REKLAMA

Prezes NBP pojechał na szczyt G20 z jasnym przesłaniem. Reakcja wcale mnie nie dziwi

Adam Glapiński chwali się na spotkaniu G20 polskimi rezerwami złota. NBP twierdzi, że wzbudziły uznanie i duże zainteresowanie. Tym razem wcale mnie to nie dziwi. Wystarczy spojrzeć, co Polska zrobiła ze swoimi zasobami kruszcu w ciągu ostatnich siedmiu lat.

adam glapinski prezes nbp rezerwy zlota

Czytam komunikat NBP ze spotkania prezesów banków centralnych i ministrów finansów państw G20 w Asheville w Karolinie Północnej i zatrzymuję się na jednym zdaniu.

Informacja ta spotkała się z uznaniem i dużym zainteresowaniem uczestników spotkania – przekazał NBP, opisując reakcję na wystąpienie Adama Glapińskiego dotyczące zwiększenia polskich zasobów złota do 700 ton.

Nie wiemy, kto dokładnie wyraził uznanie, jakimi słowami ani jak długa kolejka ustawiła się później do prezesa NBP, żeby gratulować mu polskiej strategii. Ale tym razem nawet nie mam większej potrzeby czepiać się wersji przedstawionej przez bank centralny.

Glapiński naprawdę miał się czym pochwalić

Spotkanie w Asheville jest częścią tegorocznej amerykańskiej prezydencji w G20. Pierwsze spotkania odbywały się 29-30 sierpnia. 31 sierpnia i 1 września w Karolinie Północnej spotykają się ministrowie finansów i prezesi banków centralnych największych gospodarek świata. Rozmowy dotyczą przede wszystkim wzrostu gospodarczego, globalnych nierównowag, polityki pieniężnej i stabilności finansowej.

Decyzja o kolejnych zakupach złota nie wypłynęła za oceanem. Cel 700 ton został ogłoszony w styczniu 2026 r. Jednak w ciągu kolejnych miesięcy wydarzyło się coś znacznie ciekawszego. Ten ambitny plan zaczął bardzo szybko zamieniać się w rzeczywistość.

Na koniec lipca 2026 r. Narodowy Bank Polski miał już 20,583 mln uncji złota, czyli około 640,2 tony. Jeszcze miesiąc wcześniej było to 632,4 tony. W samym lipcu doszło więc prawie 8 kolejnych ton. Do wyznaczonego celu brakuje już niespełna 60 ton. Żeby zrozumieć skalę tej operacji, warto cofnąć się trochę dalej.

Przez około 20 lat NBP miał mniej więcej 103 tony złota. Nowy etap rozpoczął się w 2018 r. Wtedy kupiono 25,7 tony, rok później kolejnych 100 ton. Następne wielkie zakupy przyszły m.in. w 2023 r., gdy NBP zwiększył zasoby aż o 130 ton. Dzisiaj zamiast 103 ton mamy ich już ponad 640.

Czytaj więcej w Bizblogu o złocie

To oznacza, że w ciągu kilku lat polskie zasoby kruszcu zwiększyły się ponad sześciokrotnie. I kiedy Glapiński pokazuje taki wykres ludziom zarządzającym rezerwami największych gospodarek świata, naprawdę trudno oczekiwać, że nikt nie zwróci na niego uwagi.

Polska siedzi na złotym fotelu lidera

Jeszcze ważniejsze jest dla mnie to, że sukcesu NBP nie musimy oceniać wyłącznie na podstawie tego, co mówi sam NBP. World Gold Council, czyli jedna z najważniejszych organizacji analizujących światowy rynek złota, podaje, że w 2025 r. Narodowy Bank Polski był największym nabywcą kruszcu wśród banków centralnych na świecie. Dokupił 102 tony i zakończył rok z zasobami wynoszącymi około 550 ton.

Co więcej, był to już drugi rok z rzędu, gdy Polska zajęła pierwsze miejsce pod względem zakupów.

A potem przyszedł 2026 r. i niewiele się zmieniło. W pierwszej połowie roku NBP kupił kolejne 82 tony. Drugi w zestawieniu Uzbekistan zwiększył zasoby o 41 ton, a Chiny o 40 ton. Innymi słowy: Polska kupiła w tym czasie dwa razy więcej złota niż chiński bank centralny. W samym drugim kwartale NBP dokupił 51 ton i ponownie był największym kupującym bankiem centralnym na świecie. World Gold Council napisał wręcz o Polsce jako o liderze tegorocznego zestawienia.

I właśnie w tym momencie przestaję się dziwić reakcji uczestników G20. Nie dlatego, że 700 ton jest jakąś magiczną granicą, po której polska gospodarka automatycznie staje się odporna na wszystkie kryzysy. Nie jest.

Ale jeżeli przedstawiciel państwa, które jeszcze kilka lat temu posiadało niewiele ponad 100 ton kruszcu, pojawia się przy jednym stole z przedstawicielami największych gospodarek świata i może powiedzieć: od dwóch lat kupujemy złota więcej niż wszystkie inne banki centralne – to jest konkret.

Glapiński nie wymyślił mody na złoto

Można oczywiście zapytać, czy NBP nie kupuje za dużo, za szybko albo przy zbyt wysokich cenach. To już temat na zupełnie inną dyskusję. Nie można jednak powiedzieć, że Glapiński realizuje jakąś egzotyczną polską obsesję na punkcie złotych sztabek.

Banki centralne od kilku lat bardzo mocno zwiększają zasoby kruszcu. W 2025 r. kupiły netto 863 tony złota. Było to wprawdzie mniej niż ponad 1000 ton rocznie notowane w trzech wcześniejszych latach, ale nadal mówimy o olbrzymim popycie.

A zainteresowanie nie znika. W badaniu World Gold Council z 2026 r. aż 89 proc. przedstawicieli banków centralnych spodziewało się wzrostu globalnych rezerw złota w kolejnych 12 miesiącach. Rekordowe 45 proc. ankietowanych przewidywało zwiększenie zasobów we własnym banku centralnym.

Powody nie są szczególnie tajemnicze. Złoto nie jest zobowiązaniem innego państwa ani instytucji finansowej, pozwala dywersyfikować rezerwy i od setek lat wraca do łask właśnie wtedy, gdy na świecie robi się nerwowo. A ostatnich kilku lat spokojnymi raczej nazwać się nie da.

Z 103 do ponad 640 ton

Na spotkaniu w Asheville rozmawia się oczywiście o znacznie większych sprawach niż polskie sztabki. Na stole są globalne nierównowagi gospodarcze, wzrost, polityka pieniężna i stabilność światowej gospodarki. Polska uczestniczy w pracach G20 w 2026 r. na zaproszenie amerykańskiej prezydencji, w ramach ścieżki gospodarczej i finansowej.

Ale jeżeli Adam Glapiński chciał przy tym stole pokazać jeden przykład tego, jak zmieniła się pozycja finansowa Polski, wybrał sobie naprawdę efektowny.

103 tony złota przez dwie dekady. Ponad 640 ton dzisiaj. 102 tony kupione w 2025 r. i kolejne blisko 90 ton do końca lipca 2026 r. Dwa lata z rzędu na szczycie światowych zestawień zakupów banków centralnych.

I jeszcze niespełna 60 ton do nowo wyznaczonych 700 ton. Ciekawe, jaki będzie nowy cel: 1000 ton?

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.