Właśnie wynająłem synowi pokój w Krakowie. To genialny patent na lukratywną emeryturę
Poszukiwanie dla syna, który za chwilę zacznie studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, pokoju do wynajęcia w Krakowie okazało się niezwykłą przygodą. I przy okazji też dobrą nauką. Dowiedziałem się, jak w prosty sposób zadbać o przyszłą emeryturę. Posłuchajcie, może też skorzystacie.

Powoli do mnie dochodzi, że rodzicielstwo jest po prostu trudne na każdym etapie. Na różnym poziomie i w różnym stopniu. Obecnie przede mną i przed żoną kolejna odsłona tego procesu: najstarszy syn za chwilę opuści rodzime gniazdko i zacznie własne życie, jako student UJ w Krakowie. Serce rośnie, ale też trochę trzęsie się ze strachu, wiadomo. Ale zostawmy te emocje na bok, każdy rodzić prędzej czy później będzie miał z nimi styczność, tak to już jest. Ważniejsze jest to, co się stało przy okazji. Bo miejsca w akademiku nie dostaliśmy i trzeba było kombinować jakiś pokój na własną rękę. I z tego wyciągnąłem dla siebie lekcje na resztę życia.
Kraków: pokoje do wynajęcia dla studentów
Teraz takiego wolnego pokoju dla nowego studenta w Krakowie można szukać na różne sposoby. Są w social mediach specjalnie grupy, są oddzielne fora, w końcu można też na przykład skorzystać z ogłoszeń umieszczanych na OLX. Sięgamy po każdą z tych możliwości, żeby mieć jak największy wybór. Po kilku dniach przeglądania setek ofert mam przed oczami już pewien schemat.
Po pierwsze: im bliżej centrum Krakowa - tym drożej. Logiczne. Za wynajem jednego pokoju trzeba dawać w okolicach 2000 zł. Zasada nr 2: jak pokój jest z balkonem, to trzeba doliczyć co najmniej parę stówek. No i po trzecie: metraż nie po prostu się nie liczy. Byliśmy na miejscu i widzieliśmy pokoje wielkości co najwyżej małej łazienki. To nie ma znaczenia, cena bardzo podobna. Nie podoba się? Tam są drzwi.
Inne udogodnienia lub ich brak - nikt o tym nie wspomina ani słowem. Blok z windą lub nie? Sklep w sąsiedztwie albo trzeba podjechać tramwajem trzy przystanki? O tym nikt nie mówi. Ani telefonicznie, ani też w cztery oczy, przy oględzinach mieszkania. Student ma spać, uczyć się i płacić regularnie. Reszta jest milczeniem.
Wszystko policzyłem i pomyślałem o swojej emeryturze
Stawiając na samochód lub na pociąg, czy autobus syn spędzałby codziennie na drogę do Krakowa w dwie strony 4 godziny, jak nie lepiej. Abstrahując od kosztów takich wypraw każdego dnia. Bez sensu, trzeba mu coś wynająć. Ale tutaj też priorytetem była lokalizacja. Wydział Biologii UJ znajduje się w sąsiedztwie osiedla Ruczaj, więc tamtejsze mieszkania nas zainteresowały najbardziej.
Cena wyraźnie niższa od pokoi w mieszkaniach bliżej centrum Krakowa. Stawki obracają się w okolicach 1500 zł, z najczęściej kaucją na tym samym poziomie. A że najemcą bywa też często sam właściciel mieszkania, to przy podpisywaniu umowy (na rok, innej opcji nie ma) nie ma pobieranej żadnej prowizji. Kamień z serca.
I rzecz jasna obowiązuje zasada: im więcej napchać, tym lepiej. Zawsze przecież z tego powodu z mieszkania 3-pokojowego można zrobić nawet pięć pokoi, robiąc aneks kuchenny w przedpokoju. Bo tutaj też dzieli i rządzi wyłącznie zysk. A ten przyprawia o zawrót głowy, wystarczy wszystko na spokojnie policzyć.
Więcej o Krakowie przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
My podpisaliśmy umowę najmu pokoju w najzwyklejszym bloku, z windą. W mieszkaniu, razem z naszym synem, będzie w sumie 5 lokatorów. Niech każdy co miesiąc płaci tyle ile my, czyli jakieś 1500 zł. To tylko z tytułu najmu mamy z tego mieszkania co miesiąc 7500 zł. Od jednego mieszkania. Tyle tylko że najczęściej wystawiający takie pokoje w mieszkaniach nie mają jednej lokalizacji, tylko kilka.
Załóżmy więc, że mamy trzy takie mieszkania z podziałem na pokoje zamykane na klucz i ze wspólna łazienką, toaletą i kuchnią. W każdym po pięć pokoi do wynajęcia. Razem przynosi nam to co miesiąc 22500 zł. Jasne, trzeba odliczyć podatek, czynsze w tych mieszkaniach, jakaś amortyzację. Chociaż wszystkie naprawy w mieszkaniu pokrywa ubezpieczenie wynajmujących.
Ale nawet, jak odliczymy od tej kwoty te koszty stałe, to i tak zostanie nam kilkanaście tysięcy złotych. Wynajmujący w tym czasie wystarczy, że będą po prostu pod telefonem i w razie jakiejś awarii sami ją naprawią lub przyślą fachowca.
I tak to się kręci. A przy okazji popyt spokojnie dogania podaż. Kiedy podpisywaliśmy umowę najmu do wynajmującej zadzwoniła jedna studentka. Też chciała oglądać to mieszkanie, ale my już je zajęliśmy. Wynajmująca zaprosiła ją na spotkanie, ale przy innej lokalizacji w Krakowie. Studia tuż, tuż, biznes więc kręci się jak należy.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.