REKLAMA

Otwieram drzwi, a tu skarbówka: dzień dobry, kontrola, sąsiad na pana doniósł

Polacy zasypują skarbówkę donosami. W pół roku wysłaliśmy ich ponad 45 tys. Ale co ciekawe, fiskus coraz rzadziej kontroluje firmy, a kiedy już to robi, jest o wiele bardziej skuteczny niż kiedyś. Cyfrowa skarbówka – wbrew temu, co napisałem w tytule – nie musi już chodzić od drzwi do drzwi.

fiskus firma sygnalista

Przedsiębiorcy obawiający się skarbówki wyobrażali sobie mniej więcej taką scenę: przychodzą kontrolerzy, proszą o dokumenty, zaczynają przekopywać faktury i szukać czegoś, co się nie zgadza. Ten obraz coraz mniej pasuje do rzeczywistości. Dzisiaj znaczna część roboty odbywa się wcześniej. Fiskus zbiera dane, porównuje je, analizuje i ocenia ryzyko. Dopiero później decyduje, gdzie rzeczywiście warto zajrzeć. I wygląda na to, że działa to całkiem skutecznie.

W 2025 r. Krajowa Administracja Skarbowa przeprowadziła 5113 kontroli celno-skarbowych. To aż o 27,4 proc. mniej niż rok wcześniej. Tyle że wartość ustaleń dokonanych podczas tych kontroli wzrosła z 4,45 do 6,52 mld zł, czyli o 46,4 proc.

Mniej kontroli, więcej znalezionych pieniędzy. Trudno o bardziej obrazowe podsumowanie tego, w którą stronę idzie fiskus. Sama KAS przyznaje, że kontrole są dziś lepiej typowane.

Kontrola? Najpierw sprawdzimy to inaczej

Ten sam kierunek widać w zwykłych kontrolach podatkowych. W 2025 r. było ich 8722, podczas gdy rok wcześniej 9829. Spadek wyniósł więc 11,3 proc.

Za to liczba kontroli wzrosła o ponad 228 tys., czyli o 9,6 proc. KAS tłumaczy to bardzo jasno: najpierw mają być podejmowane działania sprawdzające i wyjaśniające, a klasyczna kontrola dopiero wtedy, gdy jest rzeczywiście konieczna. Fiskus sam nazywa czynności sprawdzające najszybszą i najmniej dotkliwą dla podatnika formą działania.

Z punktu widzenia przedsiębiorcy brzmi to całkiem rozsądnie. Jeżeli w deklaracji coś się nie zgadza albo jakaś transakcja wygląda podejrzanie, lepiej dostać pytanie z urzędu i wszystko wyjaśnić niż od razu gościć kontrolerów. Jest jednak druga strona medalu.

Jeżeli urząd coraz częściej potrafi wyłapać nieprawidłowość, zanim ktokolwiek pojawi się w firmie, liczba kontroli przestaje być dobrym miernikiem tego, jak intensywnie fiskus patrzy nam na ręce.

Można wręcz powiedzieć odwrotnie: skarbówka może kontrolować mniej właśnie dlatego, że wcześniej wie więcej. A będzie wiedziała jeszcze więcej.

Od 2026 r. działa obowiązkowy KSeF. Najpierw objął największe firmy, a od 1 kwietnia większość pozostałych przedsiębiorców. Najmniejsze firmy, których sprzedaż dokumentowana fakturami nie przekracza 10 tys. zł miesięcznie, dostały czas do początku 2027 r.

Nie przypisywałbym KSeF-owi sukcesów kontrolnych osiągniętych w 2025 r., bo byłoby to odwracanie chronologii. Dane pokazują jednak coś ciekawszego. Fiskus nauczył się skuteczniej typować przedsiębiorców jeszcze przed powszechnym wejściem KSeF. Teraz dostał kolejne gigantyczne źródło uporządkowanych danych o fakturach.

A Polacy podrzucają fiskusowi jeszcze 45 tys. tropów

I w tym momencie wchodzą całe na czarne dane o donosach skarbówki. W pierwszym półroczu 2026 r. do jednostek KAS wpłynęło 45,5 tys. tzw. informacji sygnalnych dotyczących potencjalnych nieprawidłowości. To o 20,2 proc. więcej niż rok wcześniej i aż o 28,1 proc. więcej niż w pierwszej połowie 2024 r.

