REKLAMA

AI wcale nie mieszka w chmurze. W Piasecznie właśnie to odkryli

Lata lecą, życie gna coraz szybciej, ale pewne rzeczy się nie zmieniają. Jedną z nich jest charakterystyczna dla Polaków mieszanka hipokryzji, braków edukacji i bezkosztowej dla nas rzeczywistości, z której jednak chcemy czerpać garściami. Właśnie wycelowano ją w sztuczną inteligencję.

sztuczna-inteligencja- to-tez-konkretny-koszt-ktorego-nie-chcemy
REKLAMA

Akurat wtedy kiedy kończyłem swoją karierę w podstawówce i zaczynałem edukację w jednym z katowickich liceów - przez kraj przelała się fala protestów wycelowana w nowe ośrodki Stowarzyszenia Monar (Młodzieżowy Ruch na Rzecz Przeciwdziałania Narkomanii). Tam Marek Kotański, psycholog i terapeuta, chciał leczyć nie tylko narkomanów, ale też chorych na szerzący wtedy postrach na całym świecie wirus HIV. Jak można się domyślać sprzeciw Polaków był bardzo konkretny. Bali się, że na AIDS zachorują na odległość i nie byli pewni, czy przypadkiem wiatr nie przyniesie im jeszcze innych narkomańskich przypadłości. Nagle obudzą się w nocy z igłą wbitą w żyłę i co wtedy? 

REKLAMA

Kierowani swoim oburzeniem przeciwnicy tego typu idei wlepiali w najbardziej widoczne miejsca, na przykład przystanki autobusowe, karteczki z informacją nawołującą do zabicia Kotańskiego i całej jego rodziny. Właśnie tak wyglądał hejt tych kilka dekad temu, jeszcze przed nadejściem cyfrowej rzeczywistości. Ale po co w ogóle o tym piszę? Bo teraz jesteśmy świadkami bardzo podobnego zjawiska. Z tą różnicą, że mieszkańcy nie boją się zarażających nie wiadomo czym narkomanów, tylko centrów danych - tych stawianych na potrzeby sztucznej inteligencji.

Polska hipokryzja wycelowana w sztuczną inteligencję

Fanem polskiej hipokryzji jestem od czasu, jak zobaczyłem po jednej z mszy w niedzielę gremialnie tłoczących się pod knajpą panów, którzy parę godzin później wracali do domu chwiejnym już mocno krokiem do zbyt słonej zupy. Wtedy, te 30–40 lat wstecz, w przypadku tego Monaru było bardzo podobnie. Generalnie Polacy współczuli narkomanom, których w pozycji zjazdowej często mijali na ulicach największych miast.

REKLAMA

I nawet opowiadali się za ich leczeniem. Tylko z jednym „ale”. To wyprowadzania tych wykolejeńców na prostą drogą w żadnym razie nie mogło odbywać się zbyt blisko jakichkolwiek domów. Jeszcze dzieci zobaczą te wszystkie bezeceństwa i co będzie? Tak nie może być. Trzeba narkomanów najlepiej schować, żeby nikt po prostu ich nie widział. Dobrze, że nikt wtedy nie zaproponował tego też dla alkoholików. W Polsce zabrakłoby wtedy miejsca. Tak po prostu. 

REKLAMA

Przykładów na tę szczególną narodową hipokryzję jest znacznie więcej. Tak jak właśnie w przypadku centrów danych zasilających sztuczną inteligencję. Podejrzewam, że ta AI bardzo się Polakom podoba i wszyscy z niej coraz częściej korzystamy. Nie dość, że informację mamy podaną z różnych źródeł, razem z kontekstem, to jeszcze możemy na chwilę stać się grafikiem, malarzem, aktorem piosenkarzem, producentem muzycznym, czy kim tam chcemy. I to jest super. No chyba, że ktoś na glos zacznie mówić o kosztach tej zabawy.

Od kosztów AI długo uciekać nie będziemy mogli

Nie od dziś przecież wiadomo, że sztuczna inteligencja dosłownie pożera energię elektryczną. Już w 2024 r. centra danych zużyły ok. 485 TWh, co odpowiadało ok. 1,5 proc. światowego zużycia. Ale już za chwilę - w 2030 r. to zapotrzebowanie ma wynieść aż 945 TWh. Wniosek jest jeden: zabawa ze sztuczną inteligencją jest przednia, ale swoje musi kosztować. Nie na darmo największe koncerny technologiczne w USA inwestują we własne elektrownie - właśnie z myślą o sztucznej inteligencji. 

REKLAMA

Jestem przekonany, że ta wiedza dotarła już do kraju nad Wisłą. I Polacy zdają sobie doskonale sprawę z tego, że zadawanie agentom AI kolejnych zadań każdego dnia swoje kosztuje. Ale na razie ich to mało obchodzi, bo przecież nie oni płacą. Chyba, że ktoś w ich otoczeniu planuje budowę centrum danych, które miałoby takie rachunki w przyszłości - energią, ale też na przykład wodą - płacić.

REKLAMA

Wtedy już ta cała sztuczna inteligencja nie jest taka fajna. I właśnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w Piasecznie, gdzie mieszkańcy wzięli udział w manifestacji przeciwko budowania w ich mieście centrum danych. Zasada taka sama jak w przypadku narkomanów: to ważne, nikt nie ma co do tego wątpliwości, trzeba budować, ale nie w naszym sąsiedztwie. 

Nikt nie chce mieszkać koło takiego przemysłowego obiektu, który będzie hałasował 24 godziny na dobę, który będzie zanieczyszczał powietrze, który będzie tworzył wyspę ciepła, a tutaj domy, jak widać, są kilkadziesiąt metrów od inwestycji - padały w trakcie tej pikiety tego typu argumenty.

REKLAMA

Polacy wolą się bać zamiast rozmawiać, tak już mamy

Ale wcale nie sugeruje, że strach mieszkańców Piaseczna jest jakiś zbyt wygórowany. Ludzie mają prawo walczyć o własny komfort życia, a jeden kryzys energetyczny po drugim, w ciągu raptem ostatnich pięciu lat mocno zmieniły priorytety.

Więcej o sztucznej inteligencji przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:

REKLAMA

Tylko trzeba o tym rozmawiać. Nie w trakcie manifestacji, w trakcie których łakomi jakichkolwiek tematów dziennikarze będą wysłuchiwać kolejnych żali. Trzeba usiąść do jednego stołu i najzwyczajniej w świecie przedstawić swoje argumenty, a następnie wysłuchać racji drugiej strony. Proste jak konstrukcja cepa. 

Tylko Polacy tego nie potrafią. Od stuleci nauczyliśmy się własne braki wiedzy i edukacji, a także zakorzenione w nas głęboko starczy i kompleksy wykrzykiwać z zaciśniętą w pięść dłonią. Tak było w przypadku narkomanów 30-40 lat temu i tak jest teraz jeżeli chodzi o sztuczną inteligencję. Bo może i lata lecą i to coraz szybciej, ale pewne rzeczy po prostu się nie zmieniają. 

Michał Tabaka
Redaktor

Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.

REKLAMA
REKLAMA