Jeśli dotąd nie zostałeś landlordem, to może lepiej już nie próbuj
Ceny najmu mieszkań zatrzymały się w miejscu, ale ceny zakupu rosną — to oznacza, że rentowność zakupu mieszkania na wynajem spada. Zawsze niby jeszcze jest zysk z samego wzrostu wartości mieszkania, tylko że to kiedyś się skończy — bańka nie bańka, ale każdy rynek ma swoje cykle i ten właśnie swój cykl wzrostowy kończy.
Trzymanie ludzi w klatkach ma więcej sensu, niż wam się wydaje. Oto najlepszy przykład
Internet powszechnie oburza się na mikrokawalerki po 16 mkw. za które trzeba zapłacić ze 2,5 tys. zł. I nie chodzi tylko o cenę, ale o ten metraż, bo jak można oczekiwać, że ludzie żyjący na takiej powierzchni podejmą decyzję o założeniu rodziny? To nie mieszkanie, to klatka dla kur. I to wszystko racja, ale pod warunkiem, że ktoś myśli, że takie mieszkania skierowane są dla dorosłych ludzi, którzy mieliby spędzić tam pół życia. A czy ktoś sprawdził, ile kosztuje i jakie warunki oferuje prywatny akademik?
Zaczyna się najgorętszy sezon najmu mieszkań w roku. Dobre wieści są takie, że popyt na mieszkania na wynajem jest dziś o ok. 13 proc. mniejszy niż rok temu, za to mieszkań na wynajem jest sporo więcej, od 40 do 130 proc. więcej w zależności od miasta. Czyli co, ceny ostro spadły? Spadły, ale nie ostro i wcale nie wszędzie.
Wariactwo na rynku sprzedaży mieszkań. Dochodzi do absurdalnych sytuacji
Czy przez szaleństwo na rynku sprzedaży mieszkań ceny najmu w końcu spadną? Niekoniecznie. Umówimy się, popyt na Bezpieczny kredyt 2 proc. to ciągle za mało, żeby ceny najmu runęły, bo dotąd udzielono ok. tysiąca takich kredytów w skali całej Polski. Ale przynajmniej ceny najmu przestały rosnąć i to już dobra wiadomość, bo w dużych miastach i tak jest już nieznośnie drogo. Jak bardzo?
Tak pęka banieczka na rynku mieszkaniowym. Niektórzy chyba wciąż nie dowierzają
3 tys. zł za wynajem 34 mkw. w Krakowie? To już lekka przesada. Właściciele mieszkań nakręcili się i uważają, że mogą dyktować warunki, jakie tylko im się podobają, część nadal w to wierzy, ale ten dyktat właśnie się załamuje. Ceny najmu już zaczynają spadać, a za chwilę warunki znów będą stawiać najemcy. I popyt ze strony uchodźców z Ukrainy nic nie zmieni.