REKLAMA

Nie rozumiem, dlaczego rząd banuje UOKiK. Kto ma teraz chronić klientów?

Nie twierdzę, że projekt ustawy przygotowany przez UOKiK był doskonały. Sam prezes Urzędu przyznał, że podczas prac popełniono błędy. Nie rozumiem jednak, dlaczego ich poprawienie wymagało odebrania UOKiK całego projektu. Zwłaszcza że chodzi o instytucję, która z definicji ma stać po stronie konsumentów.

Nie rozumiem, dlaczego rząd banuje UOKiK. Kto ma teraz chronić klientów?

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów został odsunięty od dwóch ważnych projektów dotyczących klientów banków. Najpierw nie dostał zgody na prowadzenie prac nad ustawowym wzorcem umowy kredytu hipotecznego. Potem premier odebrał mu upoważnienie do przygotowania ustawy o kredycie konsumenckim.

To dwa różne projekty. W obu przypadkach finał jest jednak podobny: najważniejsze regulacje dotyczące relacji banków z klientami mają powstawać bez udziału instytucji odpowiedzialnej za kształtowanie polityki konsumenckiej państwa.

Najpierw hipoteki, teraz kredyty konsumenckie

W przypadku umowy hipotecznej UOKiK przygotował projekt, konsultował go i chciał rozpocząć formalne prace legislacyjne. Do tego potrzebował jednak zgody Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Wystąpiliśmy o nie, ale wskutek braku gotowości rządu do procedowania projektu Prezes UOKiK nie otrzymał upoważnienia do prowadzenia prac legislacyjnych – wskazał Urząd w odpowiedzi udzielonej Bizblogowi.

KPRM uznała, że projektem powinno zająć się Ministerstwo Sprawiedliwości. Resort odmówił. Tłumaczył, że ustawowy wzorzec mógłby narazić państwo na odpowiedzialność, gdyby jego zapisy okazały się kiedyś sprzeczne z prawem Unii Europejskiej albo późniejszym orzecznictwem TSUE. Ministerstwo nie planuje także własnej ustawy w tej sprawie.

W przypadku ustawy o kredycie konsumenckim UOKiK zaszedł znacznie dalej. Urząd miał zgodę premiera, przygotował projekt, przeprowadził konsultacje i zebrał około 1200 uwag. Około 800 z nich pochodziło od organizacji konsumenckich i branżowych. Projekt został skierowany do Komitetu do spraw Europejskich.

I wtedy, 18 maja 2026 r., premier odwołał upoważnienie dla prezesa UOKiK. Cztery dni później projekt oficjalnie wycofano z prac komitetu. Najbardziej wymowny fragment znajduje się w piśmie przygotowanym później przez Urząd.

Prezes UOKiK nie posiada wiedzy na temat organu właściwego ani dalszych planowanych prac nad tym projektem – wskazał UOKiK.

To nie wygląda jak uporządkowane przekazanie ustawy innemu organowi. Autor projektu stracił upoważnienie i nawet nie wiedział, kto przejmie dalsze prace.

Projekt mógł być zły. Ale dlaczego trzeba było zabierać go UOKiK?

Rząd ma oczywiście prawo krytycznie oceniać projekt. Może uznać, że przepisy są zbyt daleko idące, zbyt kosztowne albo niezgodne z przyjętą polityką. UOKiK również nie jest instytucją nieomylną.

Tomasz Chróstny przyznał zresztą, że jego zespół popełnił błędy, które powinny zostać naprawione na wcześniejszych etapach. Jednocześnie podkreślił, że projekt poprzedziły analizy, szerokie konsultacje z branżą, resortami, Komisją Europejską i przedstawicielami innych państw.

Maciej Berek, minister odpowiedzialny za nadzór nad wdrażaniem polityki rządu, tłumaczył, że to on wystąpił do premiera o odebranie prezesowi UOKiK upoważnienia. Jako powód wskazywał niezadowalające tempo prac i zbyt szeroki zakres regulacji. Przypomniał też prezesowi Urzędu, że jako urzędnik podlegający rządowi powinien realizować przyjętą przez niego filozofię działania.

To nadal nie odpowiada jednak na najważniejsze pytanie.

Dlaczego nie można było zwrócić projektu UOKiK do poprawienia? Dlaczego nie wskazano konkretnych przepisów, które należy usunąć albo zmienić? Dlaczego nie wyznaczono Urzędowi nowego terminu? Dlaczego zamiast poprawić ustawę, odsunięto od niej instytucję, która przez kilkanaście miesięcy zbierała opinie, prowadziła rozmowy i budowała wiedzę potrzebną do przygotowania przepisów?

