Koniec marzeń o tańszych kredytach. „Teraz nastawienie jest wyraźnie jastrzębie”
Adam Glapiński otwarcie przyznaje, że w RPP czuć strach przed kolejną falą drożyzny. Na stół wraca scenariusz podwyżek stóp procentowych, a kluczem do portfeli Polaków stają się ceny ropy i decyzje rządu w sprawie CPN.

Choć w październiku ceny w Polsce wyhamowały, a inflacja – obniżywszy się do 3,5 proc. r/r – wróciła w granice dopuszczalnego pasma odchyleń od celu Narodowego Banku Polskiego (2,5 proc. ± 1 pkt proc.), nie oznacza to, że okres podwyższonej inflacji mamy już za sobą.
Inflacja w górę nie tylko w Polsce
Nie ma co do tego wątpliwości szef NBP, który podczas comiesięcznej konferencji tłumaczył, jak sytuację cenową widzą członkowie Rady Polityki Pieniężnej i on osobiście.
Nadal mierzymy się z wysokimi cenami surowców związanymi głównie z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Podbija to dynamikę cen właściwie na całym świecie, nie tylko w Polsce – mówił Adam Glapiński.

To właśnie rosnące ceny energii (poza ropą naftową, a w konsekwencji benzyną i olejem napędowym, drożeje np. gaz, który jest w Europie już 2,5-krotnie droższy niż na początku roku) odpowiadają za dużą część wzrostu inflacji konsumenckiej. Tymczasem za jej wahania w ostatnich miesiącach odpowiedzialne są też działania osłonowe rządu – konkretnie program CPN. Zdaniem ekspertów to właśnie one stały za październikowym obniżeniem inflacji CPI z 4,1 proc. do 3,5 proc.
Tymczasem rodzima polityka pieniężna, jak wskazywał Adam Glapiński, nie ma wpływu na same tzw. zewnętrzne szoki podażowe.
Niezależnie od tego, co byśmy w polityce pieniężnej robili, nie mamy wpływu na cenę ropy wypływającej z portów na Bliskim Wschodzie – tłumaczył prof. Glapiński.

Na decyzje dotyczące ewentualnego przedłużenia programu CPN na część 2027 r. RPP również nie ma wpływu. Dlatego jej członkowie przyglądają się, czy w Polsce nie widać tzw. efektów drugiej rundy, czyli przenikania wyższych cen paliw do innych części gospodarki, niezwiązanych z nimi bezpośrednio.
Ten efekt jest, zdaniem szefa NBP, na razie ograniczony.
Wydaje się, że jak dotąd przedsiębiorstwa w ograniczonym stopniu mają możliwość przerzucania wyższych kosztów na ceny. Uniemożliwia to ograniczony popyt i konkurencja – stwierdził Adam Glapiński.
Wciąż nie widać presji
Według niego w firmach nie narasta też presja inflacyjna, co jest – z punktu widzenia procesów inflacyjnych – bardzo dobrą informacją (choć gorszą dla pracowników, którzy liczą na podwyżki – te są w 2026 r. znacznie skromniejsze niż w ubiegłych latach).
Niższe niż w pierwszej połowie roku jest też tempo, w jakim rosła w trzecim kwartale cała polska gospodarka, w tym konsumpcja. To także istotne z punktu widzenia polityki pieniężnej, ponieważ ewentualne podwyżki stóp – poza stłumieniem inflacji – ograniczyłyby również wzrost polskiego PKB. Tymczasem według najnowszych prognoz analityków NBP w 2027 r. nastąpi dalsze spowolnienie wzrostu gospodarczego, m.in. z powodu mniejszego wykorzystania funduszy unijnych przez Polskę.
Im szybszy wzrost, tym ceny mają tendencję do szybszego wzrostu. Im niższy wzrost, tym ceny się uspokajają – tłumaczył prof. Glapiński.
Więcej podobnych wpisów na Bizblog Spider's Web
Gorąco w RPP
W takiej sytuacji RPP zdecydowała się w listopadzie – po, jak zauważył jej przewodniczący, „bardzo gorącej dyskusji” – pozostawić stopy procentowe NBP na dotychczasowych poziomach. Choć, jak zaznaczył prezes Glapiński, „zdecydowanie” dostrzega ryzyko, że w najbliższych miesiącach dynamika cen może ponownie wzrosnąć.
Pytanie, jak mocno.
Odpowiedź zależeć będzie między innymi od tego, co postanowi rząd w sprawie programu CPN, który według obecnego stanu prawnego ma działać do końca roku. To, czy zostanie przedłużony, będzie miało znaczący wpływ na inflację, a także na decyzje RPP w sprawie stóp procentowych (a pośrednio także na wysokość oprocentowania zarówno kredytów, jak i depozytów Polaków).
Z analiz NBP wynika, że różnica między wariantem z CPN a bez CPN będzie spora.
Jak będzie regulacja, to będzie niższa inflacja, jak nie – to będzie wyższa – powiedział Adam Glapiński.

Jedzenie będzie droższe
Samo przedłużenie CPN nie jest pewne, podobnie jak niewiadomą pozostaje skala i czas trwania obecnego kryzysu surowcowego na świecie. Jednak decyzja w sprawie przyszłości programu osłonowego będzie miała dla portfeli Polaków duże znaczenie.
To będzie dotyczyć też rachunków za prąd i gaz, przedsiębiorstw i rodzin – wskazywał szef NBP.
Zresztą nawet gdyby sytuacja na Bliskim Wschodzie zaczęła się normalizować, nie powinniśmy liczyć na to, że inflacja prędko powróci do pożądanych przez NBP poziomów.
To będzie się stosunkowo wolno regulować w kierunku normalności, nawet jak już nie będzie żadnej wojny – przestrzegł prof. Glapiński.
Kolejnym „czynnikiem niepewności” wymienionym przez niego w kontekście przyszłej inflacji są ceny żywności, które w ostatnich miesiącach działały na indeks cen hamująco. Niestety, ten czas właśnie minął.
Żywność będzie drożała – nie pozostawił złudzeń szef NBP.
Co dalej z inflacją i stopami procentowymi?
Przyszłość inflacji w Polsce, a więc i stóp procentowych, jest dziś trudna do przewidzenia, co przyznaje wielu ekonomistów. Jeśli wspomniane niekorzystne dla cen czynniki będą się nasilały, możemy się jednak spodziewać ruchu ze strony władz monetarnych.
Jeśli ryzyka dla inflacji będą narastać, to RPP jest gotowa do działania. Nie będzie zwlekać, bo naszym priorytetem pozostaje średniookresowa stabilność cen – podkreślił Adam Glapiński.
Jak zauważają analitycy Banku Pekao, pomimo jastrzębiej rewizji projekcji makroekonomicznych, wydźwięk wczorajszej konferencji prezesa NBP był „niekonkluzywny”. W krótkim horyzoncie (do końca roku) należy ich zdaniem oczekiwać stabilizacji stóp procentowych (dopytywany przez dziennikarzy Adam Glapiński stwierdził, że „w Radzie nie przyjęło się podejmować decyzji w grudniu”). W dalszej perspektywie decyzje RPP będą natomiast uzależnione od realizacji poszczególnych ryzyk inflacyjnych.
Naszym zdaniem scenariusz podwyżek stóp w 2027 r. pozostaje na stole – uważają eksperci Pekao.
Podobny rysują ekonomiści Credit Agricole – ich zdaniem stopy procentowe w Polsce mogą wzrosnąć już na początku przyszłego roku.
Choć są i tacy analitycy, którzy obstawiają, że stopy pozostaną na obecnych poziomach na dłużej.
Nadal zakładamy, że RPP nie zdecyduje się na podwyżki stóp, chociaż ryzyko dla tej prognozy jest wysokie, a ostateczne decyzje (zwłaszcza w perspektywie najbliższych trzech miesięcy) będą według nas zależały głównie od nowych taryf, ewentualnych działań ochronnych i zmian cen paliw – czytamy w komentarzu Centrum Analiz PKO BP.
Jednak co do tego, że nastawienie RPP wyraźnie się w ostatnich miesiącach zmieniło, nie ma żadnych wątpliwości. Potwierdził to zresztą jej przewodniczący, a zarazem prezes NBP, przypominając, że jeszcze nie tak dawno sam mówił o ewentualnych obniżkach stóp procentowych.
Teraz nastawienie jest wyraźnie jastrzębie. To znaczy boimy się, że trzeba będzie te stopy podwyższyć – przyznał Adam Glapiński.
Choć nie potrafił powiedzieć, czy będzie to jednorazowa, stabilizująca podwyżka, czy początek cyklu podwyżek. Nie wykluczył przy tym scenariusza... pozostawienia stóp bez zmian.
Dla kredytobiorców oznacza to jedno: okres nadziei na szybkie poluzowanie polityki monetarnej definitywnie dobiegł końca.
Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).