6 zł i 94 gr podwyżki. Runęły nadzieje Polaków
Choć płace rosną nominalnie o blisko 6 proc., ich realna wartość zwiększa się znacznie wolniej. Analitycy nie tryskają optymizmem mówiąc o najbliższej przyszłości. O powrocie do wielkich podwyżek możemy zapomnieć na dłużej.

Zaledwie 6 zł i 94 gr. O tyle wzrosło we wrześniu przeciętne wynagrodzenie – wynika z opublikowanych we wtorek danych Głównego Urzędu Statystycznego. Dotyczą one części gospodarki – konkretnie sektora przedsiębiorstw zatrudniającego 10 lub więcej osób. W porównaniu z wrześniem 2025 r. przeciętne zarobki wzrosły o 5,9 proc., czyli ponad 516 zł.
Płace łapią zadyszkę, presja wygasa
Statystyczna pensja wynosi według najnowszych wskazań już 9266 zł i 48 gr brutto, co oznacza mniej więcej 6,65 tys. zł na rękę.
Najnowsze doniesienia statystyków okazały się trochę gorsze od prognoz rynkowych. Analitycy spodziewali się wyższej dynamiki płac, choć nieznacznie – ich uśrednione przewidywania wskazywały na wzrost przekraczający 6 proc. w ujęciu rocznym.
Komentując najnowsze wieści z rodzimego rynku pracy zwracają uwagę, że nie zmieniają one obrazu wygasającej presji płacowej.
Mimo drogiej energii, nie ma wyraźnych oznak jej przełożenia się na wynagrodzenia, co wspiera stabilizację stóp procentowych NBP w bieżącym roku – uważają ekonomiści ING.
W podobnym tonie wypowiadają się analitycy mBanku.
Na ten moment można skonkludować, iż nie widać rozlewania się wyższych cen energii na płace. To z pewnością pozytywna informacja dla RPP – napisali w odniesieniu do danych GUS.
Realne płace szorują po dnie
To jednak, co dobre z punktu widzenia Rady Polityki Pieniężnej, niekoniecznie musi spodobać się tym, którzy co miesiąc otrzymują wynagrodzenie. To, choć nominalnie rośnie w dość przyzwoitym tempie, zderza się z wysoką inflacją, która zbiera swoje żniwo. W efekcie realny wzrost wynagrodzeń, czyli taki, który uwzględnia zmiany cen towarów i usług, był we wrześniu mizerny.
Realna dynamika wynagrodzeń obniżyła się do 1,7 proc. r/r i był to najniższy wzrost od sierpnia 2023 r., zbliżony do notowanego w kwietniu – nie pozostawiają wątpliwości analitycy PKO BP.
Niestety, z danych GUS wynika też, że rośnie przepaść między sektorami, w których zarabia się najwięcej i najmniej. W przypadku najgorzej opłacanych pizzerów czy pracowników hoteli (sekcja „Zakwaterowanie i gastronomia”), którzy we wrześniu zarobili przeciętnie po niespełna 6,89 tys. zł brutto, pensje wzrosły w 12 miesięcy w tempie poniżej przeciętnej – o 5,6 proc. Tymczasem zarabiający kilka razy więcej informatycy i spece od IT (sekcja „Informacja i komunikacja”) cieszyli się z większych podwyżek – ich pensje rosły w tempie 6,6 proc., co oznacza, że we wrześniu w tej grupie przeciętna płaca wynosiła już ponad 15 347 zł.

Dzisiejsze dane utwierdzają nas w naszej prognozie dla płac na bieżący rok, która wynosi 6 proc. – komentują analitycy Banku Pekao.
Według nich uśredniony wzrost wynagrodzeń w czwartym kwartale powinien również wynieść 6 proc. lub nieznacznie poniżej i na razie nie ma powodów, by dynamika płac zeszła długotrwale wyraźnie poniżej tego pułapu.
Natomiast zdaniem Bartosza Białasa, analityka Erste Banku, najnowsze dane GUS są spójne z kontynuacją obserwowanego trendu umiarkowanego spowolnienia dynamiki wynagrodzeń.
Oczekujemy, że w kolejnych miesiącach dynamika wynagrodzeń jeszcze nieco się obniży, choć prawdopodobnie przez cały 2027 r. pozostanie nieco powyżej 5 proc. r/r – przewiduje ekspert Erste Banku.
Zatrudnienie konsekwentnie w dół
Zaskoczeniem nie okazały się natomiast wyliczenia GUS dotyczące przeciętnego zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Spada ono konsekwentnie od 2023 r. Podobnie było we wrześniu, gdy jego dynamika wyniosła -0,8 proc. w ujęciu rocznym. W liczbach bezwzględnych oznacza to 6,36 mln etatów – o prawie 50 tys. mniej niż przed rokiem i o 7,4 tys. mniej niż w sierpniu.
Nie będziemy tutaj odkrywczy pisząc, iż w kolejnych miesiącach należy spodziewać się podobnych wyników, a sam wskaźnik zatrudnienia zdaje się niewiele mówić o kondycji krajowej gospodarki – komentują ekonomiści mBanku.
Zwracają przy tym uwagę, że niekorzystna sytuacja demograficzna może powodować systematyczne spadki zatrudnienia, które niekoniecznie sygnalizują coś złego w gospodarce.
Nie spodziewamy się, że zmieni się to w najbliższym czasie – zaznaczają eksperci mBanku.
Więcej o rynku pracy na Bizblog Spider's Web
Hamowanie w płacach
Dane wpisują się w nasz scenariusz stopniowego ochłodzenia na rynku pracy. Dynamika wynagrodzeń nominalnych w kolejnych kwartałach będzie się obniżać, jednak wzrost realnych wynagrodzeń wciąż wspiera konsumpcję. Hamowanie wzrostu płac będzie sprzyjać ograniczaniu rozlewania się presji inflacyjnej na kategorie bazowe. Odczyt jest pozytywnym sygnałem dla RPP, której uwaga mimo wszystko pozostanie skupiona na globalnych cenach surowców, które w znacznie większym stopniu wpłyną na decyzje Rady.
Spośród 15 sekcji sektora przedsiębiorstw zatrudnienie wzrosło we wrześniu w stosunku do stanu sprzed roku zaledwie w dwóch, choć i tu wzrosty okazały się mizerne. Dotyczy to sekcji transportu i gospodarki magazynowej, gdzie zatrudnienie wzrosło o 0,1 proc. r/r, oraz działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej – tu przez ostatnie 12 miesięcy przybyło 0,6 proc. etatów. W przedsiębiorstwach zajmujących się „pozostałą działalnością usługową” zatrudnienie pozostało na poziomie sprzed roku. W pozostałych 12 sekcjach widać spadki. Najszybciej zatrudnienie topnieje wśród kelnerów, pokojówek czy kucharzy, czyli w sekcji obejmujących zakwaterowanie i gastronomię (-0,8 proc. r/r). Nieco mniejszy spadek dotyczył we wrześniu górników (-0,7 proc. r/r).
Nieco inaczej prezentują się dane o zatrudnieniu, jeśli pod uwagę weźmiemy wskazania od stycznia do września i porównamy je z analogicznym okresem 2025 r. W takim ujęciu zatrudnienie w sektorze ogółem stopniało o 1 proc., przy czym najdotkliwiej odczuło to górnictwo (-6,3 proc. r/r). Wzrost zatrudnienia w porównaniu z trzema kwartałami 2025 r. GUS zaraportował natomiast w przypadku trzech sektorów: zakwaterowania i gastronomii (2,1 proc. r/r), dostawie wody, prądu, gazu i gospodarowaniu odpadami (3,2 proc.) oraz pozostałych usługach (3,8 proc.).
Ekonomiści nie spodziewają się nagłego zwrotu w sytuacji na rodzimym rynku pracy. Choć w niektórych komentarzach dotyczących zatrudnienia można znaleźć nutę optymizmu.
Lekkim optymizmem nadal napawają nas dane o liczbie publikowanych ofert pracy, które nieco przyspieszyły w ostatnich miesiącach – wskazują analitycy Banku Pekao.
Przyznają jednak, że są to sygnały o minimalnej skali i na razie pozostają bez większego znaczenia wobec przedłużającej się stagnacji w tym segmencie rynku pracy.
Oczekujemy, że w kolejnych kwartałach dynamika zatrudnienia będzie stopniowo się poprawiać, przekraczając 0 proc. r/r przed końcem 2027 r. – prognozuje natomiast Bartosz Białas z Erste Banku.
Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).