REKLAMA

Zanim powiesz: polexit. 10 lat temu Brytyjczycy zdecydowali: wychodzimy

Obyło się bez gospodarczej tragedii, choć o sukcesie nie ma mowy. 10 lat od referendum, w którym większość mieszkańców Zjednoczonego Królestwa opowiedziała się za opuszczeniem Unii Europejskiej, eksperci Instytutu Sobieskiego wyciągają z brexitowego doświadczenia wnioski – także dla Polski.

Zanim powiesz: polexit. 10 lat temu Brytyjczycy zdecydowali: wychodzimy
REKLAMA

23 czerwca 2016 r. mieszkańcy Wielkiej Brytanii podjęli bezprecedensową decyzję. W przeprowadzonym tego dnia referendum 51,9 proc. z nich opowiedziało się za opuszczeniem Unii Europejskiej. Formalnie brexit nastąpił wprawdzie kilka lat później (Wielka Brytania opuściła UE 31 stycznia 2020 r., natomiast ostateczne odcięcie od jednolitego rynku nastąpiło 1 stycznia 2021 r.), jednak implikacje decyzji o opuszczeniu struktur europejskich pojawiły się niemal od razu po referendum.

REKLAMA

Mocarstwo średniego kalibru

10 lat po tym wydarzeniu badacze Instytutu Sobieskiego, wraz z ekspertami Deloitte, przedstawili raport pod znamiennym tytułem „Skurczone Mocarstwo” („Skurczone Mocarstwo – dziesięć lat po referendum brexitowym: bilans gospodarczy, polityczny i społeczny Zjednoczonego Królestwa”), w którym podsumowują minioną dekadę oraz wskazują na różnorakie, w tym gospodarcze, skutki podjętej wówczas decyzji.

Raport stawia tezę, że brexit nie doprowadził do załamania Wielkiej Brytanii, ale pozostawił zdecydowanie trwały koszt gospodarczy, polityczny i społeczny. Jednocześnie pokazujemy, że te skutki okazały się bardziej złożone i paradoksalne, niż przewidywali zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy wyjścia z UE – stwierdziła Jadwiga Emilewicz, była wicepremier, a także była szefowa resortów przedsiębiorczości i technologii oraz rozwoju, podczas debaty towarzyszącej prezentacji raportu.

Nie doszło więc w minionej dekadzie do zapowiadanego przez przeciwników brexitu spektakularnego załamania brytyjskiej gospodarki, ale też racji nie mieli zwolennicy wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE, wieszczący jej dynamiczny rozkwit i wzrost znaczenia na arenie międzynarodowej („Global Britain”) po opuszczeniu struktur europejskich.

Zarysowany przez badaczy obraz minionych 10 lat jest bardziej złożony, choć gospodarczy bilans brexitu jest ujemny. Autorzy wskazują na trwałe obniżenie trajektorii wzrostu, osłabienie pozycji Wielkiej Brytanii w europejskim systemie gospodarczym oraz jej przejście „od roli znaczącego gracza w ramach dużego bloku do średniego mocarstwa działającego niezależnie”.

REKLAMA

Wskazują na to przytoczone przez badaczy liczby. Wskutek podjętej 10 lat temu decyzji o opuszczeniu UE potencjał Wielkiej Brytanii (gospodarczy, lecz także polityczny i międzynarodowy) osłabł. Brexit spowodował obniżenie o 6-8 proc. brytyjskiego PKB per capita, spadek inwestycji firm o 12-18 proc., spadek zatrudnienia rzędu 3-4 proc. oraz w takiej samej skali zmniejszenie produktywności. Roczne dochody sektora finansów publicznych, jak wynika z analizy Deloitte, zostały uszczuplone o 75-100 mld funtów, co przy obecnym kursie jest równowartością ok. 372-496 mld zł.

Patrząc z lotu ptaka wpływ brexitu jest zdecydowanie negatywny – ocenił dr Aleksander Łaszek z Deloitte, jeden z autorów raportu odpowiedzialny za część poświęconą gospodarczym implikacjom brexitu, wskazując na przytoczone wyżej liczby.

Warto wiedzieć

Sprowadzanie korzyści z obecności w Unii Europejskiej wyłącznie do unijnych dotacji to zasadniczy błąd.

Prawdziwym fundamentem naszego wzrostu – co jednoznacznie potwierdzają badania – nie są transfery pieniężne, lecz nieograniczony dostęp do jednolitego rynku.

Doskonale obrazuje to przypadek Wielkiej Brytanii. Będąc płatnikiem netto do unijnego budżetu, kraj ten powinien finansowo zyskać na brexicie. Stało się jednak odwrotnie: po odcięciu od wspólnego krwiobiegu gospodarczego brytyjska gospodarka wyraźnie zbiedniała.

To fundamentalna lekcja dla Polski.

