REKLAMA

Zaczynam wierzyć, że to koniec wódki w Polsce

Pierwszy raz w życiu mam taką nadzieję. Lobby alkoholowe będzie walczyć do ostatnich sił, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. I może zmiany w prawie opóźni, ale tego trendu już nie zmieni.

Zaczynam wierzyć, że to koniec wódki w Polsce
REKLAMA

Przyznawałem to już nie jeden raz: nie rozumiem, jak państwo może cieszyć się z uzyskiwania rocznie nawet ponad 50 mld zł ze sprzedaży jednej z najniebezpieczniejszej substancji psychoaktywnych. I przy okazji rzecz jasna to państwo nie robi absolutnie nic, żeby ten proceder nie tylko całkowicie ukrócić, ale chociaż go zminimalizować. Nie trzeba mieć doktoratu z uzależnień, żeby dotrzeć do już bardzo licznych badań naukowych, które wskazują, że pod względem uzależnienia psychicznego, uzależnienie fizycznego, a także oddziaływania na społeczeństwo alkohol jest najgorszą trucizną. W tym zestawieniu pokonuje nawet opiaty, zostawiając pozostałe narkotyki bardzo daleko w tyle.

REKLAMA

Mimo to wcześniejsze dyskusje o możliwym ograniczeniu sprzedaży procentów traktowane były jak atak na niepodległość Polski. No bo jak to tak? Chrzciny, stypa, komunia, imieniny, urodziny i każda inna okazja (pretekst zawsze się nadarzy, prawda?) bez flaszki wódki na stp;e? Nie może być. Ale w tym roku zacząłem przecierać oczy ze zdumienia. Bo w tym alkoholowym murze powstała niejedna dziura. Potwierdzają to też najnowsze dane GUS: w ciągu roku spożycie spadło z 8,8 do 8,3 litra czystego alkoholu na jednego mieszkańca Polski. To mniej o ok. 6 proc.

Żeby pokazać skalę: to tak, jakby każdy mieszkaniec Polski, licząc wszystkich od kołyski aż po grób, wypił w ciągu roku o około 2,5 półlitrowej butelki wódki mniej - komentuje w social mediach Jan Śpiewak, socjolog i aktywista miejski, który zasłynął walką z reklamami alkoholu.

REKLAMA

Alkohol, czyli pierwsze dziury w polskim murze

Pierwsze jaskółki o tym, że alkohol w Polsce w końcu przestaje być tematem tabu, pojawiły już wcześniej. Bardzo szybko propozycje ograniczenia sprzedaży alkoholu w godz. od 22 do 6 na terenie całego kraju oraz te dotyczące całkowitego zakazu reklamy procentów nie dość, że stanowiły początek ogólnopolskiej dyskusji, to w dodatku z każdym dniem przybywało zwolenników wzięcia wreszcie alkoholu na krótką smycz. 

REKLAMA

Psodchody polityczne, najczęściej wycelowane w przychylność elektoratu, słyszę jednak nie od dziś. I do tej pory zawsze kończyło się na tym samym: z bardziej restrykcyjnych przepisów prawa najzwyczajniej w świecie rezygnowano. Główna w tym zasługa wyjątkowo skutecznego w Polsce lobby alkoholowe. Z drugiej strony nie ma się co dziwić, że w obronie tortu wartego ponad 50 mld zł, wystawiane są najcięższe działa.

Spodobała mi się też (na razie) postawa Ministerstwa Klimatu i Środowiska w sprawie włączenia do systemu kaucyjnego szkła jednorazowego, czyli przede wszystkim alkoholowych „małpek”. Branża spirytusowa bardzo szybko poniosła lamet, utyskując, że przez to cena takiej małej (do 200 ml) buteleczki z wysokoprocentowym alkoholem pójdzie w gorę i spadnie sprzedaż. A ja się pytam: gdzie problem? Przecież o to chodzi, co nie? Ktoś będzie mniej zarabiał na otruwaniu Polaków. Proste jak konstrukcja cepa.

REKLAMA

Pijemy mniej i rzadziej, lobby nic na to nie poradzi

Działania legislacyjne zawsze można wydłużyć albo rozciągnąć do nawet lat prace nad nimi. Lobby alkoholowe potrafi w takie gierki. Przecież współtworzący rząd PSL boi się o los rolników. Tak to się właśnie robi. I być może teraz też się w ten sposób uda wszystkich zrobić w konia, chociaż pierwszy raz w życiu mam co do tego spore wątpliwości. Bo też pierwszy raz odkąd pamiętam obok zapowiadanych zmian w prawie pojawia się też jednoznaczny trend.

Pijemy mniej. Pijemy rzadziej. Coraz więcej osób nie pije wcale. Tak wygląda głęboka zmiana kulturowa. Kiedy zaczynaliśmy, słyszeliśmy, że „Polacy zawsze chlali” i tego nie da się zmienić. A jednak się zmienia - przekonuje Jan Śpiewak.

REKLAMA

Dane pokazują jeszcze jedno. W 2022 r. 27,3 proc. Polaków piło alkohol co najmniej raz w miesiącu. A trzy lata później, w 2025 r. już tylko 20,4 proc. Jednocześnie grupa osób, które przez cały poprzedni rok nie piły alkoholu albo nie piły nigdy, wzrosła z 29,5 proc. do 35 proc.

Więcej o alkoholu przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:

REKLAMA

Zresztą to widać doskonale na ulicy. Kiedy ostatnio mijaliście pijanego? Ale tak w trupa, który odbijał się od krawężnika do krawężnika. Nie wiem, jak u was, ale u mnie za dziecka taki widok był codziennością, zwłaszcza po godz. 15, jak mocno podchmieleni tatusie wracali do domu, do za słonej zupy. 

A dzisiaj? Widzieliście może ostatnio jakiegoś pijanego leżącego na ławce albo na chodniku? Zmiana jest ewidentna. Napędzana też przez coraz bardziej prężny trend młodych ludzi, którzy po prostu nie wiążą swojego czasu wolnego z alkoholem. I coś czuje, że tego już nie da się odwrócić. Co mnie, trzeźwiącego od ponad 15 lat alkoholika, bardzo cieszy. 

Michał Tabaka
Redaktor

Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.

REKLAMA
REKLAMA