Złoty utknął w niewygodnym miejscu. Ropa wyraźnie potaniała, eksport z Bliskiego Wschodu powoli wraca, a mimo to dolar nadal się umacnia. Ekonomiści ostrzegają, że kolejne dane z USA mogą spowodować, że amerykańska waluta pójdzie jeszcze wyżej.

We wtorek i w środę rano złoty pozostawał stabilny wobec euro, ale tracił do dolara. Ruch nie był gwałtowny, lecz jego przyczyna jest dla naszej waluty znacznie ważniejsza niż skala. Dolar bowiem umacnia się na całym świecie.
PKO BP zauważa w porannym komentarzu, że euro potaniało do dolara, schodząc do najniższych poziomów w 2026 r. Trwałe przełamanie poziomu około 1,13 mogłoby otworzyć dolarowi drogę do dalszego umocnienia, w tym do złotego.
W efekcie za amerykańską walutę płacilibyśmy powyżej 3,86 zł. Brakuje naprawdę niewiele. Rano dolar kosztował 3,85 zł, euro było po 4,37 zł, funt 5,10 zł, a frank 4,62 zł.
Dolar ciągnie złotego w dół
Problem polega na tym, że złoty nie ma zbyt wielu argumentów, żeby przeciwstawić się mocniejszej amerykańskiej walucie.
Dalszy globalny wzrost rentowności [obligacji – przyp. red.] i spadki EURUSD grożą silniejszymi wzrostami na EURPLN – ostrzega dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.
Analitycy PKO BP idą tym samym tropem. Zauważają, że złoty pozostaje obecnie przede wszystkim pod wpływem czynników zewnętrznych, a dolara wspierają rosnące oczekiwania dotyczące kolejnych podwyżek stóp za oceanem. Rynek kontraktów terminowych wycenia około 95 pkt bazowych podwyżek w perspektywie najbliższych 12 miesięcy.
To właśnie dlatego nawet wiadomości, które normalnie powinny złotemu pomagać, nie są obecnie wystarczające.
Ropa odpuszcza, ale złoty na razie tego nie czuje
Cena ropy Brent spadła już o około 10 proc. względem szczytu z pierwszej połowy września. To efekt stopniowego odbudowywania dostaw z Bliskiego Wschodu. Według Przemysława Kwietnia Saudi Aramco rozpoczęło załadunek ropy na Morzu Czerwonym, a szacowany eksport przez cieśninę Ormuz wrócił już do około 7 mln baryłek dziennie.
Więcej naszych wpisów o walutach
Eryk Szmyd, analityk rynków finansowych XTB, wskazuje z kolei na dane Kpler, według których przepływ baryłek przez Ormuz odbudował się do mniej więcej 80 proc. poziomu sprzed wojny z Iranem. To dla złotego potencjalnie dobra wiadomość. Tańsza ropa zmniejsza presję inflacyjną, może ciągnąć w dół rentowności obligacji i ograniczać konieczność dalszego podnoszenia stóp procentowych na świecie.
Na razie takiego efektu jednak nie widać.
Złoty pozostaje w rozkroku – zauważa Przemysław Kwiecień.
Rentowności amerykańskich dziesięcioletnich obligacji utrzymują się powyżej 5,2 proc. Zdaniem ekonomisty XTB rynek zachowuje się tak, jakby nie był jeszcze przekonany, że spadek cen ropy będzie trwały.
Teraz wszystko zależy od Amerykanów
Dlatego dla złotego najważniejsze mogą być najbliższe dane z USA. Rynek czeka m.in. na raport ADP dotyczący zatrudnienia w sektorze prywatnym, będący wstępem do piątkowych danych NFP. Ważna będzie także inflacja PCE, czyli preferowany przez Fed miernik zmian cen.
Mocny rynek pracy w USA byłby ostatnią rzeczą, jakiej inwestorzy teraz potrzebują, ponieważ stawiałby Fed w sytuacji bez wyjścia – wskazuje dr Przemysław Kwiecień.
Mechanizm jest prosty. Jeżeli zatrudnienie pozostanie mocne, a inflacja wysoka, Rezerwa Federalna dostanie kolejny argument za podwyższaniem stóp. Wyższe amerykańskie stopy zwiększają atrakcyjność dolara, a to zazwyczaj nie jest dobra wiadomość dla złotego.
PKO BP szacuje, że wyższa od oczekiwań inflacja PCE mogłaby wesprzeć dolara na tyle, że USDPLN wyszedłby ponad 3,86. W przeciwnym scenariuszu możliwe byłoby odreagowanie i zejście kursu dolara w okolice 3,8150–3,83 zł, a euro w pobliże 4,36 zł.
Polska inflacja też dołoży swoje
Tego samego dnia poznamy również wstępny odczyt polskiej inflacji za wrzesień. Ekonomiści PKO BP spodziewają się wzrostu CPI do 4,1 proc. r/r z 3,4 proc. w sierpniu. Głównym powodem mają być wyższe ceny paliw. Taki wynik zwiększałby presję na RPP i oczekiwania dotyczące kolejnych podwyżek stóp procentowych.
Teoretycznie wyższe stopy w Polsce powinny być dla złotego wsparciem. Problem w tym, że obecnie znacznie większa siła działa po drugiej stronie Atlantyku.
PKO BP wprost wskazuje, że przy braku dużego zaskoczenia w krajowych danych kluczowy impuls dla złotego może ponownie przyjść ze strony dolara.
Złoty znalazł się trochę w roli pasażera globalnego rynku. Tańsza ropa i krajowa inflacja mają znaczenie, ale dopóki dolar jest napędzany oczekiwaniami na dalsze podwyżki Fed, to właśnie dane z USA mogą decydować, czy za dolara zapłacimy 3,82 zł, czy powyżej 3,86 zł.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.