Pierwszy raz widzę tak ostre przepisy o alkoholu. Nie wierzę, że wejdą w życie
Jak długo żyję, nie przypominam sobie, żeby ktoś wcześniej proponował tak restrykcyjne przepisy. Ale w ich wejście w życie po prostu nie wierzę. Dlaczego? Odpowiem niegrzecznie, pytaniem na pytanie. A kto dzisiaj dobrowolnie zrezygnowałby z kury znoszącej złotej jajka?

Sejmowa Komisja Zdrowia właśnie zdecydowała, że projekty poselskie Lewicy i Polski 2050, dotyczące dostępności alkoholu, będą rozpatrywane razem.
To rzecz jasna nie oznacza od razu nowego prawa. Jeszcze jest Sejm, potem Senat, a na koniec podpis prezydenta, o który w tej kadencji przecież wyjątkowo trudno. Ale i tak jest całkiem nieźle. Bo zaczęliśmy wreszcie na głos rozmawiać o alkoholu i jego szkodliwości. A to w państwie, gdzie wydaje się ponad 50 mld zł rocznie na procenty, jednak spore wydarzenie. Nawet jak ta legislacyjna ścieżka skończy się porażką, bo stawiam dolary przeciwko orzechom, że lobby alkoholowe zrobi wszystko, co się da, żeby tak się stało. Po prostu ten tort jest zbyt dużo wart, żeby tak bez walki z niego rezygnować.
Alkohol pod legislacyjną presją
Tu wcale nie chodzi o to, żeby autorom tych połączonych projektów - jednej czy drugiej partii - bić teraz na stojąco brawo. Mam zbyt dobrą pamięć, żeby nagle zapomnieć o ich wcześniejszych wpadkach. Rzecz w tym, że przez całe moje życie (nie licząc peerelowskiego zakazu handlu procentami do godz. 13; tak chciano pokonać pijaństwo w pracy) nie było tak konkretnych propozycji prawnych, wycelowanych w alkohol.
Więcej o alkoholu przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
Co znajdziemy w tym poselskich projektach? Mowa jest tam nie tylko o całkowitym zakazie reklamy i promocji alkoholu i imitujący go napojów bezalkoholowych (piwo 0 proc.). Gminy miałyby też łatwiej wprowadzać godzinowe zakazy sprzedaży alkoholu. Wiadomo, że chodzi o nocny handel. Bo już tak jest, że procenty dopingują agresję i jest z tego zwykle sporo nieszczęść i tragedii. Ale w grę wchodzi też krajowy zakaz dla sprzedaży alkoholu w godz. od 22 do 6.
Na butelkach z alkoholem - na takiej samej zasadzie, jak na paczkach papierosów już od lat - pojawić miałyby się także informacje o wpływie alkoholu na nasze zdrowie. To jeszcze nie wszystko. Dojść do tego miałby zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych, a także w zakładach leczniczych. Weryfikacja wieku kupujących procenty miałaby stać się z kolei obowiązkiem, a sprzedaż internetowa alkoholu możliwa byłaby wyłącznie z opcją odbioru osobistego, po okazaniu dokumentu tożsamości potwierdzającego pełnoletność.
Nie wierzę, że to się uda
Czyli w dużym skrócie chodzi o to, żeby sprzedaż alkoholu, która obecnie w Polsce - moim zdaniem - pozbawiona jest poważnych regulacji prawnych, po prostu utrudnić. Ten wart pond 50 mld zł tort miałby się mocno zmniejszyć. I tu jest miejsce na moją pierwszą wątpliwość. Za tymi projektami stoją koalicjanci, ale i tak wiadomo, że w obecnym rządzie to Koalicja Obywatelska pociąga za najważniejsze sznurki.
I nie do końca chce mi się wierzyć, że Ministerstwo Finansów na to przystanie, zwłaszcza po informacjach o deficycie budżetowym za pierwsze półrocze, na poziomie blisko 124 mld zł. A przecież za chwilę wejdziemy w tryb wyborczy, nowy parlament wybierzemy już za rok, jesienią 2027 r. Trzeba więc przygotować się na to, że tradycyjnie w takim okresie na merytoryczne argumenty po prostu zabraknie miejsca. A przypodobanie się wyborcom zawsze sporo kosztuje, na przykład lepsze prawo.
Druga wątpliwość związana jest z reakcją na takie a nie inne legislacyjne plany lobby alkoholowego, które przez dziesięciolecia w Polsce bardzo sprawnie broniło swoich interesów. I teraz nagle wywieszą białą flagę? Pomni społecznych zmian, przez które nawet Polacy coraz rzadziej sięgają po procenty? Tak po prostu oddadzą pole walki? Tak się nie stanie, dam sobie rękę uciąć.
Zresztą działania lobby na rzecz tego, żeby alkohol w naszym kraju dalej był tak szeroko dostępny, jak do tej pory, widać już teraz znakomicie. Gdzie? W rządzie. Nagle okazało się, jak stara się przekonać Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW), że zbyt drogi alkohol to cios w polskich rolników. Chodzi o planowany wzrost akcyzy na procenty.
Przełoży się na dalszy spadek spożycia napojów alkoholowych z legalnych źródeł odnotowywany w ostatnich latach - zamartwia się MRiRW.
A jak Polacy bedą już mniej pić, to stracą na tym rolnicy uprawniający zboża, ziemniaki, chmiel oraz owoce. Czyli wolimy zysk jednej z grup niż zdrowie społeczeństwa. To ma sens. Dlatego jestem przygotowany na różne działania, które uderzą w plany ograniczenia dostępności alkoholu w Polsce. Lobby na to najzwyczajniej w świecie nie pozwoli.
Fot. yanishevska/shutterstock
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.