REKLAMA

O tym rząd wam nie powie, gdy czepia się lekarzy. Ja to zrobię

Przeczytałem dzisiaj, że mediana wieku osób pracujących w Polsce wynosi 43 lata. Oznacza to, że połowa aktywnych zawodowo Polaków jest starsza. Jeszcze gorzej wygląda to u medyków. Lekarz specjalista: 56 lat, pielęgniarka specjalistka: 53 lata. Rząd w ogóle się tym nie przejmuje. Stawia lekarzy pod publicznym pręgierzem byle przykryć aferę w Szpitalu Południowym.

O tym rząd wam nie powie, gdy czepia się lekarzy. Ja to zrobię

Polska nie ma wyłącznie problemu z malejącą liczbą pracowników. Znacznie groźniejsze jest to, że starzeją się ludzie wykonujący zawody, których nie da się nauczyć w kilka miesięcy. Okazuje się, że lekarza specjalisty i pielęgniarki nie da się zastąpić pierwszą osobą z brzegu. Przez lata mogliśmy opowiadać o demografii jak o odległym zagrożeniu. Dziś liczby pokazują, że kryzys nie nadchodzi. On już się rozpoczął.

Połowa pracujących Polaków ma więcej niż 43 lata

Z analizy ekonomistów Banku BNP Paribas wynika, że mediana wieku pracujących osób w Polsce wynosi obecnie 43 lata. Mediana nie jest średnią. Oznacza, że połowa pracowników ma nie więcej niż 43 lata, a druga połowa co najmniej tyle. W części zawodów sytuacja jest znacznie poważniejsza. Najwyższą medianę wieku odnotowano wśród lekarzy specjalistów. To wspomniane już 56 lat.

Ktoś powie trudno sie dziwić. Droga od rozpoczęcia studiów medycznych do uzyskania specjalizacji jest długa. Obejmuje studia, staż, egzamin, rezydenturę i kolejne lata zdobywania doświadczenia. Różnicę dobrze pokazują dane dotyczące młodszych lekarzy. Wśród tych bez specjalizacji, będących w jej trakcie albo posiadających specjalizację pierwszego stopnia, mediana wieku to zaledwie 32 lata.

Młodzi ludzie nadal chcą być lekarzami. Pytanie brzmi, ilu z nich i jak szybko zdoła przejść przez cały system, zanim starsi specjaliści odejdą z pracy.

Dane pokazują, że młodzi ludzie wciąż wybierają zawód lekarza, jednak sama ścieżka dochodzenia do specjalizacji jest wyjątkowo długa, co może przełożyć się na kwestię zastępowalności pokoleń wśród medyków – mówi Aleksandra Prus, ekonomistka Banku BNP Paribas.

Jej zdaniem połączenie wysokiego wieku lekarzy specjalistów i pielęgniarek może wskazywać na narastające problemy kadrowe w ochronie zdrowia.

Rząd bardziej martwi się zarobkami lekarzy

Trudno nie zauważyć paradoksu. Najpierw przez lata tolerowaliśmy system oparty na brakach kadrowych, wieloetatowości i lekarzach pracujących ponad siły. Teraz, gdy mediana wieku specjalistów wynosi 56 lat, rząd zaczyna przykręcać im śrubę i skrupulatnie sprawdzać wynagrodzenia.

Pomóc ma w tym powiązanie informacji o wynagrodzeniach z konkretną osobą przez numer PESEL. Nie twierdzę, że publiczne pieniądze nie powinny być kontrolowane. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że rząd bardziej przejmuje się dziś robieniem dobrego wrażenia niż zapobieganiem katastrofie kadrowej. Informacja o lekarzu, który zarabia dziesiątki czy setki tysięcy złotych, świetnie nadaje się do bicia politycznej piany i odwracaniu uwagi, że sprawa dotyczy jednego cwaniaka, na dodatek członka partii politycznej, która obecnie sprawuje władzę...

Jakoś nikt w rządzie się nie przejmuje, że z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że na ponad 156 tys. lekarzy w Polsce, owe bulwersujące „miliony” zarabia 600 osób. Zaledwie 0,38 proc. Trudniej też powiedzieć wyborcom, że wysokie wynagrodzenie często wynika z obsadzania kilku etatów, dyżurów i braków kadrowych, które państwo przez lata próbowało łatać pieniędzmi.

Najpierw płaciliśmy lekarzom więcej, żeby nie wyjeżdżali i zgodzili się pracować ponad normę. Teraz, gdy opinia publiczna oburza się na wysokość ich zarobków, rząd chce pokazać, że odzyskuje kontrolę. Sorry, na robienie dobrego wrażenia jest za późno. Zamiast procedować ustawę-plasterek na otwartą ranę, która zieje w polskiej służbie zdrowia, trzeba wziąć się naprawdę do roboty i przestać udawać, że COŚ się robi.

Za kilka lat problemem nie będzie, ile zarabia lekarz, tylko jego znalezienie.

Starzeją się też pielęgniarki i nauczyciele

Lekarze nie są jedyną grupą zawodową, w której brakuje młodych następców. Mediana wieku pielęgniarek posiadających tytuł specjalisty wynosi 53 lata. Tyle samo wynosi mediana wieku pracowników ochrony osób i mienia. W przypadku nauczycieli szkół ponadpodstawowych jest to 49 lat, a nauczycieli szkół podstawowych – 47 lat. Tutaj nie da się wszystkiego wyjaśnić długą drogą zdobywania kwalifikacji. Wysoki wiek pracowników jest również skutkiem tego, że część zawodów przez lata stawała się coraz mniej atrakcyjna.

Dotyczy to nie tylko budżetówki. Mediana wieku ślusarzy, spawaczy, hydraulików (notabene: czy rząd wie, że są w Polsce hydraulicy, którzy zarabiają po 20 tys. miesięcznie?), monterów i murarzy wynosi około 44-45 lat. To zawody, których brak odczujemy bardzo szybko. Nie tylko w statystykach zatrudnienia, ale również we własnych portfelach. Jeżeli fachowców będzie coraz mniej, na ich usługi będziemy czekać dłużej i płacić więcej. Doświadczenie można przekazać młodszym pracownikom, ale najpierw ci młodsi muszą pojawić się w firmach, szkołach, szpitalach i warsztatach. Tymczasem w wielu zawodach ich napływ jest zbyt mały, by zapewnić prostą wymianę pokoleń.

Najmłodsi są pracownicy fast foodów i informatycy

Na drugim końcu zestawienia znajdują się profesje będące często pierwszym miejscem zatrudnienia młodych osób. Mediana wieku pracowników przygotowujących posiłki w fast foodach to 25 lat, a kelnerów – 31 lat. Młode pozostają również zawody związane z nowymi technologiami. Wśród programistów aplikacji, projektantów baz danych oraz analityków systemów mediana wieku mieści się w przedziale od 33 do 38 lat.

Więcej wpisów o demografii

To pokazuje, że młodzi pracownicy nie zniknęli. Kierują się jednak do zawodów, które oferują lepsze wynagrodzenia, szybszy rozwój albo łatwiejszy start. Nie można mieć do nich pretensji, że wybierają branżę IT zamiast wieloletniego kształcenia medycznego, pracy zmianowej w szpitalu, nisko opłacanej szkoły czy wymagającego fizycznie fachu.

Państwo i firmy mogą narzekać na brak kandydatów, ale kandydaci podejmują racjonalne decyzje. Jeżeli jakiś zawód nie zapewnia godnego wynagrodzenia, stabilności i rozsądnych warunków pracy, młodzi ludzie wybiorą inny.

Z rynku pracy zniknęły już 2 mln osób

Widmo braku specjalistów to część znacznie powazniejszego problemu. Liczba ludności Polski w wieku produkcyjnym, która w latach 2010-2015 zbliżała się do 25 mln, spadła już poniżej 23 mln. Względna stabilność ogólnej liczby mieszkańców jest możliwa głównie dzięki imigracji. W ciągu ostatniego roku liczba cudzoziemców mieszkających w Polsce wzrosła o 215 tys. i osiągnęła 2,3 mln. W tym samym czasie liczba Polaków mieszkających w kraju zmniejszyła się o 175 tys.

Wyzwania demograficzne to nie tylko abstrakcyjna statystyka, ale realny problem, który już dziś dotyka konkretnych zawodów decydujących o jakości życia Polaków – ochrony zdrowia, edukacji czy rzemiosła technicznego – wskazuje Marcin Kujawski, starszy ekonomista Banku BNP Paribas.

I wylicza: mediana wieku całego polskiego społeczeństwa wzrosła z 34 lat w 2000 roku do 43 lat w 2025 roku. W 2045 roku przekroczy 50 lat i pozostanie na podobnym poziomie przez kolejne dekady. Liczba osób w wieku emerytalnym wzrośnie z obecnych 7,5 mln do ponad 9 mln.

Rosnące wydatki na emerytury i ochronę zdrowia będą nakładać się na coraz większe trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników. Coraz mniej osób będzie pracować i finansować system, a coraz więcej będzie potrzebować emerytur i... leczenia.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.