REKLAMA

Ostre hamowanie

I niewiele zmienił tu fakt, że po wyjściu z UE Wielka Brytania przestała płacić składkę członkowską (mimo że była jednym z największych płatników netto do unijnego budżetu). Jednak ten pozytywny z fiskalnego punktu widzenia efekt, jak zauważył Aleksander Łaszek, to zaledwie ułamek tego, co Brytyjczycy stracili w postaci wolniejszego tempa rozwoju gospodarki.

REKLAMA

Finanse publiczne przede wszystkim zależą od wielkości gospodarki i wzrostu gospodarczego – przypomniał ekspert Deloitte.

A ten zaczął hamować na długo przed formalnym brexitem, właściwie zaraz po referendum. Stało się tak, ponieważ brytyjskie firmy, w obliczu niepewności związanej z pobrexitową przyszłością, przestały inwestować – nie wiedziały, czego mogą się spodziewać i czy nadal będzie im się opłacało wysyłać produkcję na unijny rynek. A później pojawiły się rzeczywiste bariery dotyczące wymiany handlowej z UE, które również negatywnie wpłynęły na poziom inwestycji.

REKLAMA

Ograniczeniu uległ też brytyjski handel zagraniczny – i to nie tylko z krajami Wspólnoty (spadek eksportu do UE w latach 2018-2024 wyniósł 16 proc., co odpowiada 35 mld funtów), lecz także pozostałymi krajami (-8 proc., czyli 18 mld funtów). O blisko jedną piątą (19 proc.) spadła też liczba małych i średnich brytyjskich firm eksportujących wyłącznie na rynek UE (z 17,8 tys. do 14,3 tys.).

Jednak tym, co w długim okresie decyduje o wzroście gospodarczym jest produktywność, czyli, jak tłumaczył Aleksander Łaszek, to, jak efektywnie wykorzystywana jest praca ludzi i maszyn, bo ostatecznie ona przekłada się np. na wysokość wynagrodzeń i poziom życia. Brexit przyniósł pod tym względem dla Wielkiej Brytanii poważne konsekwencje.

Ten skutek był ewidentnie negatywny – stwierdził dr Łaszek.

REKLAMA

Brexit, jak czytamy w raporcie, oddziaływał na wynagrodzenia przede wszystkim poprzez pogorszenie dynamiki płac realnych, a nie przez bezpośredni i jednolity spadek płac nominalnych.

W okresie bezpośrednio po referendum kluczowe znaczenie miało osłabienie się kursu funta, do czego z czasem dołączył efekt wolniejszego wzrostu produktywności i w efekcie także płac. Słabszy funt doprowadził do wzrostu cen konsumpcyjnych oraz wymusił na firmach dostosowanie się – wskazują autorzy.

Polegało ono na m.in. wyhamowaniu skali podwyżek wynagrodzeń, a także zmniejszeniu inwestycji w pracowników. Okazało się też, że wynikające z opuszczenia Wspólnoty przez Wielką Brytanię zmniejszenie napływu na tamtejszy rynek pracowników z UE nie przełożyło się – wbrew nadziejom zwolenników brexitu – na wyższe wynagrodzenia Brytyjczyków.

REKLAMA

Więcej danych na Bizblog Spider's Web

Rekordowy wzrost migracji

Zresztą przywoływane przez nich przed referendum argumenty związane z kwestiami migracji okazały się w świetle wydarzeń minionej dekady wyjątkowo chybione.

REKLAMA

Wbrew oczekiwaniom znacznej części zwolenników brexitu okres, który nastąpił po referendum, charakteryzował się wyraźnym wzrostem migracji netto do Wielkiej Brytanii, mimo że jednym z centralnych argumentów kampanii na rzecz opuszczenia UE była potrzeba „odzyskania kontroli” nad granicami – czytamy w raporcie.

Wspomniana kontrola „odzyskana” została przez Zjednoczone Królestwo na początku 2021 r., jednak odpływ europejskich (także polskich) migrantów z Wysp rozpoczął się wcześniej. Powody były zróżnicowane, m.in. osłabienie funta (oznaczające mniej atrakcyjne wynagrodzenie), poprawa sytuacji gospodarek w Europie Południowej, a także niestabilność polityczna oraz odczucie narastającej niechęci wobec migrantów z UE. A ci od 2021 r. zostali objęci tym samym systemem punktowym, co obywatele innych państw, co przyspieszyło ich odpływ z Wielkiej Brytanii. Szacunki mówią o ok. 200 tys. Polek i Polaków, którzy opuścili w ostatnich latach Wyspy.

Brexit zbiegł się jednak w czasie z liberalizacją prawa odnośnie do migrantów z innych państw spoza UE – trudno się dziwić: szacunki ośrodków badawczych wskazywały, że do połowy 2022 r. brytyjski rynek pracy wykazywał niedobór ok. 330 tys. pracowników względem scenariusza w którym utrzymana byłaby swoboda przepływu osób z UE. Ta liberalizacja przyczyniła się do ogromnego wzrostu migracji netto, która nieco ponad dwa lata po formalnym brexicie sięgnęła 944 tys. osób. Potwierdziło się, że brytyjski rynek pracy nie poradzi sobie bez pracowników zza granicy, a sam brexit nie ograniczył skali migracji. Nastąpiła tu jednak wyraźna zmiana – niekoniecznie taka, której oczekiwali zwolennicy zwiększenia suwerenności Wielkiej Brytanii.

