Pierwszy cios odczuliśmy na stacjach paliw. Kolejny może przyjść podczas zakupów, gdy firmy przerzucą na nas wyższe koszty paliwa i energii. Ekonomiści ostrzegają, że zastanawiając się właśnie, jak będzie wyglądać tzw. druga runda.

Kiedy drożeje ropa na światowych rynkach, od razu za zatankowanie samochodu płacimy więcej. Na tym jednak wpływ droższej ropy się nie kończy. Paliwo i energię kupują również przewoźnik dostarczający do sklepu towary, i fabryka, która produkuje. Te koszty nie muszą natychmiast pojawić się na paragonie. Mogą przez pewien czas obciążać marżę przedsiębiorstwa, czekać na wygaśnięcie umowy albo na doroczną aktualizację cennika. Dlatego nawet gdy tankowanie staje się w końcu tańsze, wcześniejsza sytuacja wciąż może kłaść się cieniem na cenach.

Właśnie na ten opóźniony rachunek zwracają uwagę ekonomiści Pekao.
W Polsce wyraźnych efektów drugiej rundy w inflacji konsumenckiej jeszcze nie widać, ale zaczynają pojawiać się sygnały ostrzegawcze w innych, potencjalnie wyprzedzających wskaźnikach – piszą w komentarzu.
Jak drogie paliwo trafia do ceny mebli
Wyobraźmy sobie producenta mebli. Za prąd potrzebny do pracy maszyn płaci więcej. Dostawca materiałów podnosi cenę dostawy, bo wzrosły koszty transportu. Droższy staje się również przewóz gotowych szaf do magazynu i sklepu.
Producent przez pewien czas może brać część kosztów na siebie. Ma podpisane kontrakty, konkuruje o klientów i obawia się, że podwyżka ograniczy sprzedaż. Kiedy jednak przygotowuje nowy cennik, zwykle uwzględnia w nim wyższe wydatki. Następnie droższy towar dociera do sprzedawcy, a ostatecznie do klienta.
To przykład pośredniego wpływu szoku paliwowego i energetycznego na ceny. W komentarzu Pekao pojęcie efektów drugiej rundy jest używane szeroko, w odniesieniu do rozlewania się tego szoku po gospodarce.
Więcej wiadomości o inflacji
W ścisłym znaczeniu druga runda idzie jeszcze dalej: wcześniejsza drożyzna zaczyna zmieniać oczekiwania i zachowania. Pracownicy domagają się podwyżek, żeby odzyskać siłę nabywczą zarobków, a firmy uwzględniają wyższe płace i oczekiwaną inflację w kolejnych decyzjach cenowych. Wtedy pierwotny impuls może się utrwalać. Takie rozróżnienie efektów pośrednich i drugiej rundy stosuje właśnie EBC.
Sama podwyżka ceny szafy z powodu droższego transportu nie dowodzi więc jeszcze, że gospodarka wpadła w spiralę cenowo-płacową. Pokazuje jednak, jak paliwowy problem może wykroczyć poza stacje benzynowe.
Pierwsze ostrzeżenie przyszło z fabryk
We wrześniu inflacja producencka PPI przyspieszyła do 6,1 proc. rok do roku i był to najwyższy poziom od kwietnia 2023 r. PPI mierzy zmiany cen produkcji sprzedanej przemysłu. Nie jest wskaźnikiem kosztów fabryk ani cen na sklepowych półkach. Pokazuje natomiast, jak zmieniają się ceny na wcześniejszym etapie obrotu, zanim produkt trafi do konsumenta.
Dlatego ekonomiści uważnie go śledzą, próbując przewidzieć przyszłe podwyżki w sklepach. Nie oznacza to, że wzrost PPI o 6,1 proc. przełoży się na identyczną podwyżkę cen zakupów. Po drodze znaczenie mają między innymi marże, konkurencja i gotowość klientów do wydawania pieniędzy. Według Pekao za przyspieszenie cen producentów nadal odpowiadają przede wszystkim paliwa. Niepokój budzą jednak również zmiany w szerszej kategorii przetwórstwa przemysłowego.
– To istotny sygnał wskazujący, że presja cenowa zaczyna wykraczać poza bezpośrednio dotknięte szokiem komponenty energetyczne – oceniają ekonomiści banku.
Ich zdaniem kolejny etap możemy zobaczyć w cenach płaconych przez gospodarstwa domowe.
– Wyższe koszty producentów będą prawdopodobnie stopniowo przenikać do inflacji konsumenckiej, szczególnie do cen towarów, które są bardziej bezpośrednio narażone na wzrost kosztów energii i transportu – przewidują.
Dlaczego rachunek może przyjść na początku roku
Takie przenoszenie kosztów wymaga czasu. Pekao wskazuje, że historycznie wpływ zmian cen producentów na ceny konsumenckie bywał widoczny z opóźnieniem około dwóch kwartałów. W obecnej sytuacji bank spodziewa się wyraźniejszego wpływu szoku energetycznego na przełomie 2026 i 2027 r.
Znaczenie może mieć kalendarz przedsiębiorstw. Początek roku to moment zmiany umów i cenników, a więc okazja do uwzględnienia kosztów, które narastały wcześniej.
Początek 2027 r. może więc stać się okresem, w którym presja widoczna dziś w cenach producentów wyraźniej zaznaczy się w cenach płaconych przez konsumentów – piszą ekonomiści Pekao.
W tym miejscu warto wyjaśnić jeszcze jedno pojęcie: inflację bazową. Najczęściej przywoływana jej miara pomija ceny żywności i energii. Nie oznacza to jednak, że jest odporna na drogie paliwo. Jeżeli wyższe koszty transportu i produkcji podniosą cenę mebli czy odzieży, zmiana znajdzie odzwierciedlenie również w tej mierze.
Energia może więc zniknąć z obliczeń jako osobna kategoria, a jej wpływ nadal pozostanie w cenach innych produktów.
Tańsze tankowanie może na chwilę zasłonić problem
Od 3 października ponownie działa program „Ceny Paliwa Niżej”, obejmujący obniżkę podatków i maksymalne ceny detaliczne paliw. Zgodnie z komunikatem Ministerstwa Energii ma obowiązywać do końca 2026 r.
Już we wcześniejszym komentarzu Krystian Jaworski z Credit Agricole prognozował, że interwencja obniży październikową inflację do 3,3 proc. z 4,1 proc. we wrześniu. Zastrzegał jednak, że poprawa będzie przejściowa.
Spadek inflacji poniżej górnej granicy dopuszczalnych odchyleń od celu NBP, wynoszącej 3,5%, będzie jednak przejściowy, głównie z uwagi na oczekiwany przez nas wzrost inflacji bazowej do 3,8% r/r w grudniu br. – wskazywał ekonomista w komentarzu Credit Agricole.
W jego scenariuszu inflacja ogółem miała przejściowo znaleźć się w okolicach 4,5 proc. w styczniu 2027 r.
Tańsze paliwo obniża bieżący rachunek za tankowanie i może ograniczać kolejne impulsy kosztowe. Nie cofa jednak automatycznie wcześniejszych wydatków przedsiębiorstw. Dlatego poprawa na stacjach może zbiec się w czasie z podwyżkami innych cen.
Czy druga runda jest już przesądzona?
Wcześniejsze komentarze pozostałych banków pokazują, z jakiego punktu startowała obecna dyskusja. ING podkreślał, że poza energią nie widać jeszcze szeroko zakrojonej presji cenowej. PKO BP wskazywał natomiast, że bazowa inflacja producencka, liczona z wyłączeniem rafinacji ropy, wzrosła do 3,1 proc. z 2,8 proc.
Nadal nie wskazuje na silne przyspieszenie cen w pozostałych kategoriach przemysłu, wspierając tezę o mocno ograniczonych efektach drugiej rundy – oceniali ekonomiści PKO BP.
Najnowsze ostrzeżenie Pekao również nie oznacza, że silna druga runda już pojawiła się w cenach konsumenckich. Bank dostrzega sygnały ryzyka na wcześniejszym etapie. Jednocześnie zaznacza, że presja płacowa pozostaje umiarkowana, co ma znaczenie zwłaszcza dla cen usług.
Dla Rady Polityki Pieniężnej problemem jest moment reakcji. Wyższe stopy nie zwiększą podaży ropy, ale mogą ograniczać popyt i utrwalanie podwyżek w gospodarce. Efekty takiej decyzji także pojawiają się z opóźnieniem.
Czekając na wyraźny wzrost inflacji bazowej, RPP ryzykuje spóźnioną reakcję – ostrzegają ekonomiści Pekao.
We wcześniejszych prognozach Credit Agricole zakładał jedną podwyżkę stopy referencyjnej do 4 proc. w styczniu 2027 r., a ING wzrost łącznie o 0,5 pkt proc., do 4,25 proc., w pierwszym kwartale. To scenariusze ekonomistów, nie zapowiedziane decyzje Rady.
Najbliższy odczyt inflacji może więc przynieść ulgę, ale nie zamknie sprawy drogiego paliwa. Kolejnych skutków trzeba będzie szukać również tam, gdzie nie tankujemy: w sklepach i cennikach usług.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.