Zmiana autora projektu nie usuwa problemów prawnych. Powoduje tylko, że ktoś inny musi odtworzyć dużą część wykonanej już pracy.

UOKiK nie jest przypadkowym urzędem

Prezes UOKiK jest centralnym organem administracji rządowej odpowiedzialnym za kształtowanie i realizację polityki ochrony konsumentów. Sam Urząd opisuje swoją misję jako ochronę ich interesów i bezpieczeństwa. Przygotowywanie projektów przepisów konsumenckich nie jest więc działalnością poboczną, ale jednym z powodów istnienia tej instytucji.

Dlatego nie przekonuje mnie argument, że prezes UOKiK jest urzędnikiem podlegającym rządowi i powinien podporządkować się jego decyzji. Oczywiście, że musi ją wykonać. Spór nie dotyczy tego, czy premier miał formalne prawo odebrać mu upoważnienie.

Pytanie brzmi: czy było to dobre dla konsumentów?

Nie wystarczy odpowiedzieć, że prace postępowały zbyt wolno. UOKiK został odsunięty od projektu w momencie, gdy ustawa znajdowała się już na zaawansowanym etapie, a Polska ma ograniczony czas na wdrożenie unijnych przepisów. Według ustaleń Money.pl nowy projekt przygotowuje obecnie Ministerstwo Sprawiedliwości przy wsparciu Ministerstwa Finansów. Redakcja podała również, powołując się na nieoficjalne informacje, że rozważana jest ścieżka poselska, która pozwala ominąć część rządowych konsultacji. Resort nie potwierdził tych informacji.

Jeżeli problemem poprzedniego projektu były tempo i jakość prac, pomysł ograniczenia konsultacji byłby szczególnie trudny do zrozumienia.

Nie wiem, czy wygrało lobby bankowe

Nie mam dowodów, że sektor bankowy doprowadził do odsunięcia UOKiK. Nie można więc przedstawiać tego jako faktu. Wiadomo jednak, że banki i Komisja Nadzoru Finansowego sprzeciwiały się propozycjom Urzędu. Krytykowały rozszerzenie sankcji kredytu darmowego i rozwiązania wychodzące poza minimalny zakres wymagany przez unijną dyrektywę. Po tym sporze premier odebrał projekt UOKiK, a prace mają rozpocząć się od nowa pod kierunkiem ministerstw.

Więcej naszych wpisów o UOKiK-u

Taka chronologia nie dowodzi wpływu banków na decyzję premiera. Z pewnością jednak wymaga znacznie lepszego wyjaśnienia niż ogólne zarzuty dotyczące tempa prac. Zwłaszcza że to już drugi przypadek, gdy UOKiK traci wpływ na ważne przepisy dla klientów sektora finansowego. Przy hipotekach nie dostał zgody na rozpoczęcie prac legislacyjnych. Przy kredycie konsumenckim zgodę najpierw dostał, a potem mu ją odebrano.

Nie twierdzę, że mamy do czynienia z planowym wykluczaniem UOKiK ze wszystkich prac konsumenckich. Urząd nadal przygotowuje inne regulacje. Trudno jednak nie zauważyć, że w sprawach bezpośrednio dotykających banków jego pozycja została wyraźnie osłabiona.

Rząd powinien odpowiedzieć konsumentom

Chciałbym więc poznać konkretną odpowiedź: co dokładnie było tak wadliwe w projekcie UOKiK, że nie dało się go poprawić pod kierunkiem Urzędu?

Chciałbym także wiedzieć, czy UOKiK uczestniczy w obecnych pracach, co stanie się z setkami zgłoszonych uwag i czy nowy projekt zachowa rozwiązania wzmacniające ochronę klientów. Samo zapewnienie, że rząd napisze lepszą ustawę, nie wystarczy.

Najpierw państwo nie pozwoliło UOKiK doprowadzić do ustawy jednolitej umowy kredytu hipotecznego. Później zabrało mu ustawę o kredycie konsumenckim. W obu przypadkach to klienci banków mają najwięcej do stracenia, gdy przepisy okażą się niejasne albo zbyt słabe.

Dlatego nie rozumiem decyzji o odsunięciu UOKiK. I dopóki rząd nie przedstawi konkretnego, przekonującego uzasadnienia, będę miał wrażenie, że w sporze między ochroną konsumentów a spokojem sektora finansowego wygrał ten drugi.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.