REKLAMA

Zmianie uległa przede wszystkim struktura narodowościowa napływu [migrantów – red.] – z przeważająco europejskiej na pozaeuropejską – czemu towarzyszyły spadek liczby studentów z UE oraz wzrost liczby wniosków o ochronę międzynarodową – czytamy w raporcie.

Lekcja dla Polski

Wykorzystując 10. rocznicę historycznego brytyjskiego referendum autorzy raportu wysnuwają wnioski odnośnie do potencjalnego analogicznego ruchu Polski. Ich zdaniem implikacje polexitu byłyby dla nas boleśniejsze niż te, których doświadcza Wielka Brytania – choćby z tego powodu, że nasza gospodarka jest znacznie bardziej niż brytyjska uzależniona od partnerów z UE. A także z tego powodu, że wciąż więcej z unijnego budżetu dostajemy, niż do niego wpłacamy. Choć to, zdaniem prof. Arkadego Rzegockiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego, ambasadora Polski w Zjednoczonym Królestwie w latach 2016-2021, pod którego redakcją powstał raport, ma znaczenie drugorzędne.

Doświadczenie Wielkiej Brytanii pokazuje, że nawet duża, wysoko rozwinięta gospodarka o globalnych ambicjach nie jest w stanie bezkosztowo zastąpić korzyści wynikających z uczestnictwa we wspólnym rynku – zauważa Arkady Rzegocki.

REKLAMA
Warto wiedzieć

Doświadczenie brytyjskie potwierdza, że opuszczenie głęboko zintegrowanego rynku wiąże się z trwałymi kosztami, a formalna suwerenność nie zastępuje współzależności gospodarczych w silnie zglobalizowanym świecie.

Polska – powiązana ze wspólnym rynkiem znacznie silniej, niż była Wielka Brytania – powinna konsekwentnie pogłębiać integrację europejską, prowadzić pragmatyczną politykę migracyjną opartą na realiach rynku pracy, a zarazem rozwijać strategiczne partnerstwo z Wielką Brytanią jako trwały element polityki bezpieczeństwa.

Debata o miejscu Polski w Unii Europejskiej nie powinna ograniczać się wyłącznie do kwestii transferów środków unijnych.

I zwraca uwagę, że nowe bariery regulacyjne, ograniczenia handlowe i dodatkowe koszty administracyjne doprowadziły do osłabienia wymiany gospodarczej, zakłóceń w łańcuchach dostaw oraz spadku atrakcyjności inwestycyjnej części sektorów brytyjskiej gospodarki. Dlatego, jak dodaje, Polska powinna konsekwentnie wspierać rozwój i pogłębianie wspólnego rynku europejskiego i traktować go jako jedno z najważniejszych źródeł własnego wzrostu gospodarczego i konkurencyjności.

Polska powinna prowadzić politykę wzmacniania suwerenności poprzez budowę potencjału gospodarczego, technologicznego i militarnego, a nie poprzez ograniczanie współpracy międzynarodowej – wskazuje prof. Rzegocki.

W świetle wyników badań opinii publicznej, z których wynika, że Polska jest jedynym unijnym krajem, w którym pomysł wystąpienia z UE pojawia się w sferze publicznej i poparcie dla niego rośnie, słowa te nabierają szczególnego znaczenia. Zwolennicy pozostania w UE, jak informuje Polska Agencja Prasowa, nadal mają w Polsce zdecydowaną, ponad dwukrotną przewagę, ale odmienny od reszty krajów UE trend jest widoczny.

REKLAMA

Przez lata odsetek zwolenników wyjścia Polski z UE oscylował wokół 10 proc., jednak w ostatnich miesiącach stale utrzymywał się na poziomie powyżej 20 proc., a czasem dochodził do 25 proc. – przypomina PAP z okazji rocznicy brexitowego referendum.

Warto wiedzieć

Najważniejsza lekcja płynąca z pierwszej dekady po brexicie jest stosunkowo prosta: nawet państwo dysponujące potencjałem gospodarczym, finansowym i politycznym Wielkiej Brytanii ponosi wymierne koszty opuszczenia głęboko zintegrowanego rynku bez jasno określonej strategii dalszego rozwoju.

Jednocześnie doświadczenie ostatnich lat pokazuje, że geografia, bezpieczeństwo i wspólne interesy pozostają silniejsze niż instytucjonalne podziały.

Dlatego Polska powinna jednocześnie wzmacniać swoje zakorzenienie w strukturach europejskich oraz rozwijać strategiczne partnerstwo z Wielką Brytanią jako jednym z najważniejszych państw europejskich i globalnych.

REKLAMA
Bartosz Krzyżaniak
Redaktor

Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA