REKLAMA

Zarobki lekarzy do kontroli. PESEL wszystko pokaże, ale niczego nie rozwiąże

Sejm bez głosu sprzeciwu przyjął ustawę, która pozwoli sprawdzać wynagrodzenia lekarzy. Dane mają być powiązane z numerem PESEL albo numerem prawa wykonywania zawodu. Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że chodzi o lepszą wycenę procedur, kontrolę kosztów i bezpieczeństwo pacjentów. Sprawa ma jednak także bardzo polityczny kontekst, bo prace przyspieszyły po aferze lekarza, który miał zarobić 1,6 mln zł w rok.

lekarz KIS
REKLAMA

Za ustawą o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawy o działalności leczniczej głosowało 253 posłów. Nikt nie był przeciw, ale aż 177 posłów wstrzymało się od głosu.

Nowe przepisy mają dać ministrowi zdrowia, Narodowemu Funduszowi Zdrowia oraz Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji dokładniejszy obraz tego, ile naprawdę kosztuje praca personelu medycznego w publicznym systemie ochrony zdrowia. Kluczowa zmiana polega na tym, że informacje o wynagrodzeniach będzie można powiązać z konkretną osobą, czyli z numerem PESEL albo numerem prawa wykonywania zawodu.

REKLAMA

System widział wynagrodzenia, ale nie zawsze widział człowieka

Dziś AOTMiT dostaje od szpitali i przychodni dane o wynagrodzeniach, ale w ograniczonym zakresie. Agencja nie ma podstawy prawnej do przetwarzania danych identyfikujących personel medyczny, czyli m.in. numeru PESEL i numeru prawa wykonywania zawodu. W efekcie może analizować koszty, ale nie zawsze jest w stanie zobaczyć pełny obraz pracy jednej osoby w kilku miejscach.

To istotne, bo w ochronie zdrowia funkcjonują różne modele zatrudnienia. Część medyków pracuje na etatach, część na kontraktach, część łączy kilka form współpracy i kilka placówek. Bez połączenia tych informacji państwo nie wie dokładnie, ile dana osoba zarabia łącznie w systemie finansowanym ze środków publicznych, gdzie pracuje i jak duże jest jej realne zaangażowanie.

Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przekonuje, że nowe przepisy mają przede wszystkim uporządkować wiedzę o rynku pracy w ochronie zdrowia.

REKLAMA

Przede wszystkim pozwoli nam poznać tak naprawdę strukturę faktycznych wynagrodzeń w ochronie zdrowia i jak Państwo wiecie debata na ten temat toczy się nie tylko od wielu miesięcy, ale od wielu lat – mówi minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Ministerstwo Zdrowia wskazuje, że lepsze dane mają pomóc nie tylko w analizie wynagrodzeń, ale też w ponownej wycenie procedur medycznych. To ważne, bo od taryf zależy, ile NFZ płaci placówkom za konkretne świadczenia. Jeżeli koszty pracy są źle policzone, cały system finansowania zaczyna działać na niepełnych danych.

Mamy w Polsce różne systemy wynagradzania, różne umowy o pracę, kontrakty, różne formy świadczenia usług medycznych w związku z tym, żebyśmy mogli w sposób prawidłowy poznać ten obrazek struktury wynagrodzeń w podmiotach leczniczych – podkreśla Jolanta Sobierańska-Grenda.

REKLAMA

Lekarze z milionowymi zarobkami to mniej niż 0,4 proc. środowiska

Polityczne tło tej ustawy jest oczywiste. Debata gwałtownie przyspieszyła po nagłośnieniu sprawy lekarza w trakcie specjalizacji, który w 2025 r. miał zarobić 1,6 mln zł. Był jednocześnie radnym Koalicji Obywatelskiej. Po ujawnieniu sprawy odszedł z partii, złożył mandat, a stołeczny ratusz poinformował, że lekarz zwrócił szpitalowi pół miliona złotych.

REKLAMA

Ten przypadek wywołał ogromne emocje, ale sam nie mówi jeszcze, jaka jest skala zjawiska. Tu potrzebny jest mianownik. Według danych Centralnego Rejestru Lekarzy prowadzonego przez Naczelną Izbę Lekarską prawo wykonywania zawodu ma ponad 156 tys. medyków. Lekarzy z rocznymi zarobkami przekraczającymi milion złotych ma być około 600.

To mniej niż 0,4 proc. osób z prawem wykonywania zawodu. Innymi słowy: zjawisko istnieje, ale dotyczy bardzo wąskiej części środowiska. Dlatego ustawy nie warto sprowadzać do prostego hasła o „lekarzach-milionerach”. Znacznie ważniejsze jest pytanie, czy publiczny system potrafi sprawdzić, za co dokładnie płaci, komu płaci i czy pieniądze idą za realną dostępnością świadczeń dla pacjentów.

REKLAMA

Ministerstwo Zdrowia argumentuje, że nie chodzi o publiczne ujawnianie zarobków poszczególnych medyków. Dane mają być przetwarzane przez uprawnione instytucje publiczne i wykorzystywane do analiz systemowych. To jednak bardzo wrażliwy obszar, bo państwo dostanie narzędzie pozwalające złożyć w całość wynagrodzenia konkretnej osoby z różnych placówek.

Nie tylko pensje. Chodzi też o wieloetatowość i bezpieczeństwo pacjentów

Najważniejszy problem nie kończy się na wysokości wynagrodzeń. Równie istotne jest to, jak działa rynek pracy w ochronie zdrowia. Państwo chce lepiej widzieć, ile miejsc udzielania świadczeń przypada na jednego medyka, jakie formy zatrudnienia są najczęstsze i czy obecny model nie prowadzi do nadmiernego obciążenia pracą.

Nowe przepisy same nie rozwiążą problemu braków kadrowych ani kolejek do specjalistów. Mogą jednak pokazać miejsca, w których system działa na skróty. Jeżeli ta sama osoba pracuje w wielu placówkach, a jej wynagrodzenia są rozproszone po różnych kontraktach, bez danych identyfikujących trudno ocenić, czy mamy do czynienia z racjonalnym wykorzystaniem zasobów, czy z patologiczną wieloetatowością.

REKLAMA

Więcej o zarobkach lekarzy

Zbieranie danych przez PESEL czy na prawo wykonywania zawodu nam to po prostu umożliwi, będzie również to bazą do ponownej retaryfikacji procedur medycznych – wskazuje minister zdrowia.

REKLAMA

Sobierańska-Grenda dodaje, że lepsze dane mają być przydatne również dla NFZ, który kontraktuje świadczenia. Jeżeli agencja będzie potrafiła dokładniej policzyć koszty pracy i strukturę zatrudnienia, Fundusz ma dostać mocniejszą podstawę do ustalania zasad finansowania.

Będzie również ułatwiało kontraktowanie świadczeń przez Narodowy Fundusz Zdrowia, ale myślę, że też dostarczy nam wiedzy co do liczby miejsc udzielania świadczeń, a o tym też dzisiaj dużo mówimy – zauważyła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

REKLAMA

To może być jeden z najważniejszych elementów całej zmiany. W sporze o wynagrodzenia łatwo skupić się na najbardziej spektakularnych przypadkach. Dla pacjentów kluczowe jest jednak coś innego: czy lekarz jest realnie dostępny, czy placówka ma personel, którego potrzebuje, i czy państwo potrafi uczciwie wycenić świadczenia.

Samorząd lekarski chce rozmowy z premierem

Nowe przepisy mogą poprawić przejrzystość systemu, ale mogą też pogłębić napięcie między rządem a środowiskiem lekarskim. Zwłaszcza jeśli debata będzie prowadzona pod presją pojedynczych afer i emocjonalnych przykładów.

Naczelna Izba Lekarska już sygnalizuje, że chce rozmowy o zmianach w ochronie zdrowia. Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski zwrócił się do premiera Donalda Tuska o wyznaczenie terminu spotkania po deklaracji dotyczącej reformy systemu ochrony zdrowia we współpracy z samorządem lekarskim.

Jestem przekonany, że bezpośrednie spotkanie stworzyłoby możliwość merytorycznej wymiany poglądów oraz omówienia kluczowych kwestii związanych z planowanymi działaniami w obszarze ochrony zdrowia – napisał Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

REKLAMA

To ważny sygnał, bo ustawa dotyka dwóch wrażliwych spraw naraz: publicznych pieniędzy i prywatnych danych o zarobkach konkretnych osób. Państwo ma prawo wiedzieć, jak wydawane są środki z NFZ. Lekarze mają prawo oczekiwać, że transparentność nie zamieni się w polityczne polowanie na całe środowisko.

Najciekawsze w tym wszystkim jest, jak nowe przepisy zostaną użyte. Jeżeli posłużą do rzetelnej wyceny procedur, lepszego planowania kadr i ograniczenia nadużyć, pacjenci mogą na tym zyskać. Jeżeli staną się narzędziem do budowania narracji o „bogatych lekarzach” i, nie daje Boże, rozpoczęcia polowania na czarownice, możemy je wyrzucić do kosza. Nie uleczą polskiej służby zdrowia.

REKLAMA
Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA