REKLAMA

Myślicie, że w sklepach jest drogo? Spójrzcie na te ceny

Wrześniowy skok inflacji konsumenckiej do 4,1 proc. to wierzchołek góry lodowej. Dane z polskiego przemysłu pokazują potężny wystrzał cen producentów. Rachunek za geopolityczny szok naftowy wkrótce wyląduje w naszych portfelach, a Radę Polityki Pieniężnej postawi w sytuacji nie do pozazdroszczenia.

Myślicie, że w sklepach jest drogo? Spójrzcie na te ceny
REKLAMA

Martwisz się, że zakupy coraz szybciej drożeją? Nic dziwnego, inflacja konsumencka (ang. consumer price index, CPI) przyspieszyła we wrześniu do 4,1 proc. r/r z 3,4 proc. w sierpniu. To przede wszystkim zasługa wojny na Bliskim Wschodzie, która ciągnie w górę ceny paliw. To przez nią ceny towarów i usług rosną tak szybko – jeszcze na początku roku inflacja ledwo przekraczała 2 proc. r/r.

REKLAMA

Drożej nie tylko w sklepach

To jednak nie koniec złych wieści na temat tego, co w Polsce dzieje się z cenami. Najnowsze, opublikowane we wtorek, dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że ceny producentów rosną w znacznie szybszym tempie.

Obrazujący to wskaźnik PPI (producer price index) w przemyśle wystrzelił we wrześniu do 6,1 proc. w ujęciu rocznym. Tymczasem jeszcze kilka miesięcy temu, na początku 2026 r., w PPI mieliśmy deflację, co oznacza, że ceny zamiast rosnąć, spadały. Przez dziewięć miesięcy, od stycznia, wskaźnik cen producentów wzrósł o prawie 9 pkt procentowych. W samym wrześniu ceny wzrosły o 0,7 proc.

REKLAMA

Jeszcze większa inflacja panuje w budowlance. W tym sektorze ceny producentów były we wrześniu o 6,9 proc. wyższe niż przed rokiem, choć w tym przypadku od dość dawna nie mieliśmy do czynienia z deflacją.

Niepokojące zjawisko

Odczyt GUS o PPI, choć okazał się nieco wyższy od przewidywanego przez analityków (spodziewali się, że w przemyśle nie przekroczy 6 proc.), nie zmienia znacząco ich ocen odnośnie do obecnej sytuacji inflacyjnej w Polsce.

REKLAMA

Wskaźnik PPI, jak zauważa Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego, rośnie „bez większych zaskoczeń” i znajduje się obecnie na poziomie najwyższym od kwietnia 2023 r. Wskazuje przy tym na niebezpieczeństwo takiego stanu rzeczy.

To co niepokoi, to gwałtownie nabierająca rozmiarów dynamika PPI, która docelowo może znaleźć przełożenie na wskaźnik CPI – mówi wprost.

REKLAMA

Trudno się dziwić tym obawom. Przedsiębiorcy nie żyją w próżni, tymczasem utrzymujące się na wysokich poziomach od lutego ceny surowców, spowodowane napiętą sytuacją geopolityczną w rejonie Zatoki Perskiej, nie pozostają bez wpływu na ich działalność. Chcąc utrzymać rentowność zmuszeni są podnosić ceny oferowanych przez siebie produktów. I właśnie ten efekt widzimy na sklepowych półkach, nie mówiąc o dystrybutorach na stacjach paliw. Te były we wrześniu o kilkadziesiąt procent droższe niż przed rokiem. Ale drożeją też inne towary i usługi.

Poza transportem czy związanymi bezpośrednio z jego kosztami np. usługami kurierskimi czy turystyką, przyspieszają ceny w innych kategoriach. O prawie 16 proc. podrożały przez ostatnie 12 miesięcy np. pomidory, sporo podrożały papierosy, usługi streamingowe czy poprawki krawieckie. A za nośniki do nagrywania trzeba było wydać 48 proc. więcej niż przed rokiem. Znacznie wzrosły też ceny związane z ogrzewaniem – np. paliwo drzewne, w tym pellet (prawie 25 proc. r/r) czy paliwa płynne (+72,5 proc. r/r).

REKLAMA

Więcej ciekawych danych na Bizblog Spider's Web

REKLAMA

Nienachalna druga runda

Na szczęście druga fala cenowego potopu, przynajmniej na razie, jest bardzo umiarkowana. Analitycy zwracają uwagę, że spodziewane przez nich tzw. efekty drugiej rundy nie rozlewają się po całej gospodarce (np. przez wzrost oczekiwań płacowych pracowników) w takim stopniu, jak do niedawna się spodziewano.

Ma to swoje konsekwencje dla polityki pieniężnej w Polsce, a mówiąc konkretnie – dla wysokości stóp procentowych w naszym kraju. Obecnie główna stopa NBP, tzw. referencyjna, wynosi niezmiennie od marca 3,75 proc. I to mimo iż inflacja konsumencka znajduje się daleko od celu inflacyjnego, który wyznaczono na 2,5 proc. z możliwością odchyleń o 1 pkt procentowy.

REKLAMA

Rada Polityki Pieniężnej jednak nie interweniuje. A dzieje się tak m.in. dlatego, że wspomnianych efektów drugiej rundy nie widać w takiej obfitości, by zmusiło to jej członków do działania. Niewykluczone, że wkrótce się to zmieni, jednak sytuacja jest w kwestiach cenowych bardzo dynamiczna. I w dużej mierze nie zależy od tego, co zrobi RPP. Obecne wzrosty inflacji są prawie wyłącznie spowodowane tzw. szokiem podażowym związanym z Bliskim Wschodem i cenami surowców. A na to, podobnie jak np. na susze, ulewy czy w ogóle pogodę, RPP nie ma wpływu.

Ma natomiast twardy orzech do zgryzienia: z jednej strony jest zobligowana mandatem do dbania o stabilność cen (cel inflacyjny), z drugiej zdaje sobie sprawę, że po wyłączeniu cen energii i żywności (inflacja bazowa), na które co do zasady nie ma wpływu, inflacja pozostaje w szeroko rozumianym celu. A we wrześniu nawet nieco się obniżyła – z 3,3 proc. do 3,1 proc. r/r. Musi też RPP zwracać uwagę na to, by zbyt agresywna polityka pieniężna nie stłumiła za mocno gospodarki – a tak właśnie, chłodząco, działają na nią podwyżki stóp procentowych.

REKLAMA

Co zrobi RPP ze stopami procentowymi?

Tak niejednoznaczna i mocno zmienna sytuacja w zakresie cen powoduje, że i zdania analityków odnośnie do przyszłości stóp i inflacji w naszym kraju są podzielone. Niektórzy obstawiają, że w świetle spodziewanego utrzymywania się inflacji na podwyższonym poziomie w 2027 r. RPP zdecyduje się na ruch stopami w górę już za niespełna miesiąc, podczas listopadowego posiedzenia. Jej członkowie będą wtedy mądrzejsi o najnowszą projekcję inflacyjną NBP, która pokaże, jak prawdopodobnie kształtować się będzie ścieżka inflacyjna w najbliższych kwartałach.

Niektórzy jednak nie spodziewają się na razie żadnych gwałtownych ruchów RPP. Według Moniki Kurtek dane napływające z gospodarki realnej, jak np. dzisiejsze o produkcji przemysłowej czy z rynku pracy, na pewno nie spędzają snu z powiek członkom RPP.

REKLAMA

Zmartwieniem jest dla niej niewątpliwie inflacja.

Ma ona jednak źródła poza polską gospodarką, w związku z czym walka z nią jest mocno utrudniona. Rada niewątpliwie musi pozostać czujna, aby nie dopuścić do tzw. efektów drugiej rundy. Na razie ich nie widać, dlatego RPP w listopadzie utrzyma – w mojej ocenie - stopy procentowe na obecnym poziomie – prognozuje główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Bartosz Krzyżaniak
Redaktor

Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).

REKLAMA
REKLAMA