzemyślane regulacje.

REKLAMA

A w tej sprawie widać jak na dłoni problem znacznie szerszy niż sam rynek wyrobów nikotynowych. Pojawia się produkt, który nie mieści się w starych szufladkach, więc najprościej potraktować `go jak zagrożenie. Pojawia się społecznie nośny temat, więc najłatwiej dopisać podatek. Pojawia się `branża, która budzi emocje, więc politycznie opłaca się przykręcić jej śrubę.

Tyle że gospodarka nie działa jak komunikat prasowy Komisji Europejskiej. Konsumenci nie znikają dlatego, że ktoś w Brukseli zmienił stawkę akcyzy. Firmy nie przestają ponosić kosztów dlatego, że w dokumencie nazwano je „dostosowaniem regulacyjnym”. A rynek nie staje się bezpieczniejszy tylko dlatego, że państwo uznało, że mocniej go opodatkuje.

Państwo powinno rozróżniać ryzyko

Najciekawszy w tym głosowaniu nie jest nawet sam sprzeciw wobec planów Komisji. Jeszcze ważniejsze jest to, że tylko 12 głosów zabrakło do przyjęcia alternatywnego stanowiska, zgodnie z którym produkty nikotynowe o niższym profilu ryzyka powinny być opodatkowane łagodniej niż papierosy. Za było 308 europosłów, przeciw 320.

To jest sygnał, którego nie warto lekceważyć. Prawie połowa Parlamentu Europejskiego zaczyna rozumieć, że polityka publiczna nie musi być pałką. Może być narzędziem.

REKLAMA

Jeżeli różne produkty mają różny profil ryzyka, to prawo powinno umieć to zauważyć. Nie dlatego, że tak chce branża. Dlatego, że rozsądne państwo nie powinno udawać, że wszystko jest takie samo. Papierosy, podgrzewacze tytoniu, saszetki nikotynowe i e-papierosy można wrzucić do jednego worka tylko wtedy, gdy najpierw zrezygnuje się z myślenia o proporcjach.

A proporcje są w regulacjach kluczowe. Bez nich zostaje tylko fiskalny odruch: jest produkt, więc jest podatek, jest nowość, więc jest zakaz, jest problem, więc jest kara.

To nie jest polityka zdrowotna. To jest polityka fiskalna przebrana za troskę o obywatela.

REKLAMA

Małe firmy nie mają działów ds. przetrwania

W takich sporach najbardziej drażni mnie język abstrakcji. „Wzmocnienie ram prawnych”. „Ujednolicenie regulacji”. „Dostosowanie rynku”. Brzmi elegancko, prawie niewinnie. Tylko że po drugiej stronie tej elegancji stoi przedsiębiorca, który musi to wszystko wdrożyć.

REKLAMA

Duży koncern sobie poradzi. Zatrudni prawników, doradców podatkowych, specjalistów od compliance i ludzi od kontaktów z instytucjami. Przeliczy marże, zmieni etykiety, przebuduje logistykę, przerzuci część kosztów na klientów. Wielcy prawie zawsze znajdą sposób, żeby przeżyć kolejną falę regulacji.

Mała firma nie ma takiego komfortu. Dla niej nowa dyrektywa to nie „instrument polityki publicznej”, tylko telefon do księgowej, nowe obowiązki, strach przed kontrolą, zamrożony towar, niepewność dostaw i klient, który pyta, dlaczego znowu jest drożej.

REKLAMA

I właśnie dlatego tej sprawy nie warto czytać wyłącznie jako sporu o nikotynę. Dziś chodzi o wyroby nikotynowe. Jutro może chodzić o opakowania, handel, transport, gastronomię, energetykę, usługi cyfrowe albo cokolwiek innego, co akurat trafi na regulacyjny radar.

Mechanizm jest ten sam. Najpierw pojawia się moralnie słuszny cel. Potem bardzo szybko dopisuje się przepisy. Na końcu okazuje się, że legalny biznes ma rachunek do zapłacenia, a konsumenci dostają wyższe ceny.

REKLAMA

Szara strefa czeka na kolejne dyrektywy

Jest jeszcze jeden problem, niewygodny dla regulatorów. Szara strefa nie boi się zakazów i ograniczeń. Ona na nie czeka. Nie czyta dyrektyw, nie śledzi konsultacji, nie zmienia etykiet, nie rejestruje produktów ani nie pilnuje terminów wejścia w życie przepisów. Każda nowa bariera dla legalnego rynku jest dla niej darmową reklamą. Im bardziej państwo komplikuje życie uczciwym firmom, tym większą przewagę daje tym, którzy żadnych reguł przestrzegać nie zamierzają.

REKLAMA

Więcej o akcyzie w Bizblogu Spider's Web

Dlatego argumenty Szwecji i Włoch, otwarcie krytykujących plany Komisji, nie są egzotycznym buntem przeciw Brukseli. Wynikają z logiki rynku. Jeśli podatki rosną zbyt szybko, część konsumentów nie przestaje kupować, tylko zaczyna kupować gdzie indziej. Często gorzej, mniej bezpiecznie i poza kontrolą państwa.

REKLAMA

Legalny obrót zapewnia dostęp do rzetelnego producenta, sprzedawcy, wpływy z podatków, możliwość kontroli, odpowiedzialność i możliwość egzekwowania reguł. Nielegalny obrót oznacza gotówkę, niepewne pochodzenie produktu i brak odpowiedzialności.

Jeżeli regulacja wypycha konsumentów z pierwszego świata do drugiego, trudno uznać ją za sukces. Nawet jeśli w prezentacji wyglądała bardzo ładnie.

Europa nie wygra forsując zakazy i podatki

Najbardziej przewrotne jest to, że Unia Europejska potrafi jednego dnia mówić o konkurencyjności, innowacjach i odbudowie przemysłu, a drugiego produkować przepisy, jakby głównym celem było sprawdzenie, ile jeszcze udźwignie legalny biznes.

REKLAMA

Nie da się narzekać, że Europa przegrywa gospodarczo z USA i Azją, a jednocześnie z entuzjazmem dokładać firmom kolejne obowiązki. Nie da się budować innowacyjnej gospodarki, jeśli każdą innowację najpierw traktuje się jak podejrzanego. Nie da się wspierać przedsiębiorczości, jeżeli regulacje pisze się tak, jakby każda firma miała piętro prawników i osobny departament od przetrwania Brukseli.

Europejska Partia Ludowa odpowiadała przed głosowaniem, że opowiada się za podejściem opartym na dowodach naukowych i pragmatyzmie zamiast prohibicjonizmu. I niezależnie od politycznych barw sama zasada jest rozsądna. Dowody, proporcjonalność, różnicowanie ryzyka, ochrona legalnego rynku. To powinien być standard, nie rewolucja.

Tymczasem coraz częściej mam wrażenie, że w europejskiej polityce gospodarczej pragmatyzm trzeba przemycać bocznymi drzwiami.

REKLAMA

Te 12 głosów jeszcze wróci

Oczywiście głosowanie nie kończy sprawy. Stanowisko Parlamentu Europejskiego nie jest prawnie wiążące. Komisja może wrócić z kolejnymi pomysłami, państwa członkowskie nadal będą się spierać, a rewizja unijnych przepisów tytoniowych i akcyzowych wciąż może oznaczać próbę objęcia alternatywnych produktów regulacjami podobnymi do tych, które obowiązują papierosy.

Coś jednak pękło. Parlament Europejski pokazał, że nie ma dziś większości dla automatycznego podnoszenia podatków na wszystko, co zawiera nikotynę. A wynik 308 do 320 w sprawie podejścia różnicującego pokazuje, że rozsądniejsza rozmowa jest znacznie bliżej, niż mogłoby się wydawać.

Zabrakło 12 głosów. Tylko 12.

To bardzo mało, jeśli spojrzeć na skalę europejskiej machiny regulacyjnej. I bardzo dużo, jeśli pomyśleć, że za tymi głosami stoi pytanie fundamentalne: czy Unia chce regulować mądrze, czy tylko coraz mocniej?

REKLAMA

Nie oczekuję od Brukseli, że przestanie regulować. To byłaby fantazja. Oczekuję czegoś znacznie skromniejszego: by zanim podniesie podatek, dopisze zakaz albo potraktuje całą branżę jak problem do zlikwidowania, zadała sobie pytanie, kto za to zapłaci i kto na tym naprawdę skorzysta.

Fot. KPRM

REKLAMA
Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. Pisze o gospodarce, makroekonomii i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, jako dziennikarz pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim przygotowywał między innymi kilka edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA