REKLAMA

Po co mi studia? Ja nie mam matury i zarabiam 20 tys. zł miesięcznie

Polacy przez lata słyszeli, że bez studiów nie ma dobrej pracy. Teraz rynek pracy dopisuje do tego zdania ważny przypis. Dobry fachowiec, który ma doświadczenie, renomę i klientów, może dziś zarabiać więcej niż niejeden specjalista po uczelni. Z analizy Personnel Service wynika, że doświadczeni elektrycy mogą osiągać nawet 26 tys. zł netto miesięcznie, kamieniarze do 25 tys. zł, a mechanicy samochodowi do 23 tys. zł.

Po co mi studia? Ja nie mam matury i zarabiam 20 tys. zł miesięcznie
REKLAMA

To nie jest historia o łatwych pieniądzach i szybkim awansie po kilku tygodniach kursu. Raczej o tym, że rynek coraz mocniej wycenia umiejętności, których nie da się łatwo zautomatyzować, przenieść do Excela ani zastąpić sztuczną inteligencją.

AI może pisać maile, analizować dane i pomagać w pracy biurowej. Nie wymieni jednak instalacji, nie naprawi auta, nie położy dachu i nie zrobi kuchni na wymiar. A skoro takich usług potrzeba coraz więcej, a dobrych fachowców brakuje, ich stawki idą w górę.

REKLAMA

Fachowiec nie musi już zazdrościć biurowcowi

Z danych Personnel Service wynika, że na szczycie zestawienia są elektrycy. Ich miesięczne dochody mogą wynosić od 8 tys. do 26 tys. zł netto. Tuż za nimi są kamieniarze z zarobkami od 9 tys. do 25 tys. zł netto oraz mechanicy samochodowi, którzy mogą zarabiać do 23 tys. zł miesięcznie.

Wysoko są również stolarze. Według analizy mogą osiągać od 10 tys. do 20 tys. zł netto miesięcznie. W praktyce mówimy o zawodach, w których liczą się precyzja, doświadczenie, dobra opinia i zaufanie klientów. Najlepsi specjaliści nie tylko nie narzekają na brak pracy, ale często mogą wybierać zlecenia i dyktować warunki współpracy.

W budownictwie i wykończeniówce także nie brakuje wysokich stawek. Dekarze mogą zarabiać od 7 tys. do 18 tys. zł netto miesięcznie, cieśle od 7 tys. do 15 tys. zł, brukarze od 8 tys. do 14 tys. zł, a zbrojarze od 6 tys. do 12 tys. zł netto.

REKLAMA

To zawody, które przez lata nie były pierwszym wyborem młodych ludzi marzących o „dobrej pracy”. Dobra praca kojarzyła się raczej z biurem, laptopem, korporacją i uczelnią wyższą. Tyle że rynek coraz częściej sprawdza nie sam dyplom, ale konkretną umiejętność, za którą ktoś jest gotów zapłacić.

Od kilku lat obserwujemy wyraźną zmianę w postrzeganiu zawodów technicznych i rzemieślniczych. Dziś doświadczeni fachowcy należą do najbardziej poszukiwanych specjalistów na rynku – mówi Krzysztof Inglot, prezes Polskiego Stowarzyszenia Outsourcingu, ekspert rynku pracy, założyciel Personnel Service.

REKLAMA

To nie są pieniądze za sam fach w CV

Wysokie kwoty robią wrażenie, ale trzeba je czytać uczciwie. 26 tys. zł netto dla elektryka czy 25 tys. zł dla kamieniarza nie oznacza, że każdy początkujący pracownik od razu wchodzi na taki poziom. To górna półka rynku, dostępna dla osób z dużym doświadczeniem, stałymi klientami, dobrą opinią i własną działalnością.

REKLAMA

W tych zawodach reputacja ma ogromne znaczenie. Klient, który raz trafi na solidnego fachowca, poleca go dalej. Z czasem taki specjalista nie musi już szukać zleceń, bo zlecenia szukają jego. To zupełnie inny model kariery niż klasyczna ścieżka etatowa, ale mechanizm jest podobny: rośnie doświadczenie, rośnie odpowiedzialność, rośnie też stawka.

Dobry elektryk, stolarz czy kamieniarz buduje swoją renomę przez lata, zdobywając doświadczenie i zaufanie klientów. To właśnie rekomendacje przekładają się na kolejne zlecenia, a w konsekwencji na wynagrodzenia, które coraz częściej dorównują zarobkom specjalistów pracujących w biurach, a nierzadko je przewyższają – wskazuje Krzysztof Inglot.

To ważne zastrzeżenie, bo zbyt łatwo byłoby wyciągnąć z tych danych wniosek, że studia przestały mieć sens. Nie o to chodzi. Bardziej o to, że przez lata w Polsce zbyt łatwo uznawano wyższe wykształcenie za jedyną rozsądną drogę do dobrej pracy. Tymczasem fach zbudowany na praktyce, odpowiedzialności i jakości może być dziś wart bardzo dużo.

REKLAMA

Zwłaszcza że w wielu usługach klient nie kupuje tylko samej pracy. Kupuje pewność, że ktoś przyjedzie na czas, dobrze oceni problem, nie spartaczy zlecenia i weźmie odpowiedzialność za efekt. To właśnie dlatego najlepsi fachowcy są coraz drożsi.

Czytaj więcej w Bizblogu rynku pracy

REKLAMA

Młodych brakuje, więc luka będzie rosła

Personnel Service zwraca uwagę na jeszcze jeden problem: za mało młodych osób wybiera kształcenie zawodowe. To oznacza, że w kolejnych latach luka pokoleniowa w wielu profesjach może się pogłębiać.

Dla klientów oznacza to dłuższe kolejki, wyższe ceny usług i większy problem ze znalezieniem dobrego specjalisty. Dla firm, szczególnie małych i średnich, to również poważne wyzwanie. Bez elektryków, mechaników, dekarzy, cieśli, zbrojarzy czy stolarzy trudno mówić o sprawnym budownictwie, remontach, produkcji, transporcie czy usługach dla gospodarstw domowych.

Problem w tym, że młodych osób wybierających kształcenie zawodowe nadal jest zbyt mało. W efekcie luka pokoleniowa w tych profesjach będzie się pogłębiać, co w kolejnych latach może jeszcze bardziej zwiększyć wartość fachowych umiejętności – podkreśla Krzysztof Inglot.

To może być jeden z najważniejszych trendów na rynku pracy najbliższych lat. Nie tylko dlatego, że fachowcy będą dobrze zarabiać. Również dlatego, że ich niedobór będzie podbijał koszty w całej gospodarce.

REKLAMA

Jeśli brakuje mechaników, naprawa samochodu trwa dłużej i kosztuje więcej. Jeśli brakuje elektryków, trudniej prowadzić inwestycje i remonty. Jeśli brakuje dekarzy czy stolarzy, rosną koszty budowy i wykończenia domów. Ostatecznie płacą za to konsumenci i przedsiębiorcy.

W zestawieniu są też mniej oczywiste profesje, które nadal mają swoje miejsce. Krawcy mogą zarabiać od 4 tys. do 8,5 tys. zł netto miesięcznie, guwernantki od 4 tys. do 8 tys. zł, a rymarze od 4 tys. do 7,5 tys. zł netto. To nisze, ale często właśnie nisze najlepiej pokazują, jak cenne stają się specjalistyczne umiejętności.

REKLAMA
Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. Pisze o gospodarce, makroekonomii i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, jako dziennikarz pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim przygotowywał między innymi kilka edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA