Firmy już przygotowują się do wejścia w życie reformy PIP-u. Coraz częściej sprawdzają swoje procedury i zmieniają sposób zatrudniania. Zmiany mają ucywilizować rynek pracy i ograniczyć zjawisko wypychania ludzi na umowy cywilnoprawne oraz kontrakty B2B.

Reforma Państwowej Inspekcji Pracy jeszcze nie weszła w życie, a już działa. Jak podkreśla główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki, już sama wizja wejścia nowych przepisów wywołała wyraźne zmiany w wielu firmach. Firmy zaczęły przeprowadzać wewnętrzne audyty i analizować sposób zatrudniania pracowników. W efekcie część umów cywilnoprawnych została zastąpiona etatami jeszcze przed formalnym wejściem reformy w życie.
Rynek pracy zmieni się nie do poznania
Według szefa Państwowej Inspekcji Pracy nadchodzące zmiany będą miały bardzo duży wpływ na rynek pracy. PIP zyska nowe kompetencje, które pozwolą jej nie tylko skuteczniej wykrywać naruszenia, ale także aktywnie wspierać pracodawców. Reforma zakłada odejście od tradycyjnego modelu działania urzędu i dużo szersze wykorzystanie danych.
Największa od lat reforma Państwowej Inspekcji Pracy odciśnie się, moim zdaniem, na rynku pracy w sposób niewyobrażalny – ocenia Marcin Stanecki.
Jednym z najważniejszych elementów reformy będzie przejście od kontroli losowych do kontroli celowanych. Inspekcja otrzyma dostęp do baz danych ZUS-u i Krajowej Administracji Skarbowej. Dzięki temu urzędnicy będą mogli analizować informacje i wskazywać firmy, w których ryzyko łamania praw pracowniczych jest największe. Kontrole mają być rzadsze, ale znacznie bardziej trafne.
Oznacza to, że przedsiębiorcy będą musieli lepiej pilnować legalności swoich działań. Zamiast liczyć na to, że kontrola ich ominie, firmy będą wiedziały, że system może wcześniej wychwycić nieprawidłowości. Zdaniem PIP-u takie podejście zwiększy skuteczność nadzoru i pozwoli skoncentrować siły tam, gdzie problemy występują najczęściej.
Kontrole planowane będą na podstawie okresowej analizy ryzyka, czyli prawdopodobieństwa naruszenia prawa w ramach wykonywania działalności gospodarczej. Jej celem jest identyfikacja podmiotów, w których ryzyko naruszenia prawa jest największe – mówi Stanecki.
Więcej wiadomości na temat pracy można przeczytać w Bizblog Spider's Web:
Zmieni się też rola samego inspektora pracy. W związku z wdrażaniem unijnych przepisów dotyczących przejrzystości wynagrodzeń PIP ma najpierw pełnić funkcję doradczą. Inspekcja będzie szkolić związki zawodowe oraz mniejszych pracodawców, a także pomagać we wdrażaniu rozwiązań służących wyrównywaniu płac. Dopiero później przyjdzie czas na kontrolę i ewentualne sankcje.
Mobbing już tak łatwo nie rozejdzie się po kościach
Dużą zmianą będzie objęcie nadzorem pracy wykonywanej za pośrednictwem platform cyfrowych. Chodzi między innymi o kierowców i kurierów współpracujących z aplikacjami działającymi często poza Polską. PIP liczy, że nowe przepisy pozwolą skuteczniej ustalać rzeczywisty status zatrudnienia tych osób oraz egzekwować odpowiednie standardy pracy niezależnie od miejsca rejestracji platformy.
Reforma ma przy okazji wzmocnić ochronę zdrowia psychicznego pracowników. PIP zwraca uwagę, że rośnie liczba przypadków przemocy psychicznej w miejscu pracy. Dlatego inspekcja postuluje, aby zagrożenia takie jak mobbing, dyskryminacja czy molestowanie zostały oficjalnie uwzględnione w ocenie ryzyka zawodowego prowadzonej przez każdego pracodawcę.
Marcin Stanecki przekonuje, że rynek pracy będzie stopniowo zmierzał w stronę większej przejrzystości i odpowiedzialności. Firmy mają częściej zapobiegać problemom, zamiast reagować dopiero po kontroli. PIP zapewnia, że chce nie tylko karać, ale także pomagać w tworzeniu bezpiecznych miejsc pracy, prowadzeniu mediacji i budowaniu skutecznych procedur antymobbingowych, zanim spory trafią do sądów.



















