REKLAMA

Mniej dzieci, klasy takie same. Paradoks polskiej oświaty

Słyszysz o niżu, a w klasie dziecka znów jest 30 osób? Lokalna polityka i szukanie oszczędności mogą sprawić, że spadek liczby uczniów nie zmieni nic na lepsze. Jak samorządy zamierzają przetrwać kryzys? Analizuje Dorota Żuchowicz, doradczyni edukacyjna i założycielka Forum Wiedzy i Edukacji.

Paradoks polskiej oświaty.
REKLAMA

Według prognozy GUS do 2034 roku liczba dzieci w wieku 7-14 lat może zmniejszyć się o około 19,5 proc. Demograficzna zmiana nie przechodzi jednak przez polską szkołę równomiernie. Na szkolnych korytarzach nie wszędzie będzie ją widać od razu.

REKLAMA

MEN zwraca uwagę, że szkoły ponadpodstawowe w najbliższym czasie nie odczują spadku w takim stopniu, ponieważ nadal przechodzą przez nie większe roczniki. Innymi słowy: demograficzny niż już wszedł do polskiej edukacji, ale do poszczególnych typów szkół dociera w różnym tempie.

Rodzic może dziś usłyszeć, że dzieci w Polsce szybko ubywa, a jednocześnie zobaczyć ponad 30 uczniów w klasie swojego dziecka. To tylko pozornie się wyklucza. Demografia działa z opóźnieniem, a liczba dzieci w kraju nie przekłada się automatycznie na liczebność konkretnego oddziału - mówi Dorota Żuchowicz, doradczyni edukacyjna, założycielka Forum Wiedzy i Edukacji.

REKLAMA

Jej zdaniem szczególnie w popularnych liceach i technikach presja może być odczuwalna jeszcze przez kilka lat.

Czy mniej uczniów oznacza lepsze warunki do nauki?

Ekspertka wskazuje, iż niż demograficzny może więc przynieść paradoks: uczniów w całym systemie będzie mniej, ale przeciętny uczeń niekoniecznie odczuje to jako większy komfort nauki.

REKLAMA

O liczebności klas nie decyduje bowiem wyłącznie demografia. Znaczenie mają m.in. sposób organizacji oddziałów, sieć szkół oraz decyzje podejmowane przez organy prowadzące. Sam resort edukacji wskazuje, że lokalna polityka oświatowa w tym wielkość szkół i liczebność oddziałów wpływa na organizację edukacji i zapotrzebowanie na nauczycieli - wyjaśnia Dorota Żuchowicz.

Jej zdaniem malejąca liczba dzieci będzie jednocześnie stawiała samorządy przed coraz trudniejszymi decyzjami. Utrzymywanie szkoły dla coraz mniejszej liczby uczniów oznacza rosnące koszty w przeliczeniu na jednego ucznia.

REKLAMA

Alternatywą według niej może być łączenie oddziałów, reorganizacja sieci placówek lub wykorzystywanie części szkolnych budynków do innych celów. Państwo już przygotowuje system na ten scenariusz. Rozwiązania przygotowane przez MEN dla małych szkół mają dawać samorządom alternatywy wobec ich likwidacji, m.in. poprzez bardziej elastyczną organizację nauczania i wykorzystywanie nieużywanych części budynków szkolnych, np. na potrzeby opieki żłobkowej czy seniorów.

Mniej dzieci może oznaczać mniejsze klasy, ale równie dobrze może oznaczać mniej oddziałów. Z punktu widzenia ucznia to zasadnicza różnica. Jeśli odpowiedzią na demografię będzie przede wszystkim optymalizacja kosztów, możemy za kilka lat mieć znacznie mniej uczniów w systemie, ale bardzo podobne warunki nauki jak dzisiaj - zauważa Dorota Żuchowicz.

REKLAMA

Więcej wiadomości na temat szkół można przeczytać w Bizblog Spider's Web:

REKLAMA

Ukryty potencjał kryzysu demograficznego

Spadek liczby uczniów nie musi jednak oznaczać wyłącznie wyzwań związanych z utrzymaniem szkół i etatów nauczycielskich. Może stać się rzadką okazją do poprawy warunków nauczania, pod warunkiem, że część demograficznej przestrzeni zostanie wykorzystana na poprawę jakości edukacji - podkreśla Dorota Żuchowicz.

Mniejsze oddziały mogą ułatwiać nauczycielowi indywidualną pracę z uczniem, szybsze zauważanie trudności czy prowadzenie zajęć w bardziej angażujący sposób. Mniejsza liczba dzieci w szkole może również otworzyć przestrzeń do lepszego wykorzystania infrastruktury czy organizacji dodatkowego wsparcia. Niż sam w sobie nie jest więc ani lekarstwem na problemy edukacji, ani wyłącznie zagrożeniem. Kluczowe będzie to, co szkoły i samorządy zrobią z nową sytuacją.

REKLAMA

To może być moment, w którym zaczniemy rozmawiać nie tylko o tym, ile kosztuje utrzymanie szkoły, ale przede wszystkim o tym, jakiej szkoły potrzebujemy przy mniejszej liczbie dzieci. Mniej liczne klasy to szansa na bardziej indywidualną pracę, szybsze dostrzeganie trudności uczniów i budowanie relacji, na które dziś często brakuje czasu - podsumowuje ekspertka edukacyjna.

I dodaje, że polska szkoła będzie musiała dostosować się do demografii niezależnie od tego, czy jest na tę zmianę gotowa. MEN już wprost mówi o potrzebie reorganizacji systemu i ochrony małych placówek. Pytanie na kolejne lata nie brzmi więc, czy uczniów będzie mniej, lecz czy ich mniejsza liczba przełoży się na lepszą szkołę.

Magdalena Przybylska
Redaktor

Pierwsze szlify zdobywała w mediach powiatowych. W Bizblog.pl najczęściej pisze o handlu, biznesie, nieruchomościach. Kocha sarkazm, czarny humor i muzykę, bez której nie potrafi żyć.

REKLAMA
REKLAMA