REKLAMA

Trump obiecuje miliony ton diesla z Rosji. Tak odczują to kierowcy w Polsce

Rosyjski diesel ma pomóc Donaldowi Trumpowi obniżyć ceny paliw w USA. Michał Stajniak, szef działu analiz XTB, sprawdził liczby stojące za porozumieniem z Władimirem Putinem. Jego zdaniem polityczny sukces znacznie łatwiej ogłosić, niż dostarczyć obiecane paliwo. Tłumaczy też, jak Polacy odczują kolejny deal Trumpa z Putinem.

strefy-czystego-transportu-smog-transport-drogowy
REKLAMA

Donald Trump ogłosił 9 października porozumienie dotyczące dostaw rosyjskiego oleju napędowego na rynek amerykański i światowy. Tego samego dnia amerykański Departament Skarbu wydał licencję dopuszczającą określone transakcje rosyjskim dieslem, w tym jego import do USA, do 7 kwietnia 2027 r.

REKLAMA

Michał Stajniak w swojej analizie stawia jednak zasadnicze pytanie: skąd Rosja ma wziąć paliwo w zapowiadanych ilościach?

Rosja tego diesla nie ma. I nie jest to kwestia woli politycznej, tylko fizycznej zdolności produkcyjnej – uważa Michał Stajniak, szef działu analiz XTB.

REKLAMA

To mocna ocena, ale jej sednem jest bilans dostępnego paliwa. Rosja musi zaspokoić własne potrzeby, obsłużyć dotychczasowych odbiorców i dopiero wtedy znaleźć przestrzeń na dodatkowe dostawy. Zniesienie ograniczeń w handlu samo w sobie nie zwiększa produkcji uszkodzonych rafinerii.

Miliony ton brzmią efektownie. Trzeba jeszcze sprawdzić terminy

Stajniak zaczyna od uporządkowania jednostek. Tona diesla odpowiada w przybliżeniu 7,5 baryłki, a jedna baryłka to około 159 litrów. Zapowiadane wielkości dotyczą poszczególnych partii paliwa, a nie codziennych dostaw.

REKLAMA

Przy zastosowanym w analizie przeliczniku deklaracje Trumpa wyglądają następująco:

  • ponad 300 tys. ton „natychmiast” – około 2,24 mln baryłek;
  • 500 tys. ton w listopadzie – około 3,73 mln baryłek;
  • kolejny milion ton – około 7,46 mln baryłek;
  • dodatkowe 3 mln ton – około 22,4 mln baryłek.
REKLAMA

Łącznie chodzi więc o ponad 4,8 mln ton, czyli około 35,8 mln baryłek. Dostarczenie ostatnich 3 mln ton Trump uzależnił od stanu rosyjskich rafinerii. Zapowiedź obejmuje przy tym zarówno USA, jak i pozostałe rynki.

Przedstawione liczby nie wyglądają imponująco, ale każda dodatkowa baryłka na rynku może doprowadzić do spadku cen – wskazuje Stajniak.

REKLAMA

Problem pojawia się przy porównaniu tych obietnic z obecną skalą rosyjskiej sprzedaży. Według danych przywołanych przez analityka we wrześniu Rosja eksportowała około 100 tys. baryłek diesla dziennie, czyli 3 mln baryłek w całym miesiącu. Pierwsza zapowiedziana partia odpowiadałaby zatem mniej więcej trzem czwartym tego miesięcznego eksportu.

Listopadowe 500 tys. ton oznaczałoby średnio około 124 tys. baryłek dziennie. To więcej niż wskazywane w analizie wrześniowe dostawy do wszystkich odbiorców łącznie.

REKLAMA

Znaczenie ma jednak czas realizacji. Gdyby dodatkowe 3 mln ton miały zostać dostarczone w miesiąc, wymagałoby to tempa około 746 tys. baryłek dziennie. To scenariusz obliczeniowy, ponieważ określenie „w krótkim czasie” nie wyznacza miesięcznego terminu. Rozłożenie dostaw na dłuższy okres wyraźnie zmienia ten rachunek.

Rosja musi najpierw zaopatrzyć własny rynek

Stajniak przekonuje, że ograniczeniem jest przede wszystkim kondycja rosyjskiego przemysłu rafineryjnego. Przywołuje ukraińskie szacunki dotyczące wyłączenia 51 proc. mocy rafineryjnych oraz szacunek Międzynarodowej Agencji Energii mówiący o około 30-procentowym spadku produkcji diesla.

