Było lepiej, będzie gorzej. GUS zmienia dane, Bank Światowy – prognozy
Zrewidowane dane GUS przynoszą niespodziankę. W 2025 roku polska gospodarka urosła o 3,8 proc., a nie o 3,6 proc. Wyższy punkt startowy poprawia statystyki, ale zawiesza wyżej poprzeczkę na ten rok. Tymczasem Bank Światowy w dłuższej perspektywie wyraźnie studzi nasz entuzjazm.

Po dokładnym przeliczeniu pogromu danych, które o polskiej gospodarce zebrali statystycy GUS, okazało się, że jest ona w lepszej formie, niż się dotąd wydawało. Choć i tak była co najmniej niezła. Do niedawna oficjalne statystyki pokazywały, że w 2025 r. nasza gospodarka zwiększyła się realnie o 3,6 proc. To ponad 2,5 razy szybsze tempo wzrostu niż średnio w Unii Europejskiej i 3 razy mocniejszy wzrost niż średnio w strefie euro.
GUS się pomylił. PKB rósł szybciej
Najnowsze doniesienia GUS, powstałe na podstawie zrewidowanych rachunków narodowych, mówią jednak o tym, że PKB Polski osiągnął jeszcze większy wzrost w ubiegłym roku – realnie 3,8 proc., czyli o 0,2 pkt proc. więcej od pierwotnych szacunków. Statystycy doszli do takiego wniosku na podstawie pełniejszych danych dotyczących finansów przedsiębiorstw, handlu zagranicznego oraz rachunków sektora finansów publicznych.
Ekonomiści zwracają uwagę na przyczyny rewizji. I wskazują przede wszystkim na jeden komponent PKB.
Rewizja jest zasługą wyższego niż wcześniej oceniano wzrostu popytu krajowego, przy czym dołożyły się do tego zarówno inwestycje, jak i konsumpcja prywatna i publiczna – wskazują analitycy Banku Pekao.
W ich opinii potwierdza to, iż 2025 r. był rokiem konsumpcji i inwestycji. Choć tych ostatnich w mniejszym stopniu.
Popyt krajowy, o którym mowa, zwiększył się według zrewidowanych danych o 4,6 proc., czyli o 0,4 pkt proc. mocniej od pierwotnych szacunków.

Wzrost napędzany konsumpcją
Zmiany dotyczą też handlu zagranicznego – a konkretnie dynamiki importu towarów i usług, która okazała się wyższa (o 0,3 pkt proc.) od poprzednich szacunków. Ta zmiana jest jednak z punktu widzenia PKB niekorzystna: oznacza bowiem, że handel zagraniczny odejmował od wzrostu gospodarczego więcej, niż szacowano wcześniej.
Gospodarka była więc w ubiegłym roku silniejsza, ale ten dodatkowy wzrost zawdzięczała wyłącznie popytowi krajowemu – nie ma wątpliwości Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan.
Zwraca przy tym uwagę na rewizję danych dotyczących konsumpcji w 2025 r.: spożycie gospodarstw domowych wzrosło o 4 proc., najszybciej od 2022 r., i odpowiadało za ponad 2 pkt proc. całego wzrostu.
Ubiegłoroczny wynik był więc w dużej mierze zasługą konsumpcji, którą napędzał szybki wzrost realnych płac. W tym roku ten silnik wyraźnie słabnie – przyznaje ekspert Lewiatana.
Potwierdzają to dane: spożycie indywidualne wyhamowało w drugim kwartale do 2,8 proc. r/r. Hamuje też tempo, w jakim rosną realne wynagrodzenia (choć w tym przypadku winnym jest też inflacja podbijana przez bliskowschodni konflikt).
W przypadku zaś inwestycji rewizja wyniosła aż 0,5 pkt proc. na plus. Zdaniem Mariusza Zielonki oznacza to, że ożywienie zaczęło się wcześniej i było mocniejsze, niż dotąd sądzono.
To lepiej tłumaczy skok inwestycji do 8,4 proc. w drugim kwartale tego roku. Nadal mamy jednak problem ze skalą inwestycji. Ich stopa wynosi zaledwie 17,3 proc. PKB. Jak na gospodarkę na naszym etapie rozwoju to wciąż za mało – ubolewa ekonomista Lewiatana.
I wskazuje na 5,7-proc. wzrost spożycia publicznego oraz 6,7-proc. wzrost wartości dodanej w administracji i obronności, co świadczyć ma o wyraźnym wzroście roli, jaką w gospodarce odgrywa państwo.
Wydatki publiczne na konsumpcję stanowią już 21,3 proc. PKB, wobec 18,1 proc. w 2022 r. Część wzrostu, który dziś widzimy, jest więc finansowana z budżetu. To tylko potwierdza naszą tezę, że deficyt napędza nam wzrost gospodarczy – wskazuje Mariusz Zielonka.
Nie ma przy tym wątpliwości, że – przy praktycznie zbilansowanym deficycie na rachunku bieżącym – podobnie będzie i w 2026 r.
Więcej wpisów o polskiej gospodarce na Bizblog Spider's Web
Co zmienia rewizja PKB?
Ekonomiści zwracają uwagę na konsekwencje płynące z rewizji GUS.
Zrewidowany 2025 r. daje, z jednej strony, lepszy punkt startowy dla 2026 r., jeśli chodzi o rozpędzenie gospodarki. Z drugiej zaś, stanowi nieco wyższą bazę statystyczną dla porównań r/r – tłumaczą analitycy PKO BP.
Ten drugi efekt może się niekorzystnie odbić na tegorocznych danych. Nie będzie to jednak oznaczało, że nasza gospodarka łapie zadyszkę, tylko, jak podpowiada ekspert Lewiatana, startuje z wyższego poziomu.
Jest jeszcze inna konsekwencja rewizji danych GUS. Chodzi o kwestie fiskalne. Wyższa dynamika, raportowana przez statystyków, wzięła się z wyższego nominalnego PKB. Według najnowszych danych wynosił w 2025 r. dokładnie 3 915 394 mln zł, czyli blisko 4 biliony złotych.
To właśnie on jest mianownikiem w relacjach deficytu i długu do PKB w październikowej notyfikacji fiskalnej. Jeżeli rewizja podniosła poziom PKB, obie relacje będą nieco niższe – tłumaczy Mariusz Zielonka.
Co dalej z polską gospodarką?
Po gusowskiej rewizji PKB za ubiegły rok ekonomiści nie rzucili się jednak do zmieniania prognoz dla polskiej gospodarki.
Na razie utrzymujemy naszą całoroczną prognozę wzrostu PKB 3,5 proc. w 2026 r. – zapewniają analitycy PKO BP.
Nieco bardziej optymistyczne, choć niezmienione po rewizji, są oczekiwania eksperta Lewiatana, który spodziewa się 3,6 proc. wzrostu PKB w 2026 r. (po 3,5 proc. r/r w pierwszym kwartale oraz 3,9 proc. w drugim kwartale, w drugim półroczu wzrost powinien utrzymać się w przedziale 3,5-3,7 proc. r/r).
Zmienia się natomiast jego struktura. W ubiegłym roku gospodarkę ciągnęła przede wszystkim konsumpcja. W tym roku jej miejsce zajmują inwestycje, napędzane rozliczeniem środków z Krajowego Planu Odbudowy i wydatkami na obronność – zauważa Mariusz Zielonka.
Jego zdaniem konsumpcja słabnie, bo drożejące paliwa i energia zjadają część podwyżek płac, choć, jak zaznacza, przywrócenie niższego VAT na paliwa da gospodarstwom domowym chwilę oddechu pod koniec roku. Rosnący import maszyn i urządzeń ma natomiast sprawić, że handel zagraniczny nadal będzie negatywnie wpływał na wzrost gospodarczy.
To wciąż solidne tempo wzrostu, ale coraz większą rolę odgrywają w nim pieniądze publiczne i unijne. A tych w przyszłym roku zacznie być mniej – konkluduje główny ekonomista Lewiatana.
Bank Światowy zmienia prognozy dla Polski
Prognozy dotyczące m.in. polskiej gospodarki zmienił jednak w ostatnich dniach Bank Światowy.Do niedawna był w nich w odniesieniu do naszego kraju dość zachowawczy. Spodziewał się u nas dynamiki PKB na poziomie 3,1 proc. Rewizja wyniosła aż 0,5 pkt. Proc. – teraz oficjalne prognozy wzrostu gospodarczego w Polsce autorstwa BŚ wskazują na 3,6 proc.
Gorzej jednak rysuje się przyszłość. Przynajmniej według analityków BŚ. Spodziewają się bowiem, że w 2027 r. polska gospodarka spowolni do 2,9 proc. (wcześniejsze prognozy były gorsze – 2,6 proc.). Eksperci BŚ zmienili też zapatrywanie na jeszcze dalszą przyszłość. Niestety, w tym przypadku w odniesieniu do Polski zrewidowali prognozy w dół (o 0,2 pkt proc.). Ich zdaniem w 2028 r. wzrost gospodarczy spowolni w Polsce do 2,7 proc.
Mało? Pewnie chciałoby się więcej, ale i tak na tle państw naszego regionu będziemy się pozytywnie wyróżniać (o ile sprawdzą się prognozy BŚ).
Silniejsza ekspansja gospodarcza w UE powinna przyczynić się do utrzymania wzrostu gospodarczego w Europie Środkowej na zasadniczo stałym poziomie około 2,5 procent w latach 2027-28 – czytamy w najnowszym raporcie Europe and Central Asia Economic Update autorstwa BŚ.
Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).