Nie ograniczajmy się do stacji paliw. Proponuję sprzedaż alkoholu w żłobkach i przedszkolach
Przyznam się bez bicia: nie mam recepty na polską hipokryzję, która ostatnio pobiła rekord. Nie wiem, jak nazwać inaczej jednoczesną rezygnację z całkowitego zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych z naszym gremialnym złorzeczeniem na łapanych każdego dnia pijanych kierowców?

Zgodnie z informacjami policji 13 sierpnia br. zatrzymano 266 pijanych kierowców. Ale na przykład w minioną niedzielę (9.08) było ich 354. Sztuczna inteligencja podpowiada, żeby przyjąć średnią 250 kierowców na podwójnym gazie każdego dnia. Czyli, dalej uśredniając, ponad 10 na rauszu przypada na każdą godzinę. Co 6 minut więc zatrzymywany jest jeden taki delikwent. A ilu procenty za kółkiem cały czas uchodzą płazem? Myślę, że te liczby z policyjnych statystyk można spokojnie przemnożyć kilka razy. Tym samym codziennie po polskich ulicach może poruszać się nawet parę tysięcy pijanych kierowców. Szok, prawda?
No i chyba czas najwyższy zrobić z tym porządek, tak mi się przynajmniej wydaje. Na początek, co po prostu jest logiczne , trzeba przede wszystkim zakazać całkowicie sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych. Bo sprzedawanie tam procentów jest bardzo głupie. Jasne, nikt kierowcom zakupionego alkoholu przy okazji tankowania na siłę do gardła nie wlewa. Ale po cholerę kusić los? Pewnie kilku takich gagatków każdego dnia się trafi. A jak zmienimy w tym względzie przepisy prawa, to już nie będzie ich wcale. Proste?
Szczyt absurdu, czyli alkohol i stacje paliw
Mi się to skleja, ale polskiemu rządowi i polskiemu prezydentowi już akurat nie. Dlatego z przepisów zakładających zakaz nocnej sprzedaży alkoholu w całym kraju szybko wykreślono zapis, który wprowadzał ban na procenty na stacjach paliw przez cały dzień. No bo wiadomo: człowiek nie wielbłąd - pić musi. Lobby alkoholowe nie dało za wygraną i odpowiednie gremia się temu sprzeciwiły.
Na przykład Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) uznała, że całkowity zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw byłbym strzałem, jak kulą w płot. Bo przecież na ok. 119 tys. punków handlujących procentami tylko ok. 5,5 tys. to stacje paliw, które tym samym odpowiadają za jedynie 2 proc. sprzedaży alkoholu.
Padł jeszcze jeden argument, który przyznam ujął mnie szczególnie. Otóż zdaniem branży paliwowej taki całkowity zakaz spowodowałby zwrot klientów w kierunku zwykłych sklepów i dyskontów, gdzie ów alkohol ma być tańszy i lepiej dostępny. Jeżeli dobrze zrozumiałem, to POPiHN tę różnicę w cenie przeznacza na walkę z alkoholizmem w naszym kraju i przestrzega, że w przypadku takiego rozwiązania legislacyjnego tych pieniędzy po prostu zabraknie. Prawda? Dlatego POPiHN ma inną propozycję. Żeby tego alkoholu na stacjach po prostu nie było widać.
Sprzedaż bezwitrynowa to mniej impulsywnych zakupów alkoholu i ograniczona widoczność alkoholu szczególnie dla dzieci i młodzieży oraz osób uzależnionych - twierdzi POPiHN.
Przepis na szczęśliwe i na rauszu społeczeństwo
Osobiście, jako trzeźwiącemu już 15 lat alkoholikowi, nie chce mi się najzwyczajniej w świecie wierzyć, że ta dyskusja o sprzedaży alkoholu skręciła na takie manowce. Zacznijmy więc od początku i będę to powtarzał, jak mantrę. Alkohol to trucizna. W każdej postaci i w każdej ilości. Potrafi zabić, trwale uszkodzić, zniszczyć z powodzeniem rodziny. Bardzo wielu Polaków nawet sobie nie zdaje sprawy ze swojego uzależnienia. Albo nie chce sobie zdać sprawy, bo tak wygodniej. Znam doskonale ten mechanizm wyparcia z autopsji.
Pijesz dwa, trzy piwka codziennie i twoim zdaniem nie masz problemu z alkoholem? To przestań proszę na miesiąc, dobra? 30 dni szybko minie, a ty się dowiesz kto ma rację. Stawiam wszystkie pieniądze, że w tym czasie nie dość, że będziesz rozdrażniony, zwłaszcza na początku tej abstynencji na próbę (to uzależnienie psychiczne), to w dodatku mogą też trafić się różne dolegliwości: od kataru do bólów stawów na przykład (to uzależnienie fizyczne). Bo na logikę, jak może być inaczej? Wprowadzamy każdego dnia do organizmu substancję silnie uzależniającą, ale i tak sami uzależnieni nie jesteśmy? Tak, to ma sens.
Czyli alkohol to trucizna. Koniec i kropka. Potwierdzi to każdy lekarz i terapeuta. I teraz cały kraj dyskutuje na temat sprzedaży tej trucizny na stacjach paliw, złorzecząc jednocześnie na liczbę zatrzymywanych każdego dnia pijanych kierowców. Dobrze rozumiem tę hipokryzję? Koniec końców najważniejsi urzędnicy w kraju uważają, że nie ma w tym nic ani złego ani dziwnego i ta trucizna z procentami powinna dalej być dostępna za dnia przy okazji tankowania swojego pojazdu. Branża paliwowa zaś jedynie podpowiada, żeby tej trucizny nie było widać na półkach, bo wtedy Polacy ruszą do sklepów, gdzie jest tańsza.
Więcej o alkoholu przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
Zgodnie z taką logiką w takim razie proponuję pójść o krok dalej. Bo wychodzi na to, że zdajemy sobie sprawę z tego, że alkohol jest bardzo niebezpieczną trucizną, o niewiarygodnie złych skutkach społecznych, ale jednocześnie zauważamy, że wprowadzenie całkowitego zakazu sprzedaży procentów na stacjach paliw mogłoby przynieść jednak więcej złego niż dobrego. W takim razie proponuję uskutecznić poranną sprzedaż alkoholu również w przedszkolach i żłobkach - wiadomo, też w preferencyjnej cenie, żeby rodzicie dzieci nam do żadnych sklepów nie uciekli. Wtedy to by dopiero było, co nie?
A tak już na samym starcie dnia taki styrany rodzic (dzieci potrafią dać popalić, wiem o tym) mógłby się pokrzepić jakąś „małpką” na przykład. Od razu wtedy dzień wydałby się lepszy i weselszy. A jak Ministerstwo Klimatu i Środowiska po wakacjach zdecyduje o włączeniu szkła jednorazowego do systemu kaucyjnego (w co uparcie nie wierzę), to wtedy w tych żłobkach i przedszkolach można też ustawić recyklomaty i środowisko na tym w żaden sposób także nie straci. W pracy też proponuję, zamiast przerwy na lunch, zrobić kilka minut na spożycie procentów. Wtedy, taki już parę razy pokrzepiony rodzic z uśmiechem na twarzy swoje dziecko odbierałby z przedszkola, czy żłobka. Rzecz jasna przy okazji racząc się procentami kolejny raz. To idealny przepis na szczęśliwe społeczeństwo. Mam nadzieję, że ktoś to podpowie premierowi i prezydentowi. Może przynajmniej przy tej okazji się nie pokłócą.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.