REKLAMA

To różne miary: udział wyłączonych mocy nie jest tym samym co spadek produkcji konkretnego paliwa. Obie liczby w jego argumentacji pokazują jednak, dlaczego powrót do wcześniejszych poziomów eksportu może być trudny.

Analityk przypomina również o rosyjskim zakazie eksportu diesla, wprowadzonym w lipcu i przedłużonym do końca października. Wskazuje, że Rosja w trzecim kwartale sama sprowadzała paliwa z zagranicy. W jego ocenie trudno pogodzić taki obraz rynku z przedstawianiem Moskwy jako dostawcy zdolnego szybko zasypać światowe niedobory.

REKLAMA

Najważniejsze jest jednak zestawienie produkcji z krajowym zużyciem. Z przywołanych przez Stajniaka szacunków Reutersa i Kplera wynika, że wrześniowa nadwyżka wynosiła około 200 tys. ton. Pierwsza obiecana partia jest o 100 tys. ton większa.

Oznacza to konieczność zwiększenia samej nadwyżki o połowę, jeśli dostawa miałaby pochodzić wyłącznie z bieżącej produkcji przy niezmienionym krajowym zużyciu. Alternatywą byłoby sięgnięcie po zapasy, import lub ograniczenie innych dostaw. Sam bilans produkcji i konsumpcji nie przesądza więc, że pojedynczy eksport jest niemożliwy, ale pokazuje ograniczoną przestrzeń na nowe zobowiązania.

REKLAMA

Autor zastrzega przy tym, że dostępne liczby nie dają pełnego obrazu.

Dane o nadwyżce produkcyjnej Rosji to szacunki Reutersa i Kplera, nie statystyka oficjalna. Rosja przestała publikować dane o produkcji paliw – podkreśla analityk XTB.

REKLAMA

Dla porównania, owe 200 tys. ton stanowi około 1,2 proc. przywoływanego w analizie miesięcznego zużycia destylatów w USA. To odpowiednik niespełna dziewięciu godzin amerykańskiej konsumpcji. Destylaty są przy tym szerszą kategorią obejmującą m.in. olej napędowy i opałowy.

Zmiana kierunku dostaw nie oznacza większej ilości paliwa

Kolejna część analizy dotyczy mechanizmu, który łatwo zgubić w politycznych zapowiedziach. Jeśli ten sam rosyjski ładunek trafi do USA zamiast do dotychczasowego klienta, światowa podaż się nie zwiększy. Zmieni się nabywca, a poprzedni odbiorca będzie musiał poszukać paliwa gdzie indziej.

REKLAMA

To przestawianie leżaków na Titanicu – ocenia przywołany w analizie Michael Lynch z Energy Policy Research Foundation.

Stajniak przypomina, że rosyjskie paliwo trafiało m.in. do państw basenu Morza Śródziemnego, Ameryki Łacińskiej i Afryki. Przekierowanie części tego handlu do Ameryki nie musi więc przynieść trwałej ulgi wszystkim kupującym.

REKLAMA

Sam amerykański import jest stosunkowo niewielki. W lipcu 2026 r. wynosił 139 tys. baryłek destylatów dziennie, z czego 137 tys. pochodziło z Kanady. Potwierdzają to dane EIA dotyczące łącznego importu oraz dostaw z Kanady.

Rynek amerykański jest w destylatach praktycznie samowystarczalny – zauważa Stajniak.

Duża własna produkcja nie odcina jednak USA od światowych cen. Amerykańscy producenci uczestniczą w międzynarodowym handlu, a niedobory paliw za granicą wpływają również na ich rynek.

Dlatego kluczowe jest rozróżnienie między przekierowaniem istniejącego ładunku a rzeczywistym zwiększeniem ilości paliwa dostępnego dla odbiorców. Dopiero to drugie daje mocniejsze podstawy do trwałego spadku cen.

Trump potrzebuje efektu przed wyborami

Stajniak interpretuje porozumienie przede wszystkim przez kalendarz polityczny. Wybory do Kongresu odbędą się 3 listopada, a drogi diesel obciąża transport i rolnictwo. Koszty przewozu towarów przenoszą się następnie na ceny płacone przez konsumentów.

W przywołanym przez niego obrazie rynku zapasy destylatów w USA wynoszą 105,1 mln baryłek wobec 111,5 mln rok wcześniej. To spadek o około 5,7 proc. Średnia cena diesla sięga natomiast 6,28 dolara za galon.

Ugoda z Rosją jest politycznie tańsza i daje mocny nagłówek dla tych, którzy nie chcą liczyć, czy to wszystko się w ogóle spina i ma sens – uważa Michał Stajniak.

Analityk zestawia tę decyzję z rozważanym ograniczeniem amerykańskiego eksportu diesla. Taki ruch mógłby uderzyć w zagranicznych odbiorców, w tym w Europę. Porozumienie z Rosją pozwala administracji pokazać, że szuka dodatkowych dostaw.

Stajniak dostrzega też podobieństwo do wcześniejszych wielkich deklaracji handlowych, w tym zapowiedzi zakupów amerykańskiej energii przez partnerów USA.

Wspólny mianownik: ogłoszenie jest konkretne i natychmiastowe, realizacja rozmyta i odroczona – wskazuje szef działu analiz XTB.

W przypadku diesla szczególnie istotne jest jednak ograniczenie produkcyjne. Nawet polityczna gotowość do sprzedaży nie zastąpi sprawnej instalacji rafineryjnej.

Rosja otrzymuje ulgę. Ryzyko ponosi Ukraina

Najpoważniejszych skutków Stajniak szuka poza stacjami paliw. W jego ocenie porozumienie może zwiększyć presję na Ukrainę, by ograniczyła ataki na rosyjskie rafinerie. Ich sprawność zaczyna bowiem mieć bezpośrednie znaczenie dla realizacji obietnicy, którą Trump przedstawił własnym wyborcom.

Teraz te wezwania mogą przybrać formę ultimatum, bo uderzenia w rafinerie zostaną uznane za godzenie w interes USA – ostrzega analityk.

Doniesienia o konkretnych groźbach pozostają jednak sporne. Ukraiński rozmówca Axios twierdził, że Amerykanie zagrozili wstrzymaniem danych wywiadowczych. Urzędnik USA temu zaprzeczył. Nie jest to zatem potwierdzone ultimatum. Korzyść regulacyjna dla Rosji jest natomiast olbrzymia. Licencja otwiera możliwość objętych nią transakcji do kwietnia. Sam dokument nie uzależnia tej zgody od dostarczenia zapowiedzianych partii paliwa.

Rosja jest jednoznacznym beneficjentem – ocenia Stajniak.

Przychody będą oczywiście zależeć od rzeczywistej sprzedaży. Moskwa otrzymała jednak możliwość szerszego handlu, zanim wiadomo, w jakim stopniu wykona deklaracje dotyczące dostaw.

Stajniak rozważa również dalszy scenariusz: gdyby presja na Kijów doprowadziła do ograniczenia ataków, Rosja mogłaby stopniowo odbudowywać moce przerobowe. To mogłoby zwiększyć podaż, ale według analityka efekt należałoby liczyć w kwartałach, a nie tygodniach.

Co z cenami na polskich stacjach?

Dla polskich kierowców i przedsiębiorców najważniejsza jest ocena wpływu porozumienia na ceny. Stajniak nie spodziewa się przełomu.

Kilka ładunków nie zmieni globalnego deficytu destylatów – podkreśla.

Rozróżnia przy tym szybką reakcję kontraktów giełdowych od trwałej poprawy zaopatrzenia. Pierwszą może wywołać sama informacja o porozumieniu. Druga wymaga regularnych dostaw i odbudowy produkcji.

Analityk zwraca też uwagę na termin obowiązywania amerykańskiej licencji. Odczytuje zgodę sięgającą kwietnia 2027 r. jako sygnał, że Waszyngton może przygotowywać się na dłuższe problemy z żeglugą przez Ormuz.

Dla Europy znaczenie miałoby również utrzymanie dostępu do paliw z USA. Stajniak ocenia, że po porozumieniu z Rosją zagrożenie amerykańskim zakazem eksportu diesla może być mniejsze. Nie traktuje jednak tego jako zapowiedzi wyraźnych obniżek na stacjach.

Choć G7 zdecydowało się w ostatnim czasie na uwolnienie rezerw ropy i diesla, to jednak prowadzi to jedynie do stabilizacji cen, a nie realnego spadku na stacjach paliw – wskazuje Michał Stajniak.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

REKLAMA
REKLAMA