Czyli z jednej strony fiskus buduje coraz potężniejszy system oparty na danych, a z drugiej my sami podsuwamy mu dziesiątki tysięcy dodatkowych tropów. Nie znaczy to jednak, że 45 tys. przedsiębiorców powinno już wypatrywać skarbówki za oknem.

Więcej wpisów o kontrolach w firmach

Wręcz przeciwnie. Jedna z najciekawszych liczb w tych danych pokazuje, jak duża część donosów okazuje się ślepymi uliczkami. W Rzeszowie około 70 proc. informacji nie znajduje potwierdzenia. W Białymstoku szacunkowo 75–85 proc., w Lublinie ponad 77 proc., a w Krakowie 56 proc.

Z danych Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy z poprzednich lat wynika natomiast, że za wiarygodne uznawanych jest do 25 proc. informacji sygnalnych. Dopiero wtedy KAS podejmuje dalsze działania, takie jak analiza, czynności sprawdzające czy kontrola.

I to bardzo zmienia perspektywę. Donos nie jest wyrokiem. Nie jest nawet automatycznym biletem do kontroli. Jest kolejnym kawałkiem informacji, który trzeba przesiać.

Każde zgłoszenie jest rejestrowane w odpowiednim systemie i podlega dalszemu procedowaniu i ocenie – wyjaśnia Renata Kostowska, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Olsztynie.

Dodaje, że informacja może następnie trafić do pogłębionej analizy, czynności sprawdzających, kontroli albo nabycia sprawdzającego. Jeżeli ktoś napisze do skarbówki, że właściciel firmy ukrywa sprzedaż albo wynajmuje mieszkania bez płacenia podatku, urząd nie musi już opierać się wyłącznie na słowie „życzliwego” informatora. Ma coraz więcej własnych informacji i łatwo może zweryfikować pismo od fiskalnego sygnalisty.

Sąsiad doniósł, bo się pokłóciliście

To dobrze, bo jak się okazuje, część donosów niewiele ma wspólnego z troską o finanse publiczne.

Wzrost liczby zgłoszeń nie musi oznaczać, że proporcjonalnie wzrosła skala naruszeń prawa – zauważa Marek Zieliński, ekspert BCC i były dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu.

Jego zdaniem znaczenie mogą mieć większa świadomość obywateli, łatwiejszy dostęp do kanałów zgłaszania, ale również zdjęcie z sygnalisty łatki konfidenta i donosiciela. Jednak materiał z izb skarbowych pokazuje również znacznie bardziej przyziemną stronę zjawiska. Wśród pobudek wysoko wciąż plasują się zawiść, konflikt, zemsta.

Z naszych obserwacji wynika, że często nie znajdują potwierdzenia zgłoszenia, których podstawę stanowi zawiść bądź konflikt – mówi dr Sebastian Osiński, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Szczecinie.

I podaje przykłady. Pomówienia dotyczą m.in. rzekomego nieopodatkowanego wynajmu nieruchomości czy bliżej niesprecyzowanych oszustw podatkowych. Takie zgłoszenia pojawiają się pomiędzy sąsiadami, byłymi małżonkami, a także pracodawcami i byłymi pracownikami.

45,5 tys. donosów robi więc mniejsze wrażenie, kiedy okazuje się, że znacząca część z nich może być podatkowym odpowiednikiem zdania: „sprawdźcie Kowalskiego, bo na pewno coś kombinuje”.

Mniej bałbym się liczby kontroli

Patrząc na te wszystkie dane, nie przejmowałbym się tym, że liczba kontroli skarbowych spada. To wcale nie znaczy, że fiskus patrzy przedsiębiorcom na ręce mniej uważnie. Patrzy inaczej. Coraz mniej potrzebuje kontroli prowadzonej na zasadzie: wejdźmy i zobaczmy, co znajdziemy. Coraz częściej najpierw coś znajduje w danych, sprawdza, czy rzeczywiście jest problem, a dopiero później decyduje, czy wysłać kontrolerów.

Z punktu widzenia uczciwego przedsiębiorcy może to być nawet dobra wiadomość. Im lepsze typowanie ryzyka, tym mniejsza szansa, że urząd będzie tracił czas firmy tylko dlatego, że akurat przyszła jej kolej.

Ale jest też ostrzeżenie. Nie bałbym się, że skarbówka będzie coraz częściej pukać do przedsiębiorców. Wszystko wskazuje na coś odwrotnego. Będą pukali rzadziej. Ale jeśli już zapukają, dobrze będą wiedzieli, po co przyszli.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.